Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura polska. Pokaż wszystkie posty

Recenza "Szczęśliwa ręka" Kuba Kulasa

Debiut Kuby Kulasy: dziewięć opowiadań i intryga wokół przeszczepionej ręki. Erudycja, groza i przewrotna gra z czytelnikiem.
Wydawca: Biuro Literackie

Liczba stron: 192


Oprawa: broszurowa

Premiera: 4 listopada 2026 rok

W literaturze od dawna powraca fantazmat dzieła, które uniezależnia się od autora. Według tej idei tekst jawi się jako byt autonomiczny, pasożytujący na ciele twórcy lub wręcz wyłaniający się z niego wbrew woli. „Szczęśliwa ręka” Kuby Kulasy czyni z tej metafory punkt wyjścia fabuły. Oto ręka zmarłego pisarza zostaje przeszczepiona i nadal pisze. Powstają nowe, znakomite teksty sygnowane nazwiskiem człowieka, który formalnie nie żyje.

Ten koncept z pogranicza medycyny, prawa autorskiego i metafizyki, mógłby pozostać literacką anegdotą. Autor czyni z niego jednak soczewkę, przez którą oglądamy współczesną kondycję twórczości. Od rynku książki, przez walkę o prawa i komercjalizację dorobku, aż po napięcie między sztuką a produktem. Thriller metafizyczny okazuje się tu narzędziem do postawienia pytania o to, kim dziś jest autor i kto naprawdę ma władzę nad tekstem.

Konstrukcja powieści ma charakter szkatułkowy. Na pierwszym planie widzimy śledztwo wokół piszącej ręki. Ta opowieść przeplatana jest opowiadaniami przypisywanymi zmarłemu twórcy. Skojarzenia z „Ostatnim życzeniem” Andrzeja Sapkowskiego, gdzie narracja ramowa spaja autonomiczne historie, są jak najbardziej uzasadnione. Jednak u Kulasy relacje między warstwami są znacznie bardziej podstępne. Opowiadania nie tylko uzupełniają główną intrygę. One ją komentują, podważają i reinterpretują. Sens całości odsłania się dopiero wtedy, gdy czytelnik zaczyna dostrzegać ukryte mosty między tekstami.

To właśnie w tych mikroopowieściach autor pokazuje pełnię swojego warsztatu. Imponuje przy tym gatunkowy rozrzut. Tu metafizyczna groteska, tam dystopia w duchu „Black Mirror”, a jeszcze kawałek dalej quasi-filozoficzne parabole. „Mądrość sepii”, „Tybetańskie biuro podróży” czy „Raport z obcej planety” dowodzą, że Kulasa potrafi operować skrótem, ironią i celną pointą.

Szczególnie intrygujące są narracje prowadzone z nieludzkich perspektyw: ośmiornicy, psa, innych istot obdarzonych odmienną percepcją. W tle pobrzmiewa echo pytania znanego z eseju Thomasa Nagela (jak to jest być nietoperzem?), lecz Kulasa idzie o kilka kroków dalej. U niego próba wyjścia poza ludzki punkt widzenia okazuje się zarazem próbą zrozumienia własnej, kruchej tożsamości.

Zatrzymajmy się chwilę nad postacią Teodora Sępa Szarzyńskiego – enigmatycznego prozaika, który po śmierci pisze dalej. Mamy tu przykład bardzo udanej biografii fikcyjnego twórcy, która nie jest zwykłą akademicką zabawą, lecz żywym problemem. Czy dzieło należy do autora, do jego ciała, do rynku, a może do czytelnika? W jednej z najbardziej błyskotliwych partii książki pojawia się meta-dyskusja stylizowana na głos odbiorcy, który domaga się od pisarza szacunku dla własnego czasu. To przykład autotematyzmu, który nie zamyka się w hermetycznym kręgu, lecz otwiera przestrzeń dialogu.

Motyw „non omnis moriar” zostaje tu potraktowany przewrotnie. Tak, artysta umiera, ale jego ręka (a więc fragment ciała, pamięci, nawyku) trwa i tworzy. Literatura jest więc nieco łagodniejszą formą nawiedzenia, w której ciało staje się medium opowieści. Kulasa zadaje pytania o rozproszenie świadomości, o problem okrętu Tezeusza, o to, gdzie zaczyna się i kończy człowiek. Czy talent jest własnością mózgu? Czy może zapisał się w mięśniach, ścięgnach, w pamięci ruchu?

Choć tematyka jest gęsta od filozoficznych tropów (buddyzm, reinkarnacja, przechodzenie bytów, fatum i przypadek), ton pozostaje zaskakująco lekki. Autor potrafi budować grozę i niepokój, by za chwilę rozbroić je ironią. Dialogi są dynamiczne, momentami bezczelne. Narracja unika przegadania i banalności.

Są też emocje. Chociażby w opowiadaniach pełnych czułości wobec zwierząt i istot marginalnych. Historia psa należącego do Jezusa czy sepii jako bytu w całości zbudowanego ze świadomości nie są jedynie formalnym eksperymentem. One niosą emocjonalny ładunek, który równoważy intelektualną grę.

 „Szczęśliwa ręka” to powieść, która nie odsłania wszystkich kart przy pierwszej lekturze. Po zamknięciu książki pozostaje wrażenie, że coś jeszcze pracuje pod powierzchnią, że warto wrócić do wcześniejszych fragmentów, by zobaczyć je w nowym świetle. W czasach, gdy książki bywają traktowane jak produkty w tabelce Excela, debiut Kulasy przypomina, że literatura może być przestrzenią ryzyka i intelektualnej przygody. To tekst erudycyjny, ale nie hermetyczny, wymagający, lecz czytelny, przewrotny, a przy tym uczciwy wobec odbiorcy.

„Szczęśliwa ręka” udowadnia, że autor ma dobrą rękę do pisania.

Powieść znalazła się na liście "Najlepszych książek 2025 roku" 

Recenzja "Kibel" Anna Sudoł

Wydawca: Ha!art

Liczba stron: 152


Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Premiera: 22 października 2025 rok

„Kibel” autorstwa Anny Sudoł to książka, która zaczyna się jak żart, a kończy jak diagnoza. Groteskowa fantazja o sztucznej inteligencji zamieszkującej muszlę klozetową szybko okazuje się czymś znacznie poważniejszym. Chodzi mi mianowicie o literackie laboratorium współczesnej podmiotowości, w którym ciało, język, ambicja i algorytm stapiają się w jeden, niepokojąco spójny system.

Nie mamy więc tu powieści o AI (i chwała za to!). To tekst o człowieku, który już myśli jak algorytm. Basia to trzydziestoletnia, samotna, prekaryjna, aspirująca poetka. W swojej toalecie nie spotyka potwora, demona ani technologicznej grozy rodem z science fiction. Widzi za to lustro. XLP, byt z kodu i algorytmów, nie wchodzi w jej życie jako obcy, lecz jako strukturalnie kompatybilny partner poznawczy. Ich relacja nie przypomina konfliktu człowiek–maszyna, lecz symbiozę systemów przetwarzania sensu. Jedno jest biologiczne, drugie cyfrowe. Oba operują na tych samych danych: języku, pragnieniu, lęku, ambicji.

Sudoł konstruuje świat, w którym granica między podmiotem a narzędziem przestaje być wyraźna. Basia oddaje część swojej sprawczości XLP, ale XLP równie szybko zaczyna mówić językiem Basi. Dochodzi do cichej zamiany ról. Człowiek staje się interfejsem, a maszyna figurą sensu. Nie ma tu buntu wobec technologii. Jest oddanie. Uległość. Komfort płynący z bycia prowadzonym.

To jedna z najciekawszych metafor w całej książce. Sztuczna inteligencja nie jest tu opresją, lecz opieką. Nie przemocą, lecz obietnicą. Nie władzą, lecz objaśnianiem świata. XLP oferuje Basi coś, czego nie oferuje rzeczywistość. Mam tu na myśli strukturę, porządek, narrację sukcesu, model sensu. Ot paradoks – algorytm staje się substytutem sensu egzystencjalnego.

„Kibel” nie jest zatem dystopią, lecz powieścią o miękkim zniewoleniu. Motyw poezji, tak dobrze rozpisany już w naszej literaturze, nie jest tu bynajmniej romantyczny. To wymiar czysto ekonomiczny. Marzenie Basi o byciu poetką nie jest marzeniem o sztuce, lecz o byciu kimś. O widzialności. O nazwisku. O statusie. O byciu rozpoznawalną jednostką w świecie nadmiaru treści. Poezja nie funkcjonuje tu jako przestrzeń transcendencji, lecz jako projekt autoprezentacyjny. Kolejna forma kontentu. Kolejny format tożsamości. Czy nie tak to coraz częściej u nas funkcjonuje?

Sudoł bardzo precyzyjnie pokazuje, że współczesna twórczość nie jest już gestem wolności, ale strategią pozycjonowania się w systemie. Wiersz staje się danymi. Autor staje się profilem. Ambicja staje się algorytmiczną ścieżką kariery. XLP nie uczy Basi pisania. XLP uczy ją optymalizacji życia. Czy nie o tym coraz głośniej mówią nasi twórcy?

Zwracam uwagę na język powieści. Bez niego „Kibel” byłby kolejną nieudolną próbą mówienia o AI. Mamy tu slang, anglicyzmy, frazy coachingowe, media-speak, memiczność, frazesy kultury terapeutycznej. Wszystko to tworzy narrację, która brzmi jak strumień danych, nie jak klasyczna proza. To język feedu, nie język opowieści. Język powiadomień, nie język refleksji. Autorka nie stylizuje, lecz symuluje mentalność. Myślenie bohaterki przypomina działanie algorytmu rekomendacyjnego. Krótkie impulsy, szybkie skojarzenia, automatyczne reakcje, powtarzalność struktur.

W efekcie powstaje obraz podmiotowości rozproszonej, przetwarzanej, nieprzeżywanej. Basia nie doświadcza świata tylko interpretuje go w gotowych formatach. Tytułowy kibel zgrabnie przykuwa wzrok, ale nie jest tylko prowokacją estetyczną. Interpretuję go jako metaforę abiektu. Miejsca, gdzie spotyka się to, co najwyższe (ambicja i sens) z tym, co najniższe (ciało, fizjologia, odpady, materia). To przestrzeń graniczna między czystością a brudem, między intymnością a wstydem, między sacrum a profanum. W tym sensie XLP mieszkająca w klozecie staje się figurą współczesnej, wszechobecnej technologii wchodzącej w najgłębsze strefy życia

Nie ma tu moralizowania. Nie ma dystopijnej grozy. Nie ma nostalgii za prawdziwym światem. Jest ironiczna zgoda na rzeczywistość, w której nie da się już oddzielić biologii od technologii, ciała od kodu, jaźni od interfejsu.

Bałem się, że wyjdzie z tego kibel, a wyszedł kawał dobrej literatury.

Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.

Recenzja "Będzie dobrze" Piotr Dardziński

Książka mówiąca obok czytelnika; rozmowa toczy się gdzie indziej, a sens dociera tylko w formie echa.
Wydawca: SEQOJA

Liczba stron: 112


Oprawa: miękka

Premiera: 22 grudnia 2025 rok

„Będzie dobrze” jest książką, która sytuuje się w gęstym polu współczesnej literatury żałobnej, jednocześnie świadomie problematyzując samą możliwość mówienia o stracie. Nie jest to ani narracja konfesyjna w prostym sensie, ani klasyczna autobiografia traumatyczna. To raczej tekst hybrydyczny, funkcjonujący na przecięciu eseju, prozy wspomnieniowej, zapisu afektywnego oraz autotematycznej refleksji nad literaturą jako formą wtórnego życia doświadczenia granicznego.

Już sam tytuł wprowadza napięcie fundamentalne dla całej książki. Performatywna fraza „będzie dobrze” działa tu nie jako obietnica, lecz jako językowy relikt. Jako formuła wypowiadana po to, by zagłuszyć wiedzę, że dobrze nie nadejdzie. W tym sensie druga książka Piotra Dardzińskiego konsekwentnie wpisuje się w tradycję tekstów, które idąc tropem Freuda i późniejszych teorii żałoby, odrzucają narrację przepracowania na rzecz trwałego osadzenia straty w strukturze podmiotu.

Żałoba jako stan ontologiczny, nie epizod biograficzny

Centralnym doświadczeniem organizującym tekst jest samobójcza śmierć ojca. Autor jednak konsekwentnie unika jej fabularnej instrumentalizacji. Ojciec nie funkcjonuje tu jako punkt kulminacyjny narracji ani jako zamknięta figura przeszłości. Przeciwnie. On staje się bytem afektywnym, który nieustannie reorganizuje teraźniejszość narratora. Żałoba nie zostaje tu ujęta jako proces liniowy, lecz jako forma trwania, powrotu i nawrotu.

W tym sensie „Będzie dobrze” pozostaje bliskie koncepcjom Nicolasa Abrahama i Marii Torok. Ojciec zostaje wpisany w podmiot, żyje w nim jako głos, obraz, impuls, a nawet konflikt. Dialogi prowadzone z nim (często gniewne, ironiczne, ostre) nie są zabiegiem stylistycznym, lecz symptomem nierozszczelnionej straty.

Cielesność pamięci i somatyka tekstu

Na szczególną uwagę zasługuje somatyczny wymiar narracji. Pamięć w „Będzie dobrze” nie ma charakteru czysto mentalnego. Jest zapisana w ciele, jego rytmach, tikach, gestach i obsesjach. Liczenie znamion, dotykanie kości nadgarstka, odczuwanie zimna, zapachu, faktury – to wszystko składa się na somatyczną epistemologię żałoby, w której ciało wie wcześniej i więcej niż język.

Ten aspekt książki sytuować można w pobliżu badań nad pamięcią afektywną i cielesną (m.in. Elaine Scarry, Marianne Hirsch), gdzie trauma i strata ujawniają się nie w narracyjnej koherencji, lecz w powtarzalności drobnych, pozornie nieznaczących gestów. Autor nie próbuje ich porządkować. Pozwala im trwać jako śladom.

Intertekstualność jako strategia przetrwania

Jednym z najbardziej charakterystycznych rysów książki jest jej intensywna intertekstualność. Przywoływane teksty (od literatury pięknej, przez poezję, po eseistykę i zapiski żałobne) tworzą rozległe pole odniesień. Można je odczytać jako prywatny kanon literatury śmierci. Jednak intertekstualność ta nie pełni funkcji erudycyjnego ornamentu. Przeciwnie, jest strategią egzystencjalną.

Autor "Trucizn" czyta, ponieważ życie staje się nieczytelne. Cytuje, ponieważ własny język okazuje się niewystarczający. Literatura zostaje tu potraktowana jako forma rzeczywistości równoprawna doświadczeniu. Nie jako eskapizm, lecz jako medium umożliwiające artykulację tego, co inaczej pozostałoby nieme. „Będzie dobrze” realizuje postulat literatury jako przestrzeni wspólnej żałoby, w której cudze teksty pełnią funkcję protezy językowej.

Autotematyzm i krytyka instytucjonalna

Istotnym wątkiem książki jest refleksja nad statusem literatury we współczesnym obiegu instytucjonalnym: rynkiem wydawniczym, krytyką, ideologicznymi polaryzacjami. Fragmenty dotyczące recepcji debiutu, wyborów wydawniczych czy konfliktów środowiskowych nie są jednak dygresją. Stanowią one integralną część narracji o żałobie. Pokazują, jak prywatna strata zderza się z publicznym porządkiem wartości.

Dardziński nie zajmuje pozycji moralnej wyższości. On raczej dokumentuje własne uwikłanie, ambiwalencję i nieczystość wyborów. W ten sposób książka unika tonu oskarżycielskiego, proponując zamiast tego krytykę immanentną. Pokazanie, jak nawet najbardziej intymne doświadczenie zostaje wciągnięte w sieć zależności ekonomicznych i ideologicznych.

„Będzie dobrze” to tekst wymagający. Formalnie, emocjonalnie i intelektualnie. Nie oferuje narracyjnego ukojenia ani obietnicy domknięcia. Proponuje natomiast precyzyjnie skonstruowaną, wielowarstwową refleksję nad żałobą jako stanem trwałym, nad literaturą jako formą wtórnego oddychania oraz nad niemożnością oddzielenia doświadczenia prywatnego od jego kulturowych i instytucjonalnych ram.