Wydawca: Karakter
Liczba stron: 272
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Raja Shehadeh – palestyński prawnik, aktywista i prawdopodobnie najwybitniejszy współczesny prozaik tego regionu – od dekad odgrywa rolę głosu rozsądku w świecie zdominowanym przez krzyk. Jego pisarstwo przeszło ewolucję od chłodnych analiz prawnych po intymne kroniki oblężonego Ramallah. Jednak po jego niedawnej, przepełnionej czystą rozpaczą książce o Gazie, można było odnieść wrażenie, że ten tytan dialogu ostatecznie skapitulował przed beznadzieją. „Zapomniane”, napisane wspólnie z żoną, badaczką Penny Johnson, jest więc nieoczekiwanym powrotem. Pozostaje czujne na ciężar historii, ale odmawia poddania się jej miażdżącej sile
Projekt „Zapomnianego” jest w swej istocie melancholijną, a zarazem rygorystyczną archeologią. Autorzy wyruszają w drogę przez Zachodni Brzeg i Galileę, ale nie jest to sentymentalna wycieczka. To poszukiwanie dowodów na istnienie kultury, która jest systematycznie wypierana z mapy i świadomości.
Czytając ich zapiski, nie sposób uciec od skojarzeń z W.G. Sebaldem. Podobnie jak w „Pierścieniach Saturna” (gdzie autor wędruje wzdłuż wybrzeża Suffolk, odsłaniając pogrzebaną przemoc imperium), Shehadeh i Johnson traktują krajobraz jako tekst. Różnica między oboma krajobrazami jest jednak zasadnicza. W Palestynie przemoc jest procesem trwającym, administracyjnym i materialnym.
Autorzy wprowadzają fascynującą perspektywę narracyjną. Piszą w pierwszej osobie liczby mnogiej, co nadaje książce charakter intymnego przymierza. Momentami dystansują się, mówiąc o sobie „Raja” i „Penny”. Ten zabieg sugeruje, że oni sami stali się już częścią tej historycznej tragedii, tak samo jak opisywane przez nich ruiny.
U podstaw pracy Shehadeha leży zrozumienie biopolityki, pojęcia rozwijanego przez Michela Foucaulta czy Giorgio Agambena. „Zapomniane” dokumentuje, jak geografia i historia są manipulowane, by kontrolować życie. Poruszanie się po Palestynie to nawigowanie w sieci ograniczeń: pozwoleń, punktów kontrolnych i dróg tylko dla osadników.
Fragmentacja ziemi służy fragmentacji tożsamości. Młody Palestyńczyk, uwięziony w enklawie, traci pamięć o całości kraju. W tym kontekście każda odnaleziona ruina osmańskiego chanu czy zapomniany rzymski kamień stają się aktami politycznego oporu.
Esej Shehadeha i Johnson jest propozycją odczytania ziemi jako palimpsestu wielu kultur: rzymskiej, bizantyjskiej, islamskiej i kultury krzyżowców. To wizja Palestyny ekumenicznej (choć, jak się okazuje, nie w pełni symetrycznej), ziemi trzech wyznań. Jest to jednak punkt widzenia, który wchodzi w ostry kurs kolizyjny z oficjalną narracją izraelską.
Warto tu zachować krytyczny dystans. Autorzy bywają wymijający w kwestiach, które nie pasują do ich narracji. Opisując Tell Balata koło Nablusu, skupiają się na epoce brązu. Jednocześnie ignorują żydowskie konotacje tego miejsca jako biblijnego Sychem. Podobnie przy Qasr al-Yahud (miejscu chrztu Jezusa), punktują izraelskie tablice za podkreślanie przejścia Izraelitów przez Jordan, podczas gdy sami pomijają historyczne znaczenie nazwy, która w tłumaczeniu brzmi „Zamek Żydów”.
W klasycznej literaturze europejskiej ruiny są źródłem melancholijnej przyjemności. W Palestynie – jak zauważają autorzy – nie ma miejsca na taką niewinność. Każda zrujnowana wioska, jak Kafr Bir’im (zniszczona w 1953 r.), czy wymazana dzielnica Manshiya w Tel Awiwie, jest oskarżeniem.
Szczególnie poruszający jest fragment o Yerachu Paranie, historyku z kibucu Ha’aon. Paran poświęcił lata na upamiętnienie dwóch tureckich pilotów z 1914 roku, których pomnik stoi na terenie kibucu. Shehadeh pyta z bolesną ironią, jak to możliwe, by z taką pieczołowitością dbać o pamięć obcych lotników, całkowicie ignorując los 300 mieszkańców palestyńskiej wioski Al-Samra, na których zburzonych domach ów kibuc zbudowano? Odpowiedź jest brutalna: uznanie historii osmańskiej nie zagraża narracji państwowej, uznanie Nakby – tak.
„Zapomniane” nie jest pisanym w furii pamfletem. To proza precyzyjna aż do bólu, co paradoksalnie wzmacnia jej siłę rażenia. Shehadeh i Johnson, oboje po siedemdziesiątce, oferują wizję dziedzictwa, które odmawia bycia wymazanym. Nawet gdy buldożery i bomby zmieniają rzeźbę terenu, autorzy dostrzegają czerwone anemony przebijające się przez skały i migdałowce kwitnące mimo wszystko.
Dla polskiego czytelnika, wychowanego w cieniu ruin i sporów o historyczną rację, lekcja z „Zapomnianego” jest uniwersalna. Jeśli historia ma być narzędziem dominacji, a nie zrozumienia, to przestaje być nauką, a staje się formą zbiorowej iluzji. Shehadeh i Johnson stawiają nam wyzwanie: czy potrafimy słuchać krajobrazu uważniej niż oficjalnych przewodników?

