Wydawca: Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego
Liczba stron: 72
Oprawa: miękka
Lektura najnowszej książki Grzegorza Pula – autora znanego chociażby z tomu „Ni szagu nazad, czyli sztuka łowienia wspomnień” – jest doświadczeniem zaskakująco skondensowanym. Zbiór „Skrwawiony miłością. 7 opowiadań” mieści się na zaledwie 72 stronach. To format wyjątkowo skromny, wręcz miniaturowy, który z jednej strony nie grozi czytelnikowi znużeniem, z drugiej zaś nakłada na prozaika ogromną odpowiedzialność. W tak ciasnej przestrzeni każde słowo i każda obserwacja psychologiczna powinny ważyć dwa razy więcej.
Jak wypada ten literacki eksperyment? Otrzymujemy zbiór siedmiu dość czysto wyselekcjonowanych migawek z życia. Próżno szukać tu stylistycznej rewolucji czy głębokiego redefiniowania formy krótkiej prozy. Pul stawia na klasyczną, rzemieślniczą poprawność, w której codzienność, wycofanie i drobne męskie kryzysy przeplatają się z próbami zmysłowej poetyzacji.
Analizując te teksty, trudno nie dostrzec pewnego powracającego schematu psychologicznego. Mężczyźni zaludniający ten zbiór (noszący imię Marek, co stanowi już niemal znak rozpoznawczy twórczości autora), to postaci ulepione z tej samej gliny. To bohaterowie poturbowani przez relacje, zamknięci w sobie, często bezradni wobec własnych emocji i wybierający ucieczkę lub wycofanie zamiast konfrontacji.
Te uniwersalne mechanizmy dobrze widać na przykładzie kilku utworów z tomu:
- Fizjologia i rozpad w „SMS” – w tym opowiadaniu autor śledzi portret mężczyzny tkwiącego w bezruchu na hotelowym łóżku. Pul ze sporym wyczuciem detalu kontrastuje tu fizjologiczną uciążliwość (narastające parcie na pęcherz, twardy jak podeszwa schabowy) z poetyckim tłem spływających po szybie kropel deszczu i rozpamiętywaniem rozpadu związku. Postać Marka, który pisze i kasuje pożegnalne wiadomości, by ostatecznie zostawić na pościeli chłodne „Spierdalam. Cześć”, dobrze oddaje stan męskiej rezygnacji, choć sam motyw samotności w wynajętym pokoju jest w literaturze mocno zagospodarowany.
- Gęsty erotyzm w „Skrwawionym miłością” – tytułowa miniatura to z kolei próba stworzenia gęstej, zmysłowej atmosfery. Pul zagęszcza tu przestrzeń słowami-kluczami: pojawiają się bębny, atłasowe zasłony, zapach Diora i kot mruczący w ciemności. Utwór ten silnie balansuje na granicy zmysłowości i stylistycznej pretensjonalności. Poetycka fraza momentami ciąży pod własnym ciężarem, przez co zamiast intymnego napięcia uzyskuje efekt lekko przerysowanego romansu.
- Absurd jako tarcza w „Kolacji z Shackletonem” – zdecydowanie najciekawszym i najbardziej obiecującym punktem tomu jest historia randki w restauracji. Główny bohater, sparaliżowany stresem przed wyniosłym kelnerem i atrakcyjną partnerką, zaczyna nagle – całkowicie bez zapowiedzi – opowiadać o tragicznej wyprawie polarnej Ernesta Shackletona i losie statkowego kota. Wprowadzenie konwencji scenariuszowej nadaje tekstowi lekkość. Udanie eksponuje poczucie humoru autora oraz trafnie pokazuje, jak absurd i gawędziarstwo stają się pancerzem chroniącym przed brakiem pewności siebie.
Językowo książka Grzegorza Pula jest poprawna, rytmiczna i pozbawiona rażących potknięć. Autor sprawnie prowadzi narrację i ma niezłe wyczucie dialogu. Głównym wyzwaniem tego tomu pozostaje jednak jego przezroczystość. Stylistycznie i tematycznie opowiadania poruszają się po ścieżkach mocno wydeptanych przez polską prozę obyczajową. Znajdziemy tu i powrót na pogrzeb ojca („W moją burzliwą noc”), i trudne wyprawy na ryby („Jezioro wspomnień”), i motyw przemocy domowej („Miłość”). Brakuje w mojej opinii wyraźniejszego, autorskiego idiomatu. Czegoś, co nadałoby tym powszednim historiom unikalny ton i wyróżniłoby je na tle podobnych publikacji.
„Skrwawiony miłością” to proza kameralna i niewymagająca, idealna na krótki wieczór. Choć promocyjne zapowiedzi o „wielosmakowym koktajlu” i „poruszaniu najgłębszych strun” wydają się nieco na wyrost, książka Pula ma swoje momenty. Zwłaszcza tam, gdzie autor pozwala sobie na odrobinę ironii i dystansu do swoich bohaterów. Dla czytelników szukających prostych, obyczajowych migawek będzie to poprawnie napisana lektura, nawet jeśli niedługo po odłożeniu na półkę zatrze się w pamięci.


