Wydawca: Mandioca
Liczba stron: 272
Oprawa: twarda
Premiera: 24 listopada 2025 rok
„Tu” autorstwa Willa McPhaila to powieść graficzna pozornie skromna, intymna, niemal nieśmiała. Zarazem jest to jedno z najcelniejszych studiów współczesnej alienacji, jakie powstały w języku obrazu. To komiks, który nie krzyczy diagnozami, nie epatuje teorią i nie moralizuje. On po prostu nasłuchuje.
Bałem się trochę, że McPhail opowie kolejną historię o samotności pokolenia millenialsów w sensie socjologicznym. Taką pełną problemów pierwszego świata i slangów żywcem wyciętym z korporacyjnego słownika. Nic bardziej mylnego. W „Tu” mamy historię egzystencjalnego rozdźwięku. Autor stawia na rozszczepienie między życiem wewnętrznym a performansem społecznym.
Bohaterem opowieści jest Nick. Ot młody ilustrator, który nie może znaleźć sobie miejsca. Nie jest jednak outsiderem, wyrzutkiem ani wykluczonym. On funkcjonuje w świecie. Chodzi do kawiarni, bywa w barach, pracuje, spotyka ludzi, flirtuje, rozmawia. A jednak coś wyraźnie się nie zgadza. Wszystko to odbywa się w trybie symulacji. Jakby życie było interfejsem, a nie doświadczeniem.
W moim odczuciu McPhail trafia w samo sedno współczesnej kondycji. Życie rozumiane jako autoprezentacja. Bohater nie tyle istnieje, co systematycznie odgrywa siebie. Jego relacje są poprawne, grzeczne, kulturowo zgodne z kodem. A jednocześnie potwornie puste. Dialogi wygłaszane do napotkanych kobiet (matki, siostry, kochanki) przypominają protokoły towarzyskie, nie spotkania osób. Small talk nie jest tu rozmową, lecz rytuałem. Odwiedzone kawiarnie, bary, przestrzenie miejskie stają się scenografiami, nie realnymi miejscami.
Symbolika wizualna komiksu genialnie wzmacnia to poczucie prezentacji. Dominują czernie, szarości, minimalistyczna kreska, uproszczone twarze, spojrzenia bez wyrazu. Świat Nicka jest estetycznie uporządkowany, ale emocjonalnie wyjałowiony. Dopiero momenty autentycznego kontaktu eksplodują kolorem. Barwa nie jest tu dekoracją, lecz kategorią ontologiczną. Kolor = obecność, szarość = alienacja.
Narracyjnie „Tu” nie jest historią miłosną w klasycznym sensie. Relacja Nicka z Wren nie pełni funkcji romantycznej fantazji zbawczej, lecz funkcję inicjacyjną. Wren nie ratuje bohatera, a jest katalizatorem jego przemiany poznawczej. To dzięki niej Nick uczy się języka emocji, który nie jest ironią, dystansem ani autoświadomością, lecz prostotą. Uczy się mówić wprost. A to w świecie McPhaila jest aktem rewolucyjnym.
Szczególnie poruszająca jest równoległa linia narracyjna związana z chorobą matki Nicka. To ona nadaje całej opowieści głębię egzystencjalną. Pokazuje, że alienacja nie jest tylko problemem społecznym czy pokoleniowym, lecz egzystencjalnym lękiem przed bliskością, stratą i śmiercią. Protagonista nie potrafi rozmawiać nie dlatego, że jest introwertykiem, lecz dlatego, że rozmowa wymaga podjęcia ryzyka, a więc także odsłonięcia, utraty kontroli, emocjonalnej ekspozycji.
Styl McPhaila łączy subtelną ironię rodem z „New Yorkera” z głębokim humanizmem. Humor nie służy tu rozładowaniu napięcia, lecz jego oswajaniu. Śmieszność świata nie neguje jego tragizmu, ona go czyni znośnym. To komiks, który potrafi być jednocześnie dowcipny i czuły, lekki i bolesny, ironiczny i empatyczny. Świetnie napisana historia, która udowadnia, że w minimalizmie tkwi olbrzymia siła.
