Wydawca: Czarne
Liczba stron: 208
Oprawa: twarda
Na jednej z pierwszych stron zbioru opowiadań „Alaskę masz we krwi” Melinda Moustakis serwuje czytelnikowi tekst kilkuzdaniowy, błyskawiczny jak cięcie oprawkowego noża. Ojciec narratorki w noc jej poczęcia strzela do łosia – trafia go prosto w oko, czaszkę, mózg i kość, na wylot. Zrób coś, by na nas zasłużyć – prosi narratorka, pozostawiając słowo „nas” w zawieszeniu między swoją matką a samą zwierzyną. Ten mikroskopijny wstęp to nie jest zwykłe puszczenie oka do czytelnika. Moustakis od samego początku pokazuje nam, z jakiego pnia wyrasta jej proza – z tradycji amerykańskiego, twardego realizmu spod znaku Flannery O’Connor (patronki nagrody, którą autorka zdobyła), gdzie naturę opisuje się bez sentymentów, a człowiek jest tylko kolejnym elementem tutejszego łańcucha pokarmowego.
Melinda Moustakis pokazuje Alaskę bez mitu
Wpływy opowieści osadniczych i prozy Północy widać tu na każdej stronie. Jednocześnie pisarka z Alaski traktuje mity swojego rodzinnego stanu bez cienia taniego sentymentalizmu. W „Alaskę masz we krwi” nie ma miejsca na pocztówkowe krajobrazy z broszur turystycznych. Jest za to surowa, spieniona rzeka Kenai, zapach rybich wnętrzności, krzepnąca krew na śniegu i ludzie, którzy zrośli się z tą ziemią tak mocno, że nie potrafią już funkcjonować nigdzie indziej.
Moustakis odrzuca utarte schematy, w myśl których Alaska to po prostu malownicze tło dla męskich przygód i walki człowieka z żywiołem. U niej natura jest stanem umysłu, wewnętrznym pejzażem bohaterów. To proza niesamowicie zmysłowa i językowa, w której słowa tną uszy równie bezlitośnie, jak wędkarskie haczyki rozrywają wargi holowanych z wody łososi. Autorka z ogromną precyzją buduje krótkie, wietrzne frazy, ślizgając się między wątkami z gracją łyżwiarki – bez względu na to, czy opisuje szalone tarło ryb, czy rozkrzyczane dzieci, które próbują ratować ptaka zamkniętego w wiejskim wychodku.
Kunszt pisarki objawia się w niesamowitym wyczuciu detalu. Moustakis nieustannie zmienia punkt ciężkości narracji. Raz prowadzi ją z bliska, niemal przyklejając czytelnika do oddechu bohaterów, innym razem oddala kamerę, pozwalając, by krajobraz mówił za ludzi. W jednym z opowiadań sięga po narrację drugoosobową, gdzie indziej rozsadza klasyczny porządek wspomnień. Dzięki temu trzynaście tekstów nigdy nie wpada w jednostajny rytm, choć wszystkie rozgrywają się w tym samym świecie.
Jednym z najbardziej zapadających w pamięć obrazów jest szpitalny manekin w Soldotnie. Lekarka wbija w jego ciało każdy haczyk, kotwicę i przynętę wyciągniętą wcześniej z pacjentów, dokładnie w to miejsce, z którego zostały usunięte. Manekin przestaje być więc zwykłą pomocą dydaktyczną. Z każdym kolejnym metalowym ostrzem zamienia się w osobliwe archiwum życia nad Kenai – katalog wypadków, ryzyka i codziennych kosztów mieszkania tam, gdzie granica między pracą, polowaniem i walką o przetrwanie niemal się zaciera.
Natura nie jest tłem – jest głównym bohaterem
Pod tą warstwą fizycznej brutalności Moustakis ukrywa jednak niezwykłą subtelność w portretowaniu międzyludzkich więzi. Szczególnie przejmująco wypadają w tym zbiorze relacje matek i córek oraz skomplikowana dynamika rodzeństwa. Czułość na Alasce bywa kaleka i chropowata – okazuje się ją poprzez wspólne patroszenie zwierzyny, nauki bezpiecznego posługiwania się bronią czy milczącą obecność w łodzi na środku zatoki Chinitna.
Nie jest to z pewnością lektura dla wrażliwych wielbicieli zwierząt ani dla poszukiwaczy łatwych wzruszeń. Pisarstwo Moustakis to przykład literatury spod znaku zasady, że aby przeżyć mogło jedno stworzenie, inne musi skonać. Jednocześnie autorka potrafi znaleźć przejmujący zachwyt w momentach nienazwanych. Jak wtedy, gdy matka podnosi z wody martwego wieloryba, wciska palec w jego brzuch i każe córce dotknąć własnego oka, by poczuła, jaka to miękkość i jaka potęga.
Czy można wyjechać z Alaski?
Paradoks polega na tym, że o Alasce najwięcej dowiadujemy się wtedy, gdy bohaterowie z niej wyjeżdżają. Dopiero Kalifornia, Nashville czy Omaha pozwalają im zrozumieć, jak głęboko zostali ukształtowani przez miejsce, które przez lata próbowali porzucić. Wyjazd nie staje się więc ucieczką, lecz rodzajem negatywu – dopiero poza Alaską wyraźnie widać jej kontury. Autorka nie pyta, czy można stamtąd odejść. Bardziej interesuje ją, czy można przestać patrzeć na świat oczami człowieka wychowanego nad Kenai.
Trzynaście powiązanych ze sobą opowiadań ze zbioru „Alaskę masz we krwi” tworzy zwartą, wielopokoleniową sagę. Moustakis eksperymentuje ze strukturą, zmienia rejestry narracyjne, sięga po trudną formę drugiej osoby, a każdą z tych prób wygrywa na własnych warunkach. Pokazuje, jak z prozaicznych, codziennych zdarzeń – kłótni z pyskatą nastolatką, picia wódki z brodatymi bratankami, zawodów drwali czy niebezpiecznych dziecięcych zabaw – wyłania się współczesny mit osadniczy.
Dlaczego „Alaskę masz we krwi” działa tak mocno?
To zbiór, który zachwyca przede wszystkim swoją autentycznością. Twórczyni nie musi niczego wymyślać na siłę, ponieważ sięga do rodzinnych korzeni i pamięci o świecie, w którym dorastała. Dzięki temu jej opowiadania nie są wypreparowanymi historyjkami z warsztatów pisarskich, lecz tętniącymi życiem fragmentami surowej rzeczywistości.
„Alaskę masz we krwi” to debiut wyjątkowo dojrzały, wciągający i duszny pomimo otwartej przestrzeni, w której się rozgrywa. Melinda Moustakis napisała książkę, która stawia czytelnikowi twarde wymagania, ale w zamian oferuje prozę najwyższej próby – czystą, gęstą od znaczeń i przesiąkniętą autentycznym klimatem Północy.
Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.
