Recenzja "Seks w wielkim lesie" Łukasz Łuczaj

Wydawca: Korporacja Ha!art

Liczba stron: 112


Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Premiera: 27 października 2020 rok

Zacznę może od autora, aby stopniować napięcie. Łukasz Łuczaj to polski botanik, doktor habilitowany nauk biologicznych, wykładowca akademicki, popularyzator przyrody i działacz na rzecz jej ochrony. Znany jest przede wszystkim z publikacji na temat dzikich roślin jadalnych. Jego słów i mądrości możemy szukać między innymi w książkach: „Podręcznik robakożercy czyli jadalne bezkręgowce Środkowej Europy”, „Dzika Kuchnia”  czy „Dzikie rośliny jadalne Polski. Przewodnik survivalowy”. Tym razem profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego rośliny zostawił nieco z boku (choć i o nich tu będzie), a postanowił się skupić na seksie.

Początek jest mocny. Mamy tu cytat z Biblii Tysiąclecia „Zaiste piękny jesteś mój miły, o jakże uroczy! Łoże nasze z zieleni. Belkami domu naszego są cedry, a cyprysy ścianami”. To zresztą nie jedyny cytat użyty w tej książce. W dalszych rozdziałach znajdziemy między innymi fragmenty poezji Leśmiana, esencje książek Zbigniewa Nienackiego, trafi się też motyw użyty w „Serotoninie” Michela Houellebecqa czy motto z „Bestii stylu” Piera Paolo Pasoliniego. Łuczaj wspiera więc swój wywód o dostępne źródła literaturowe oraz podania ludowe. Tym samym nadaje książce wymiar międzykulturowy i ewolucyjny.

„Seks w wielkim lesie” nie odbiega tematyką od tego, co zostało zawarte w tytule. Autor na około stu stronach i na przestrzeni kilku rozdziałów porusza różne elementy składające się na skuteczne spółkowanie w naturze. Co ważne wielokrotnie znajduje się na granicy dobrego smaku, ale na szczęście rzadko ją przekracza. Nie pławi się w pornograficznych opisach. Zamiast tego stara się ukazać pierwotny, erotyczny wymiar seksu na łonie natury. Jako doświadczony badacz tematu daje kilka ciekawych rad. Chociażby dotyczących tego, gdzie znaleźć optymalne miejsce „Najlepszym miejscem schadzki jest, o dziwo, miejsce otwarte, bo z daleka będzie widać idących ludzi. Najlepiej jeśli będzie to lekki pagórek, z kępą drzew czy krzewów, wtedy ma się jakby własną intymną warownię”. Przyznam szczerze, że gdybym sam poszukiwał stosownego terenu, wziąłbym pod uwagę miejsca zacienione. A tam, jak się okazuje, czeka całkiem sporo niespodzianek. Łuczaj przestrzega między innymi przed igłami, komarami, twardymi liśćmi. Poleca za to mech, który jest tak wygodny, jak łóżko. Odnosi się też do egzotycznych destynacji, sugerując między innymi, że tereny położone nad Morzem Śródziemnym nie nadają się do efektywnego spółkowania. Podobnie jak towarzystwo eukaliptusa - „Na eukaliptusie potniesz sobie pupę”. Albo to „Są jeszcze liany. Pnącza w Polsce są zwykle dość cienkie, ale na obszarach o cieplejszym klimacie jeden z kochanków może jeszcze jak Tarzan zawisnąć na lianie”. Wiecie na przykład dlaczego lasy świerkowe są lepsze od sosnowych? Albo czemu zwalony bukowy pień dla napalonej na siebie pary może być prawdziwym skarbem?

Książka Łuczaja to przede wszystkim zbiór ciekawostek. Jednym z atrakcyjniejszych wątków jest masturbacja. Kto by pomyślał, że chodzą po tym świecie ludzie uprawiający seks z drzewami albo kobiety lubujące się w stosunkach z grzybami. Obok tych informacji są też osobiste przemyślenia i doświadczenia autora, które bywają interesujące albo irytujące. Historia zaczerpnięta z wycieczki do Angkor Wat jest naprawdę czarująca, z kolei takie zdanie  „Z miłości do łąk preferuję cipki lekko przystrzyżone. Te całkiem wydepilowane są jak zbyt często koszony trawnik. Te całkiem niekoszone są jak łąka zarośnięta nawłocią i pokrzywami” jest po prostu niesmaczne. „Seks w wielkim lesie” to ciekawy esej, poruszający temat niszowy, dla wielu zupełnie nieistniejący. Nie do końca wiem, co ta książka mogłaby zmienić w moim życia, ale prawdę mówiąc, nie o to tu chodzi. Pozwoliła mi na chwilę przenieść się do innego świata, poznać nowe dla mnie zjawisko i ukazać pełnię jego możliwości. Całkiem nieźle się bawiłem podczas lektury. I o to przecież chodziło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz