Recenzja "Podróż ludzi księgi" Olga Tokarczuk

Wydawca: Wydawnictwo Literackie


Liczba stron: 244

Oprawa: twarda

Premiera: 3 kwietnia 2019 r

„Podróż ludzi księgi”, czyli powieściowy debiut późniejszej zwyciężczyni Międzynarodowego Bookera, w 1993 roku przyniósł Oldze Tokarczuk nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek .Autorka „Biegunów” od początku swojej pracy artystycznej stanęła na uboczu tzw. literatury środka. Jej obiektem zainteresowań nie były tak popularne w dobie zmian politycznych tematy jak: problematyka społeczna, rodzinno-obyczajowa, transformacja ustrojowa, prowincjonalność. Nie interesowały jej proste fabuły czy oczywiste postaci. W opozycji do większości pisarzy śmiało stawiała na sprawy fundamentalne i pod płaszczykiem mitów i symboliki narodowej, podejmowała tematy natury moralno-filozoficznej. To właśnie te cechy dopracowywała przez całą swoją literacką karierę, ostatecznie dochodząc do czegoś nowego – do współczesności, a nawet przyszłości („Opowiadania bizarne”). 

Zanim jednak Olga Tokarczuk wprowadziła w swoje teksty wątki biograficzne i elementy futurystyczne, silnie opierała swoje powieści o znane jej teksty kultury, które z bajeczną wręcz łatwością mieszała ze zmyślonymi opowieściami. Jedną z właściwości tej prozy jest właśnie intertekstualność, ciągły dialog ze sztuką i rzeczami dla człowieka kluczowymi. Jak sama nazywa to w omawianym tytule „A jednocześnie każda książka napisana przez człowieka wychodzi poza niego. Człowiek, który pisze książkę, przekracza siebie, bo czyni odważną próbę określenia siebie i nazwania”. Tak więc już w pierwszej powieści Tokarczuk świadomie zrywa z szufladkowaniem swojej prozy. Niejednorodność kompozycyjna (która w perspektywie czasu i tworzenia kolejnych dzieł stała się tokarczukową jednorodnością) mogła początkowo budzić lęk u czytelnika przyzwyczajonego do klarownych rozwiązań formalnych. Z perspektywy czasu wiemy jednak, że to właśnie w tych wariacjach i zmąceniu gatunkowym tkwi popularność książek Pani Olgi.

Sama treść „Podróży ludzi księgi” jest bardzo prosta. Grono oświeconych wyrusza w podróż, której celem jest odnalezienie Księgi: woluminu zawierającego kwintesencję ziemskiej mądrości i mającej dar uzdrawiania. Ich droga, podobnie jak setki innych w literaturze czy filmie (w tekście padają intertekstualne odwołania chociażby do „Ulissesa”), nie będzie szła zgodnie z planem, a nieoczekiwane wydarzenia sprawią, że do Markiza dołączy piękna kurtyzana i wiejski niemowa Gauche. Dalsze ich losy, rodząca się miłość, będą pretekstem do dużo ważniejszych rozważań o sensie samego podróżowania. Chociaż mam wrażenie, że to nie do końca prawda, a właściwie tylko jej zalążek. Bo oczywiście można tę książkę odczytywać jako uniwersalną przypowieść o istocie ludzkich dążeń i chęci poznania odpowiedzi na pytania fundamentalne. Ja jednak wychodzę z założenia, że w tekst Olgi Tokarczuk należy się wsłuchać. Wtedy odkrywa się zupełnie inne znaczenie. „Podróż ludzi księgi” mówi o samej kreacji, o pisaniu, o odnoszeniu się do twórczości. Odnajduję w wielu zdaniach tej książki dyskusję na temat potrzeby pisania, ciągłej walki z układaniem chaosu, szukaniu porozumienia między przyjemnością z czytania, a wytrącaniem czytelnika ze strefy komfortu. „Księga wciąż jeszcze leży tam, gdzie zostawił ją Gauche. Zawsze więc może się zdarzyć, że ktoś ją wreszcie znajdzie i przyniesie światu, a wtedy na pewno nie zostanie już nic do napisania”. To zdanie doskonale oddaje to o czym piszę: tu chodzi o podróżowanie po książce, o ciągłe doszukiwanie się nowych interpretacji i głód wiedzy. Bo książki powinny przecież coś dawać czytelnikowi, niezależnie czy są to emocje, wiadomości czy refleksje. Ważne aby po lekturze czuć się istotą spełnioną. Wtedy czytanie ma rację bytu. I w tym wymiarze „Podróż ludzi księgi” jest swoistą parabolą, w której wciąż powracają wątpliwości co do możliwości odkrycia istoty ludzkiej osobowości.

Jest także ta książka pięknym hołdem złożonym semantyce („Wiedział, że te znaczki mają dla ludzi znaczenie. Niby martwe i nieruchome, zawierają w sobie ruch i życie. Widział czytających ludzi i zawsze dziwiło go, że ich twarze się wtedy zmieniają. Co się działo między płaskimi, drobnymi znaczkami a okiem? Jaki cud zachodził? Dlaczego księga nie mogła mówić wprost głosem, obrazem, dlaczego przemawiała znakami, których nie rozumiał?”) i szerzej rzecz ujmując – komunikacji. Komunikacji ważnej, bo społecznej, gdzie różne grupy ścierają swoje poglądy przy pomocy różnych form dialektycznych.

„Podróży ludzi księgi” odnosi się więc moim zdaniem silnie do filozofii naszego języka, ale także do poszukiwania porządku rzeczywistości. Znajdziecie w niej to wszystko, za co cenicie, bądź też dlaczego nie lubicie prozy autorki „Ksiąg Jakubowych”. Będzie dużo życiowej mądrości, ciekawi bohaterowie, astrologia, dziwaczność, historia. Urzekające są zestawienia proponowane przez pisarkę: naukowy realizm z całkowitym poddaniem się naturze. Bo co więcej wam powie – wiedza zawarta w książkach, czy obserwowanie świata wokół nas? To gęsta od znaczeń proza, domagająca się wewnętrznego przemyślenia i solidnego przetrawienia. Myślę, że jakość jej jakość wynika głównie z tego, że niezależnie czy odczytamy ją jako powieść przygodową, metaforę ludzkich dążeń, badanie językowego kodu czy może jeszcze inaczej, zawsze będzie ona interesująca. A spójne połączenie tych wątków udowadnia, z jakiego pokroju pisarzem mamy do czynienia.

1 komentarz:

  1. bardzo mi się ta książka podobała, nawet czytałam ją kilka razy :) i zawsze coś innego przykuwało moja uwagę :)

    OdpowiedzUsuń

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey