Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura serbska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura serbska. Pokaż wszystkie posty

Recenzja "Jedzenie" Ivan Med̕eši

Groteska, biologia i anarchiczny bunt na serbskiej prowincji. Oceniamy „Jedzenie” Ivana Medešiego – głośny tom rusińskiego prozaika wydany przez Ha!art.
Wydawca: Ha!art

Liczba stron: 256


Oprawa: miękka ze skrzydełkami
 
Tłumaczenie: Magdalena Bystrzak, Olga Stawińska
 
Premiera: 20 maja 2026 rok

Gdyby polski czytelnik chciał szukać dla tej prozy najprostszych szufladek, najpewniej wpadłby w pułapkę. Mogłoby się wydawać, że „Jedzenie” Ivana Medešiego – wydane przez Ha!art w świetnym, krwistym przekładzie Magdaleny Bystrzak i Olgi Stawińskiej – to po prostu wykwintna egzotyka z peryferii. Oto dostajemy tom sześciu opowiadań napisanych przez pisarza z rusińskiej mniejszości w serbskiej Wojwodinie, mieszkającego w Ruskim Krsturze, który za słowacki przekład tej książki zgarnął w 2019 roku najważniejszą tamtejszą nagrodę literacką, Anasoft Litera.

Tyle że traktowanie Medešiego wyłącznie jako ciekawostki z mniejszościowego pogranicza byłoby kardynalnym błędem. Rusiński prozaik robi bowiem z małą, wojwodińską prowincją dokładnie to samo, co Milan Kundera, Bohumil Hrabal czy Ladislav Fuks robili z Europą Środkową, a Andrzej Stasiuk czy Serhij Żadan z prowincjami naszego regionu. Prowincja nie jest tu etnograficznym rezerwatem do pokazywania turystom, ale uniwersalną metaforą egzystencjalnej klatki.

Bohaterowie Medešiego – ludzie tacy jak Capundrek z opowiadania „Złe wiatry”, Mirko ze „Zwycięstwa” czy Žermén z tytułowego „Jedzenia” – nie uczestniczą w żaden sposób w wielkich procesach dziejowych. Nie robią karier, nie budują przyszłości i dawno przestali wierzyć w bajki o społecznym awansie. Żyją w klaustrofobicznym świecie, gdzie bieda i stagnacja wyznaczają granice dosłownie każdego ruchu. Jak trzeźwo i bez zbędnego użalania zauważa Capundrek – bieda drastycznie ogranicza zakres horyzontalnych i wertykalnych ruchów w społecznym labiryncie. Co więc pozostaje człowiekowi, który został zepchnięty na całkowite peryferia rzeczywistości?

Sprzeciw. Ale nie jest to żaden romantyczny, porywający bunt na barykadach. To anarchiczny, groteskowy i czysto kontrkulturowy odruch obronny, wyrastający prosto z nudy, fizjologii i punkowego ducha (zresztą sam Medeši debiutował przed laty na łamach punkowego zina „Keresturski pendrek”). Bunt bohaterów Medešiego jest mały, przygodny i całkowicie nieskuteczny w skali świata, ale pozwala im zachować resztki własnej podmiotowości. Kiedy Capundrek kupuje sobie satelitarny odbiornik, by łapać kanały z sąsiednich krajów i ostentacyjnie ignorować serbską telewizję państwową, płaci dług państwu kpiną i podstępem. To cicha, złośliwa dywersja człowieka z głową w radioaktywnym pudle telewizora.

Wspaniałe jest to, jak Medeši odwraca w tych opowiadaniach klasyczną hierarchię wartości. Pisarz bezpardonowo zrzuca z cokołu wielkie metafizyczne tęsknoty i oddaje głos biologii. W świecie „Jedzenia” rządy sprawuje ciało – głód, zmęczenie, seksualne parcie, trawienie, choroba, uzależnienie i wszechobecny fizjologiczny ciężar. Zgodnie z intuicją Michela Foucaulta, który przekonywał, że najwięcej o społeczeństwie dowiemy się, badając jego marginesy, szaleństwo i cielesność, Medeši pokazuje, że u ludzi pozbawionych perspektyw to biologia odzywa się pierwsza. Tytułowe „jedzenie” przestaje być tylko czynnością – staje się symbolicznym fundamentem przetrwania w zdemontowanym świecie.

Nie ma tu jednak taniego, przygnębiającego naturalizmu reportażowego. Rzeczywistość u Medešiego jest stale deformowana przez niesamowity, czarny humor, groteskę i absurd. Autor buduje opowieść o moralnym i aksjologicznym bankructwie z podobną dozą irracjonalizmu, jaką znajdziemy w mrocznym świecie „Szatańskiego tanga” László Krasznahorkaia. Tyle że u Rusińca ten smutek rozbrajany jest bałkańskim temperamentem i śmiechem, który bardzo szybko przechodzi w przerażający egzystencjalny niepokój.

Olbrzymia siła tej prozy tkwi w języku. Medeši bezczelnie meandruje między dosłownością, potocznością a nagłymi, poetyckimi błyskami. Wulgaryzmy i rynsztokowe frazy nie służą tu epatowaniu tanią wulgarnością, ale tworzą gęsty, potężny idiolekt. Jest to proza językowo niejednorodna, wręcz hybrydowa – co nie dziwi u autora, który pisze w języku rusińskim, funkcjonuje na stykach obiegów serbskiego i słowackiego, a zawodowo łączył wykształcenie psychologiczne z pracą w branży IT.

„Jedzenie” to podróż na same obrzeża współczesnego świata, z której wraca się z poczuciem, że te peryferia są nam znacznie bliższe, niż chcielibyśmy przyznać. Medeši nakreślił portret człowieka ponowoczesnego, dla którego symboliczne centrum świata przesunęło się tak daleko, że po prostu przestało istnieć. Zostało tylko ciało, antena na dachu, odrobina groteskowego humoru i cichy, desperacki opór przeciwko nudzie. To niezwykle mięsista, bezkompromisowa i porywająca literatura.

Recenzja "Letnie przesilenie" Svetislav Basara

Wydawca: Książkowe Klimaty

Liczba stron: 240

Tłumaczenie: Danuta Cirlić-Straszyńska

Oprawa: twarda

Premiera: 29 lipca 2019 r.

Svetislav Basara do tej pory nie był tłumaczony na język polski. Sytuacja jest niezrozumiała z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze dorobek serbskiego pisarza jest bardzo imponujący – wydał już blisko 50 książek różnego typu: zbiorów opowiadań, powieści, listów i esejów, a co najmniej kilkanaście z nich było tłumaczone na inne języki, w tym pięć na język angielski. Szczególną uwagą cieszyły się „Fama o biciklistima” z 1987 roku oraz dwie trylogie: „Ukleta Zemla” (1995), „Looney Tunes” (1997), „Sveta Mast” (1998), w której wykreował swój własny, zaklęty kraj – Etrascje, a także „Mein Kampf” (2011), Dugovečnos (2012), Gnusoba (2013), gdzie uwagę czytelników zwrócił szczególnie pierwszy tytuł, zaczerpnięty wprost od Hitlera. O ile jednak książka niedoszłego niemieckiego malarza była kiczowata, niejasna i faszystowska, o tyle dzieło Basary to według belgradzkiego recenzenta ‘walka o sens istnienia’. Drugim powodem niejasności małej popularności pisarza w Polsce jest jego status w kraju ojczystym. Czytelnicy cenią sobie pisarzy idących pod prąd, nie stroniących od tematów kontrowersyjnych i mówiących wprost co im na duszy leży. W tej kategorii Basara w Serbii nie ma sobie równych. Dość powiedzieć, że w jego najnowszej książce „Atlas pseudomitologije” przedstawia postać Vuka Karadzićia (wielkiego serbskiego myśliciela i pisarza żyjącego w XIX wieku) jako człowieka wyposażonego w biust kobiecy (wizerunek na okładce książki). Na kartach innych jego dzieł pojawiają się też inne ikony serbskiej kultury i polityki, m. in. Vojslav Koštunica, Josip Broz Tito, Dobrica Ćosić , Ivo Andrić czy David Albahari, a o każdym Basara ma do powiedzenia bardzo dużo (raz pozytywnie, innym razem negatywnie, każdorazowo z erudycją i kontrowersją). Wydał też dwa tomy listów z cenionym u nas Milijenko Jergovićiem,

„Letnie przesilenie” to zbiór 25 opowiadań, zaczerpniętych z różnych książek autora: „Opowiadania w zaniku” (1982), „Fenomeny” (1989), „Pisma polityczne” (1993), „Ból fantomowy” (2005), „Zabłąkany w samie” (2008). Odmienna jest poruszana tematyka, ale też, jak to zazwyczaj uwidacznia się w zbiorach przekrojowych, czytelnicy mogą obserwować stopniowy rozwój rzemiosła i myśli literata. Początek książki to przede wszystkim narracje ogniskujące się wokół tematu tworzenia. Pisanie opowiadań i wiążąca się z tym niemoc, od zawsze stanowiły jeden z ważniejszych tematów Basary. Przy okazji opisuje też różnego rodzaju dyskusyjne czynności towarzyszące jego życiu w okowach słów: myśli samobójcze, narkotyki, alkohol, pożądanie. Pojawiają się kpiny, uwypuklające bezsensowne trwanie bez celu, jak chociażby w opowiadaniu „Werbalny transcendentalny autoportret na piątą mistyczną ścianę w pokoju Mariny Svabić” (cudowny tytuł). 

Im dalej brniemy w głąb książki, tym więcej opowieści dotyka polityki. W „OK KP”  pisarz snuje surrealistyczny opis monumentalnej siedziby Komitetu Okręgowego Partii Komunistycznej, z projektem więzienia dla sześciu milionów ludzi. W „Zwierzeniu. (Prawda o Nagiej Wyspie)” dotyka w dość nietypowy sposób kwestii życia w titowskim Gułagu. Jedno z ważniejszych opowiadań zbioru („Zabłąkany w samie”) to z kolei iście filozoficzne rozważania na temat sensu istnienia, samotności i obłudy współczesnego świata. Warto wyróżnić jeszcze dwa opowiadania: „Guzijan, król Żarkova i Żeleznika” oraz „Ostatnie dni i śmierć Ivo Andricia”. To w nich pojawiają się postaci sławnych serbskich artystów: Ivo Andricia, Miroslava Krleža, Miloša Crnjanskiego, Gustava Krkleca, Oskara Davičo, Milorada Pavića, Miodraga Bulatovića, Danilo Kiša czy Davida Albahariego. Basara pisze między innymi o społecznej zachłanności, jaka u progu śmierci Andricia, przetoczyła się przez kraj. O tym ile osób chciało finansowo skorzystać z przyznanego mu Nobla. Na końcu zbioru zawarto humorystyczny tryptyk o upadku człowieczeństwa w lokalnym, samolotowo-benzynowym wydaniu.

Nie będę ukrywał, że „Letnie przesilenie” cenię sobie wyrywkowo. Tak jak „Zabłąkanego w samie”, „Naukę” i „Ostatnie dni i śmierć Ivo Andricia” lubię za ich rzeczowość i autentyczność, tak już „Fatalna domówka”, „Ogólniki” czy „Mojra” zupełnie nie zapadły mi w pamięć. W ocenie zbioru nie pomaga też moja awersja to tematyki politycznej, szczególnie tej, na której z powodu odmiennych kontekstów kulturowych znam się mało. Mam też wrażenie, że Basara uparł się na krytykę. A to zgani rzecznika publicznego, a to dopiecze społeczeństwu Zachodniemu, zaraz ciśnie piorunami na błędną interpretację faktów historycznych lub zbeszta mieszkańców miasta, za to że się wywyższają, a mieszkańców wsi, za to że niewiele z rzeczywistości rozumieją. To taka proza, która przy wykorzystaniu krzywego zwierciadła przedstawia bolączki codzienności. Robi to jednak momentami zbyt nachalnie, zamiast wpleść to w jakąś interesującą narracje, krzyczy metaforami. Odnoszę wrażenie, że świat Basary jest do szpiku przesiąknięty negatywną interpretacją otoczenia. Ostatecznie z inteligentnego i przemyślanego materiału, powstaje zbiór bardzo emocjonalnych tekstów, o których w większości dość szybko zapomnę.