Recenzja "Pierwsze wspomnienie" Ana María Matute

Intymna powieść o formowaniu się podmiotowości w opresyjnym świecie. Krajobraz Majorki staje się mapą traumy i pamięci.
Wydawca: Cyranka

Liczba stron: 224


Oprawa: miękka ze skrzydełkami
 
Tłumaczenie: Ewa Zaleska

Premiera: 2 stycznia 2026 rok

Ana María Matute należy do grona tych pisarek XX wieku, których dzieła wyrosły bezpośrednio z doświadczenia historycznego rozpadu (wspólnoty, języka, elementarnego zaufania do świata). Urodziła się w 1925 roku w Barcelonie i formowała się literacko w cieniu wojny domowej oraz długiego, opresyjnego trwania frankizmu. Jej proza od początku była próbą ocalenia tego, co kruche: dzieciństwa, wyobraźni, elementarnego impulsu etycznego. Interesowały ją figury wykluczone, przez które należy rozumieć dzieci, istoty słabe, postaci nieprzystosowane do brutalnej ekonomii władzy i przemocy symbolicznej. Zapamiętano ją jako autorkę języka nasyconego sensualnością, światłem i cieniem, w którym realizm społeczny splata się z imaginarium baśniowym. To pisarka, która potrafiła opisywać doświadczenie krzywdy bez patosu, a traumę bez efekciarstwa. Jej twórczość sytuowana bywa w obrębie tzw. realizmu egzystencjalnego hiszpańskiej prozy powojennej, choć kategoria ta nie wyczerpuje bogactwa jej idiomu stylistycznego ani antropologicznej wrażliwości jej narracji.

„Pierwsze wspomnienie” sytuuje się w centrum tego projektu pisarskiego. To powieść inicjacyjna, w której owa inicjacja dokonuje się w świecie pozbawionym stabilnych punktów odniesienia. Czternastoletnia Matia trafia na Majorkę, przestrzeń pozornie peryferyjną wobec frontowych wydarzeń wojny domowej. W istocie jest ona jednak głęboko naznaczoną jej logiką. Matute konstruuje tę wyspę jako mikrokosmos, w którym krzyżują się dawne resentymenty, lokalne układy władzy i nowa, wojennie usankcjonowana brutalność. Majorka nie jest więc tłem, lecz strukturą symboliczną. Przestrzenią, w której historia materializuje się w codziennych gestach, spojrzeniach i przemilczeniach.

Powieść operuje podwójną perspektywą temporalną. Narracja Matíi ma charakter retrospektywny, a tym samym dziecięce doświadczenie zostaje przefiltrowane przez świadomość dorosłą. Ten zabieg nadaje tekstowi szczególną gęstość poznawczą. Wydarzenia nie są jedynie relacjonowane, lecz interpretowane z dystansu. Matute unika tonu oskarżycielskiego. Zamiast tego proponuje analityczny opis procesów socjalizacji w warunkach opresji. Dziecięcy mikrokosmos (relacje Matíi z Borją i Manuelem) staje się modelem świata dorosłych. Polem rywalizacji, manipulacji, instrumentalizacji słabości. Borja, postać moralnie ambiwalentna, uosabia uwodzącą siłę cynizmu. Manuel figurę wykluczenia klasowego i społecznego, która budzi w Matíi impuls empatii, a zarazem pierwsze doświadczenie bezsilności wobec niesprawiedliwości strukturalnej.

Szczególnej uwagi wymaga język powieści. Proza Matute jest wysoce sensualna, nasycona obrazowością światła, cienia, upału, wiatru. Krajobraz Majorki nie pełni funkcji dekoracyjnej, lecz konstytuuje wymiar afektywny narracji. Natura w tej powieści nie łagodzi przemocy, lecz ją intensyfikuje: słońce bywa natarczywe, światło obnaża, a przestrzeń staje się medium opresji. W tym sensie „Pierwsze wspomnienie” wpisuje się w tradycję literatury, w której pejzaż współtworzy etyczny horyzont doświadczenia. Podobnie jak u Pavese czy w pewnych partiach prozy Bassaniego, gdzie topografia przestrzeni jest jednocześnie topografią pamięci i winy.

Istotny jest również motyw baśni, obecny w powieści w sposób wyraźny. Pełni on funkcję kontrapunktu wobec procesu inicjacji. Demontaż narracji dzieciństwa – utrata wiary w figury ocalenia, w krainę wiecznego trwania, nie jest tu gestem sentymentalnym, lecz epistemologicznym. Oznacza przejście od wyobraźni do porządku świadomości historycznej. Dojrzewanie Matíi jest zarazem utratą ochronnej fikcji, jaką oferuje literatura dziecięca, i bolesnym wejściem w rzeczywistość relacji władzy.

„Pierwsze wspomnienie” można czytać jako powieść o formowaniu się podmiotowości w warunkach przemocy symbolicznej i politycznej. Jej siła polega na powściągliwości. Matute nie konstruuje wielkich scen historycznych, lecz odsłania mikrofizyki władzy: drobne akty upokorzenia, codzienne rytuały wykluczenia, pozornie niewinne gesty. To książka, po której nie wychodzi się wzbogaconym o przeżycie, lecz z wewnętrznie naruszonym porządkiem widzenia.

1 komentarz:

  1. Ciekawa analiza, nie znałam wcześniej tej autorki. Szczególnie intryguje to przejście od dziecięcej wyobraźni do bolesnej świadomości historycznej, o którym piszesz. Po takim opisie czuję się zachęcona do lektury.

    OdpowiedzUsuń