Wydawca: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Premiera: 16 października 2026 rok
Powiedzmy to sobie szczerze, gdyby Bóg rzeczywiście istniał w formie staruszka z siwą brodą, to patrząc na to, co dzieje się na naszej planecie, już dawno rzuciłby papierami, wziął roczny urlop na poratowanie zdrowia i wyjechał w Bieszczady, a przynajmniej nad któreś z tysiąca fińskich jezior. I odnoszę wrażenie, że gdzieś w tej historii znalazł się także Arto Paasilinna, który postanowił kontynuować ją w swojej powieści „Fin z wami!”.
Stwórca ma więc potężne wypalenie zawodowe. Diabeł ciągle psuje szyki, ludzie denerwują go bezmyślnością, a paczka z modlitwami puchnie w niebiańskim sekretariacie szybciej niż skrzynka mailowa po urlopie. Co robi zrezygnowany Wszechmogący? Postanawia urządzić sobie przerwę, a na swojego zastępcę wybiera nie papieża ani żaden autorytet moralny, ale Pirjerego Ryynänena. Rozwiedzionego, mocno stąpającego po ziemi operatora dźwigu z Finlandii, który dotąd gadał ze Stwórcą po cichu, prosto ze swojej wysokościowej kabiny, w ubrudzonym smarem kombinezonie.
Główny koncept przypomina wprawdzie hollywoodzki film z Jimem Carreyem, ale Paasilinna napisał swoją powieść kilkanaście lat wcześniej i zrobił to naprawdę zabawnie. Zamiast taniej slapstickowej komedii dostajemy absurdalny, podszyty czarnym humorem komediodramat o nowym szefie w korporacji zwanej Niebem. Pirjeri wchodzi do Raju jak doświadczony brygadzista na zapuszczoną budowę. Zgniata niebiańską biurokrację, przewietrza gabinety, przywraca do łask zapomnianego przywódcę Izraelitów, a utytułowanym zarządcom ze świętym Piotrem i archaniołem Gabrielem na czele funduje niezły ból głowy. Nowe miotły zamiatają przecież najlepiej, nawet jeśli noszą robocze ogrodniczki.
Autor "Lasu powieszonych lisów" bawi się tą konwencją na całego, ale pod grubą warstwą sarkazmu przemyca czułą, choć surową diagnozę ludzkości. Pirjeri otrzymuje boską władzę nad pogodą czy ludzkimi losami, lecz szybko zderza się z brutalną prawdą. Świat jest tak skomplikowany i pełen zła, że naprawienie go graniczy z cudem. Na dodatek nasz bohater to rodowity Fin z krwi i kości, więc wierzy ze stoickim spokojem, że jego ojczyzna jest najpiękniejszym miejscem na ziemi i najlepiej byłoby po prostu przenieść całe Niebo do Finlandii.
Tekst można odczytywać też przez pryzmat skostniałej, wielkiej korporacji, w której Niebo staje się nieefektywnie zarządzanym przedsiębiorstwem. Stwórca urasta tu do rangi zmęczonego prezesa, który ma dość biurokracji, zawalonych terminów i rosnącej górki nierozpatrzonych wniosków. Kiedy za stery łapie się prosty operator dźwigu, zderzenie boskiego wymiaru z bezdusznym mechanizmem korporacyjnym daje piorunujący, satyryczny efekt. Wszelkie świętości nagle zaczynają przypominać działy kadr i procedury wewnętrzne, z którymi nikt w firmie nie potrafi dojść do ładu.
Warto powstrzymać się od zdradzania konkretnych scen, bo odkrywanie tego absurdu strona po stronie daje mnóstwo frajdy. Paasilinna ma niesamowite wyczucie słowa. Potrafi sprawić, że w jednej chwili cicho chichoczemy pod nosem z ironicznych żartów, by za moment zamyślić się nad tym, co religia i absolutna władza robią z człowiekiem.
Ogromna w tym zasługa genialnego przekładu Sebastiana Musielaka. Fiński humor, chłodny i pełen dystansu, w polskiej wersji językowej brzmi potoczyście, płynnie i z ogromną klasą. „Fin z wami!” to książka idealna na momenty, gdy świat wokół nas zaczyna przypominać jedno wielkie targowisko głupoty. Czy ubawi bardziej wierzących, czy ateistów? Prawdopodobnie jednych i drugich, o ile mają w sobie choć odrobinę dystansu. Paasilinna przypomina o prostej rzeczy. Gdybyśmy na chwilę weszli w buty Boga, prawdopodobnie po trzech dniach błagalibyśmy o powrót do własnego, zwyczajnego życia. To doskonała, gorzko-słodka pigułka na poprawę humoru.
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.


