Liczba stron: 300
Oprawa: miękka
Są w polskiej literaturze obyczajowej tematy, o których nie da się pisać bez ładunku emocjonalnego. Przemoc domowa, próba odbudowy życia po toksycznym związku, cień psychopatii rzucany na dziecko i bezradność systemów wsparcia to materiał niezwykle żywy, wręcz pulsujący. W swojej najnowszej powieści „Strup” (będącej kontynuacją „Rany”). Aga Bocian sięga właśnie po tę bolesną materię. Ponownie osadza losy bohaterów w klimatycznym, autentycznym Toruniu.
Dostajemy tu historię dwóch kobiet – Igi, która walczy o spokój własny i dzieci po odejściu od agresywnego męża oraz Małgorzaty, próbującej przetrawić żałobę po stracie syna w środowisku osób bezdomnych. I trzeba autorce oddać, że intencja oraz psychologiczny fundament tej powieści zasługują na słowa uznania. Bocian nie boi się poruszać kwestii trudnych, o których wciąż mówi się za mało. Przekonująco i uczciwie pokazała mechanizm subtelnego zastraszania i to, jak uwikłanie w konflikt rodziców rezonuje na małych dzieciach. Szkoda tylko, że ta bez wątpienia ważna opowieść miejscami cierpi z powodu warsztatowych skrótów.
Trudno o zbiór bardziej wyrazistych intencji społecznych, ale jako czytelnik muszę rozliczyć książkę nie tylko z tego, o czym opowiada, lecz także jak to robi. A w „Strupie” konstrukcja literacka zbyt często ustępuje miejsca podręcznikowemu melodramatyzmowi.
Pierwszym zgrzytem jest nadmiar patosu. Łzy u bohaterów nie są tu akcentem. One pojawiają się na łamach prozy niemal co kilkanaście stron, doprowadzając do pewnego stępienia wrażliwości czytelnika. Zamiast budować napięcie podskórnie, autorka decyduje się na stałe serwowanie maksymalnych rejestrów emocjonalnych. Co więcej, ta chęć natychmiastowego wzruszenia czytelnika prowadzi czasem do inscenizacyjnej sztuczności. Najlepszym przykładem jest scena, w której mała Mania po raz pierwszy w książce dostaje pełniejszy głos. Zamiast naturalnego, dziecięcego dialogu otrzymujemy precyzyjnie uszytą inscenizację zabawy lalkami, w której kilkulatka de facto referuje nieudane małżeństwo po to tylko, by na zapotrzebowanie fabuły „łzy jak grochy popłynęły po policzkach”, a serce Igi znów uległo ściśnięciu. To scenariuszowy chwyt tak jawnie zaprojektowany pod rozpacze czytelnika, że z miejsca traci swój autentyzm.
Druga sprawa to dosłowność. W tej prozie niemal wszystko jest dopowiedziane, nazwane i wyłożone. Brak tu miejsca na podtekst, niedomówienie czy czytelnicze wyobrażenie sobie reszty z zachowań postaci. Są strony, które można byłoby bez straty dla czytelnika wyciąć dosłownie w całości. Kolejna toruńska ulica czy tekst piosenki niekoniecznie wnoszą coś wartościowego do historii.
Warto też zwrócić uwagę na samą warstwę językową i kompozycyjną. Druga bohaterka, Małgorzata, i jej wątek poszukiwania prawdy w środowisku osób bezdomnych, miał ogromny potencjał na zbalansowanie historii Igi. Niestety, potraktowano go marginalnie, ucinając jego głębię na rzecz finałowej, pospiesznej konkluzji.
Pod względem stylistyki zauważalne są również pewne powtarzalne matryce zdaniowe. Czasami na jednej stronie (jak chociażby na pięćdziesiątej drugiej w mojej wersji ebooka) powracają natrętnie te same konstrukcje i te same słowa-klucze (ze stałą natarczywością słowa „sprawiały”). To kolejny dowód, że redakcyjnie nie zrealizowano tu pracy w 100%.
Czy „Strup” to książka zła? Nie, absolutnie nie. To pozycja, która z pewnością znajdzie – i już znajduje – rzesze odbiorców szukających w literaturze obyczajowej mocnych, bezpośrednich wzruszeń oraz wsparcia w przepracowywaniu własnych traum. Aga Bocian ma świetne wyczucie ludzkiego cierpienia i empatię, której nie da się kupić. Zaręczam także, że mimo kilku wad czyta się ją z satysfakcją.
Jeśli szukacie
historii z Ważnym Przesłaniem, osadzonej w polskich realiach, która dotyka
spraw przemocy domowej z dużą dawka emocjonalnego ładunku – to lektura, po
którą warto sięgnąć. Jeśli jednak w literaturze szukacie językowej
powściągliwości, niedomówień i perfekcyjnie oszlifowanego warsztatu, „Strup”
może okazać się dla Was pozycją miejscami zbyt dosłowną i schematyczną.

