Wydawca: PIW
Liczba stron: 448
Oprawa: twarda
Bóg, śmierć, samotność, bezlitosna analiza relacji międzyludzkich i tempo, przy którym nawet żółwie zaciągają hamulec ręczny – tak w wielkim skrócie pamiętamy Ingmara Bergmana. Szwedzki geniusz kina przyzwyczaił nas do dzieł monumentalnych, ciężkich i gęstych od psychologicznego mroku. Co jednak dzieje się, gdy zamiast dopracowanego arcydzieła dostajemy do rąk kartki wyciągnięte wprost z szuflady? Z czarnego zeszytu obłożonego w ceratę, pełnego wczesnych zapisków i pomysłów młodego Bergmana, powstałych jeszcze pod koniec lat 30.?
Nakładem PIW-u ukazał się tom „Nienakręcone, niewystawione, nieopublikowane” – pierwsze polskie wydanie jedenastu scenariuszy, szkiców i tekstów dramatycznych Bergmana, które w większości z różnych powodów nie doczekały się realizacji filmowej lub szerszego obiegu. Wszystko w znakomitym tłumaczeniu Tadeusza Szczepańskiego i zapakowane w klamrę krytyczną Maaret Koskinen.
Czy to rzeczywiście zaginiony Święty Graal dla kinofilów, czy po prostu elegancko wydany ekshumowany brudnopis?
Nie mam wątpliwości, że dla każdego, kto spędził z kinem Bergmana choćby parę godzin, lektura tego tomu będzie fascynującym procesem podglądania artysty in statu nascendi. Znajdziemy tu niemal pełny wachlarz motywów, które później uczyniły go legendą. Od obsesji śmiercią i milczeniem Boga, przez skomplikowane relacje płci, aż po motyw artysty uwikłanego w rolę.
Wspólne punkty tych tekstów są nadzwyczaj wyraziste. Sam Bergman przyznawał się zresztą, że na początku swojej drogi mocno inspirował się Augustem Strindbergiem. Mamy tu rozstrzał pełen kontrastów – od wczesnej sztuki dramatycznej z 1942 roku, przez słynne „Malowidło na drewnie” (które, jak wiemy, stało się punktem wyjścia nieśmiertelnej „Siódmej pieczęci”), aż po niedoszły filmowy projekt z 1969 roku, przygotowywany pierwotnie jako część wspólnego przedsięwzięcia z Fellinim i Kurosawą, czy telewizyjny szkic o zmartwychwstaniu Jezusa z połowy lat 70.
Najciekawszy w tym zbiorze nie jest jednak sam teatr, a droga, jaką Bergman pokonuje od myślenia przede wszystkim kategoriami sceny i dialogu w stronę coraz bardziej świadomego myślenia językiem filmu – kadrem, rytmem i montażem. To bezcenny podgląd na to, jak kształtował się wybitny umysł reżyserski. Bądźmy jednak przy tym bezwzględnie szczerzy i odrzućmy na chwilę nabożny stosunek do klasyków. Ta książka bywa momentami po prostu ciężka i męcząca.
Zbiór otwiera tekst „Śmierć Kaspra” i powiedzmy to sobie wprost – przebrnięcie przez ten otwierający teatralny drobiazg wymaga od czytelnika pewnego samozaparcia. Jeśli ktoś spodziewa się wartkiej prozy czy gładkich dramatów do czytania przy popołudniowej kawie, bardzo szybko zderzy się ze ścianą. Forma bywa chropowata, scenariuszowe skróty nie zawsze czytelne, a chęć przełączenia się na cokolwiek innego pojawia się w głowie więcej niż raz.
Atmosferę całego zbioru dobrze podsumowuje anegdota związana z Maaret Koskinen, autorką posłowia. Kiedy po latach badała spuściznę reżysera, sam Bergman w rozmowie telefonicznej nazwał swoje prywatne archiwum na wyspie Fårö śmietnikiem, dziwiąc się przy okazji, jak mogło mu się wydawać, że ktokolwiek o zdrowych zmysłach złapie się na jego Rybę (farsę filmową z 1950 roku). I ma w tym trochę racji. Część z tych tekstów to urocze, ale jednak formalnie ślepe uliczki.
Wszystko jest tu do bólu surowe. Tam, gdzie w filmie dostalibyśmy genialne zbliżenie kamery Svena Nykvista, twarz Liv Ullmann czy gęstą ciszę, w tekście zostaje tylko goły, czasem cokolwiek kawiarniany lub przestarzały schemat dramatyczny. Czy w takim razie warto? Bez dwóch zdań – tak, ale pod jednym warunkiem.
„Nienakręcone, niewystawione, nieopublikowane” to nie jest książka na rozpoczęcie przygody z autorem „Persony”. Dla przypadkowego czytelnika będzie to lektura trudna, nierówna i momentami niezrozumiała. Ale dla filmoznawców, świadomych fanów mistrza oraz osób, które chcą prześledzić, jak z cienia Strindberga wyłaniał się jeden z najważniejszych głosów XX wieku – to pozycja absolutnie obowiązkowa. Pozwala odrzeć mistrza z łatki nieomylnego i zobaczyć w nim szukającego, potykającego się i eksperymentującego rzemieślnika. Rzecz wymagająca, ale warta każdej poświęconej minuty.

