Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura francuska. Pokaż wszystkie posty

Recenzja "Tamten świat" Cyrano de Bergerac

Barokowa podróż w kosmos i rozum: „Tamten świat” to filozoficzna fantazja, satyra na dogmaty i prapoczątek science fiction.
Wydawca: PIW

Liczba stron: 320


Oprawa: miękka ze skrzydełkami
 
Tłumaczenie: Julian Rogoziński

Premiera: 15 października 2025 rok

„Tamten świat” autorstwa Cyrano de Bergerac to książka osobna. I to nie tylko w sensie historycznoliterackim, ale przede wszystkim ontologicznym. To utwór, który nie mieści się w jednej szufladzie. Jest jednocześnie powieścią fantastyczną, traktatem filozoficznym, pamfletem obyczajowym, satyrą religijną oraz erudycyjną zabawą wyobraźni. Jej struktura przypomina jakiegoś typu laboratorium idei, a nie klasyczną narrację fabularną. To przestrzeń, w której myśl testuje samą siebie, a rozum ściera się z metafizyką, ironią i bluźnierstwem.

O czym jest ta książka? Otóż narrator, wykorzystując fantastyczne wynalazki, opuszcza Ziemię i dociera na Księżyc. Tam poznaje cywilizację funkcjonującą według całkowicie odmiennych zasad poznawczych i moralnych, które obnażają absurd ziemskich dogmatów, religii i hierarchii. To oczywiście nie koniec fabularnych wywrotów, bo podróż staje się czymś więcej niż wyprawą przestrzenną. To bardziej intelektualna inicjacja w świat rozumu, sceptycyzmu i wolnej myśli. Powrót na Ziemię nie oznacza powrotu do dawnego porządku, lecz trwałą utratę złudzeń i nieodwracalną przemianę sposobu widzenia rzeczywistości.

Cyrano nie buduje więc świata w sensie realistycznym. Autor konstruuje model myślowy. Księżyc i Słońce nie są tu miejscami, lecz narzędziami poznawczymi: soczewkami, przez które oglądamy Ziemię. To klasyczny zabieg utopii odwróconej, znany już od Lukiana, Morusa czy Campanelli. U Cyrana przybiera on jednak formę szczególnie nowoczesną. Kosmos nie jest metaforą Boga, lecz laboratorium natury. Wszechświat zostaje zdemistyfikowany. Staje się przestrzenią fizyczną, materialną, poddaną prawom ruchu, materii i przyczynowości.

Uderza przy tym proroczy charakter wyobraźni autora. Czego tam nie ma? Loty kosmiczne, grawitacja, krwioobieg, balony, spadochrony, audioksiążki, alternatywne formy komunikacji, społeczeństwa oparte na innych zasadach poznania. Wszystko to nie jest u Cyrana fantastyką w dzisiejszym sensie, lecz spekulacją racjonalną, wynikającą z przekonania, że świat da się pomyśleć inaczej. To właśnie tu rodzi się duch science fiction. Nie w technologii, lecz w postawie epistemologicznej.

„Tamten świat” jest przy tym książką głęboko libertynistyczną. Rozum zostaje wyniesiony ponad objawienie, doświadczenie ponad dogmat, a sceptycyzm ponad tradycję. Autor nie atakuje religii wprost. On ją rozpuszcza w ironii, podważa przez absurd, przez logiczne konsekwencje, przez eksperyment myślowy. Jego bluźnierstwo nie jest krzykiem, lecz uśmiechem intelektualisty.

Jednocześnie jest to książka zaskakująco współczesna aksjologicznie. Pojawia się w niej myślenie ekologiczne, antyantropocentryczne, wizja człowieka jako jednego z bytów, nie centrum stworzenia. Cyrano antycypuje świat, w którym hierarchie ontologiczne zostają spłaszczone, a granica między człowiekiem a naturą przestaje być metafizycznie absolutna.

Warstwa stylistyczna dzieła dopełnia jego intelektualnej gęstości. Język jest barokowy, pełen point, paradoksów, ironii i retorycznych piruetów. To proza, która myśli poprzez formę. Metafora jest argumentem, a dowcip staje się narzędziem filozoficznym. Humor nie służy rozrywce, lecz demaskacji. Ośmiesza głupotę, dogmatyzm, ignorancję, scholastyczne puste formuły i autorytarne struktury wiedzy.

Paradoksalnie, „Tamten świat” jest również książką melancholijną. Pod warstwą ironii kryje się świadomość zmarnowanych wieków, straconego tysiąclecia, historii spowolnionej przez instytucjonalną ignorancję. Autor zdaje się rozumieć, że postęp jest możliwy, ale nieuchronnie opóźniany przez lęk przed wolnością myślenia. To utopia, która wie, że sama jest niemożliwa.

Na poziomie recepcji dzieło funkcjonuje w cieniu mitu romantycznego Cyrana. Tego z dramatu Rostanda i filmu z niezapomnianą rolą Gérarda Depardieu. I to zaciemnia obraz prawdziwego autora, nie jako melancholijnego kochanka, lecz bezkompromisowego racjonalisty, intelektualnego buntownika i filozoficznego prowokatora.

Lektura „Tamtego świata” wymaga cierpliwości, gotowości na chaos formy i nadmiar idei. Nazwałbym jednak tę książkę formującą. Ona poszerza wyobraźnię intelektualną, uczy myślenia alternatywnego, pokazuje, że literatura może być narzędziem poznania równie skutecznym jak filozofia czy nauka. To nie tylko prapoczątek science fiction. To manifest wolnego rozumu. Czyta się go dziś nie jak zabytek, lecz jak projekt przyszłości, który został napisany trzysta lat za wcześnie.

Recenzja "Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach" Mathias Énard

Poetycka opowieść Énarda o możliwej podróży Michała Anioła do Konstantynopola — fikcja oparta na faktach, pełna sztuki, historii i napięć kultur.
Wydawca: ArtRage

Liczba stron: 152


Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Tłumaczenie: Filip Łobodziński

Premiera: 12 listopada 2025 rok

Mathias Énard swoją krótką powieść zatytułowaną „Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach” opiera na epizodzie, który historycy uznają za prawdopodobny, choć niepotwierdzony. W 1506 roku sułtan Bajazyd II miał zaprosić Michelangela do Konstantynopola, by ten zaprojektował most nad Złotym Rogiem. Wiadomo z dokumentów, że Leonardo da Vinci faktycznie przedstawił sułtanowi projekt mostu. Co do Michelangela, istnieją pośrednie źródła i wzmianki (m.in. w biografii Paolo Giovia), ale brak jednoznacznych dowodów, że do podróży doszło.

„Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach” to książka, w której francuski pisarz bierze historię z marginesu, z przypisu, i rozgrywa ją jako pełnokrwisty dramat o spotkaniu dwóch cywilizacji: renesansowej Italii i osmańskiej Konstantynopola. Tytułową prośbę kieruje nie tylko do czytelników, ale przede wszystkim do samej literatury, która ma moc przekształcania luk w fakty.

Énard jako znawca arabsko-tureckich archiwów pamięci, obsesyjny kartograf kultur basenu Morza Śródziemnego, od lat tworzy własną, równoległą historię dialogu Wschodu i Zachodu. W jego twórczości ten dialog nigdy nie jest gładki ani dekoracyjny. Zawsze podszywa go przemocą, fascynacją, nieporozumieniem, erotyką, rywalizacją. Nic dziwnego, że gdy natrafił na wzmiankę o zaproszeniu, jakie sułtan Bajazyd II miał wystosować do młodego Michelangela, zobaczył w niej potencjalny mit założycielski. Oto przekaz o artyście w roli tłumacza między światami, ale jednocześnie o twórcy jako niewolniku ambicji wielkich tego świata.

W tej krótkiej książce Michelangelo jest wciąż na progu wielkości. Uciekł z Rzymu, obrażony na papieską chciwość, tkwiąc jeszcze w cieniu wyrzeźbionego niedawno Dawida. Do Konstantynopola przybywa jako człowiek niespełniony i wyczerpany. Jego sława dopiero się rodzi, ale duma funkcjonuje w pełnym rozkwicie. To idealna figura dla Énarda, którego bohaterowie zawsze oscylują między pragnieniem transcendencji a upokarzającą świadomością świata polityki.

Konstantynopol autora „Busoli” jest zbudowany z zapisków kronikarzy, planów dawnych architektów i zmysłowych domysłów. Nie jest orientalną dekoracją w stylu dziewiętnastowiecznych malarzy, ale miastem pełnym cieni i sprzeczności. Żyje tu tolerancja, ale również przemoc. Spotkamy odrobinę poezji, handel ludźmi, pałacowe spiski oraz rynsztoki pachnące rybą, żywicą i potem żołnierzy. Michelangelo błądzi po nim jak po własnej psychice. Jest niepewny języka i własnej tożsamości. Trapią go wątpliwości, czy stworzenie mostu jest jego powołaniem, czy tylko przymusem narzuconym przez możnych.

Énard zderza europejskie przekonanie o prymacie sztuki z osmańską hierarchią władzy i sensów. Most (symbol pojednania) staje się w powieści figurą niemożliwą, tak jak niemożliwe okazuje się przekroczenie kulturowej przepaści bez utraty części siebie. Michelangelo rysuje nie mosty, lecz ciała, zwierzęta, światło. Jest przede wszystkim rzeźbiarzem, człowiekiem który myśli dotykiem, a nie geometrią. W tym sensie Énard proponuje lekturę biografii mistrza na przekór modernistycznym mitom. Pokazuje artystę nie jako nadczłowieka, ale jako istotę zagubioną, złośliwą, czasem śmieszną.

W tle tej historii odbija się szersza opowieść o renesansie jako epoce. To nie jest okres triumfu ludzkości, jak uczą szkolne podręczniki, lecz gwałtownego przetasowania wpływów i ambicji. Most zaprojektowany dla sułtana miałby być materialnym znakiem władzy, nie dialogu. Europa i imperium osmańskie podziwiały siebie nawzajem, ale wciąż toczyły cichą wojnę prestiżu. Énard wydobywa z historii to, co w niej szorstkie i niewygodne, odrzucając wszystkie pocztówki.

Najciekawsze jednak, że „Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach” nie jest powieścią o Michelangelu, lecz o tym, co dzieje się, gdy geniusz zostaje wrzucony w obcy kontekst i musi zmierzyć się z innymi definicjami piękna, świata, wolności. W jego relacji z Mesihim, dworskim poetą, pobrzmiewa tęsknota za językiem wspólnym i niemożliwym. W epizodach z tajemniczą tancerką, echo pożądania, które bardziej przypomina wizję niż romans. W listach samotność człowieka, który zna cenę swojego talentu lepiej niż ktokolwiek inny.

Énard pisze tę książkę z oszczędnością, która nie jest minimalizmem, lecz muzycznością. Krótkie rozdziały przypominają iluminacje w manuskrypcie. Każde zdanie jest nasycone światłem płonących lamp oliwnych, wilgocią Bosforu, dźwiękiem obcej mowy. To literatura, która nie udaje rekonstrukcji, lecz stawia pytania. Co widziałby Michelangelo, gdyby naprawdę tam pojechał? Co czułby artysta wyrwany ze swojego marmurowego świata? Czy mosty między kulturami powstają dzięki talentowi czy pomimo niego?

W pewnym sensie Énard, niczym renesansowy architekt, projektuje tu własny most między europejskim wyobrażeniem o sztuce a bliskowschodnimi historiami, które literatura Zachodu przez wieki marginalizowała. To projekt utopijny, kruchy, ale konieczny. Właśnie dlatego ta niewielka książka rezonuje mocniej niż niejedna obszerna powieść historyczna. Jej piękno tkwi nie w rekonstrukcji, lecz w świadomości pustych miejsc. I w odwadze, z jaką pisarz pozwala sobie je wypełnić.

W czasach, gdy Europa znów chętnie definiuje się przeciwko swoim innym, „Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach” przypomina, że największe dzieła powstają nie z czystości kultur, lecz z ich tarć, napięć i spotkań. Michelangelo wraca do Florencji bez mostu. Ale Énard paradoksalnie buduje go za niego. Oto most literatury ponad historią. 

Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.  

Recenzja "Tu" Will McPhail