Wydawca: Forma
Liczba stron: 120
Oprawa: broszurowa
Gustaw Rajmus, jeden z intrygujących głosów współczesnej polskiej literatury niesamowitej, powraca z nowym zbiorem opowiadań. Książka zatytułowana „Angst” to – jak słusznie zauważają bliscy temu nurtowi twórcy i krytycy, Dariusz Muszer oraz Wojciech Gunia – precyzyjnie skonstruowany poligon lęku egzystencjalnego. Rajmus bawi się tu konwencją post-gotyku i udowadnia, że największym horrorem, z jakim przychodzi nam się mierzyć, jest samo istnienie.
Tytułowy „angst” – udręka, niepokój, psychiczne napięcie towarzyszące wkraczaniu w dorosłość i zderzeniu z codziennością – staje się u szczecińskiego pisarza idealnym partnerem dla zła. Rajmus przyjmuje tu rolę specyficznego, bezwzględnego terapeuty współczesności. Zamiast pocieszać, każe nam zajrzeć prosto w ciemność pod łóżkiem. Doskonale wie, że to, co tam ujrzymy, zrujnuje nasz dotychczasowy spokój.
Konstrukcja tomu opiera się na bardzo krótkich, skondensowanych i niezwykle intensywnych formach. Autor bierze na warsztat drobiazgi codziennego życia, wokół których narasta duszna, lepka niezwykłość. Bije przy tym celnie i krótko, zostawiając czytelnika z poczuciem emocjonalnego poturbowania.
Najlepszym tego dowodem są teksty takie jak „Więzy”, gdzie temat usunięcia problemu i rodzącego się po nim szaleństwa zostaje zamknięty w potwornej, surrealistycznej figurze papugi, bezlitośnie powtarzającej adres dokonania zbrodni. Z kolei w „Sadzie” autor w niesamowicie plastyczny, hipnotyczny sposób odtwarza ból dojrzewania, samotności i inicjacji w cierpienie.
Autor imponuje także różnorodnością motywów. „Wróciło” zamienia doświadczenie straty w makabryczną historię o fizycznym powrocie utraconego dziecka. „Zatańczyć z tobą chcę” zestawia domową codzienność z irracjonalnym okrucieństwem. „Biel” i „Wagon” pokazują, że miejsca dziecięcych lęków nie tracą swojej mocy mimo upływu lat, natomiast „Syzygia” zamienia zwykłe oczekiwanie na rodziców w klaustrofobiczny koszmar.
Rajmus chętnie sięga również po motywy współczesnej kultury. W „Konfirmacji” zestawia medialną przemoc z religijną symboliką, „Anima” wykorzystuje środowisko graczy konwentowych do opowieści o psychicznych granicach człowieka, a „Cierpliwa jest” przekształca medyczną diagnozę w groteskowy seans grozy. Z kolei „Delphicum oraculum postmodernista est” pokazuje autora jako erudytę świadomie igrającego z oczekiwaniami odbiorcy i pozostawiającego szerokie pole do interpretacji.
Największą zaletą „Angst” pozostaje konsekwencja. Rajmus nie tłumaczy swoich światów ani nie zamyka ich jednoznacznymi puentami. Buduje atmosferę niepewności, przypominając, że źródłem największego lęku często nie jest zło samo w sobie, lecz świadomość jego nieuchronnej obecności.
Mimo niewątpliwego zachwytu nad intensywnością tomu, jako wierny czytelnik prozy Rajmusa muszę postawić temu zbiorowi jeden, zasadniczy zarzut. Autor najbardziej imponuje mi w dłuższych, bardziej pojemnych strukturach. Pamiętając jego poprzedni, znakomity zbiór „Królestwa”, trudno nie odczuć pewnego niedosytu wywołanego tak ekstremalną kondensacją formy.
Tam, gdzie „Królestwa” rozwijały pięć rozbudowanych światów – od filozoficznego „Hagala”, przez gotyckiego „Mistrza”, po realizm magiczny „Ostoi” – „Angst” przypomina serię krótkich, celnych uderzeń. Efekt bywa bardzo intensywny, ale niektóre miniatury, jak „Odpowiedź” czy „Materia”, kończą się w chwili, gdy czytelnik dopiero zaczyna zanurzać się w wykreowanej rzeczywistości..
Styl Rajmusa wciąż jest ten sam: gęsty, mięsisty, chwilami celowo przegadany i barokowy. Pełen obrazów, które wywołują pod skórą fizyczne zimno. Jednak w tak krótkich formach, ten językowy przesyt bywa momentami odczuwalny. O ile w długich opowiadaniach z „Królestw” te językowe naddatki pracowały na monumentalny, mroczny klimat, o tyle tutaj parę fraz można by spokojnie odchudzić, z korzyścią dla dynamiki samych opowieści.
„Angst” to bez wątpienia książka udana, spójna i całkowicie wolna od schematyczności. Gustaw Rajmus udowadnia, że potrafi ewoluować, a jego wyobraźnia z tomu na tom staje się coraz bardziej drapieżna. Choć osobiście wciąż uważam mistyczne freski z „Królestw” za szczytowe osiągnięcie pisarza, to nowy zbiór jawi się jako fascynujący, brutalny eksperyment na żywej tkance ludzkich fobii. To wymagająca, bolesna, ale na swój sposób niezwykle czuła literatura o tęsknocie za ładem w świecie, który bezpowrotnie pękł.
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.

