Recenzja "Klucz" Jun’ichirō Tanizaki

Wydawca: PIW

Liczba stron: 180


Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Tłumaczenie: Anna Elliott-Zielińska

Premiera: 23 września 2020 rok

Jun’ichirō Tanizakiego bliżej przedstawiać nie trzeba. Ten klasyczny japoński pisarz zaliczany jest do grona najwybitniejszych i najpopularniejszych z Kraju Kwitnącej Wiśni ubiegłego wieku. Polski czytelnik zna już kilka książek autora oraz opowiadania, zamieszczone w zbiorach „Tydzień świętego mozołu. Opowiadania japońskie 1945–1975” i „Ballada o Narayamie. Opowieści niesamowite z prozy japońskiej”. Warto w tym miejscu podkreślić, że Tanizaki doskonale znał kulturę i literaturę europejską, największą fascynacją pozostała jednak klasyczna literatura japońska. Od najmłodszych lat był on zaznajomiony z najważniejszymi dziełami epoki  Heian, Muromachi i tak aż po Edo. W kontekście „Klucza” ma to o tyle istotne znaczenie, że epoka Heian zdominowana została przez literaturę pamiętnikarską. Napisanie w 1956 roku książki prowadzonej właśnie w formie diarystycznej, należy odczytywać jako swoisty ukłon w stronę japońskiej literatury tego nurtu. Nawiązanie o tyle cenne , że Tanizaki dzieli narrację męża i żony na dwie oddzielne historie i spisuje je w odmiennych językach: hiraganą oraz katakaną.

W przypadku „Klucza” trudno mówić o akcji. Mamy dwóch pierwszoplanowych bohaterów i dwie osoby znajdujące się w tle. Opowieść rozpoczyna pewien profesor, znajdujący się w dojrzałym wieku. Na początku roku postanawia spisać swoje przemyślenia na temat jego relacji erotycznej z młodszą o dziesięć lat żoną. Jego zwierzenia nie są proste i oczywiste. Dopuszcza się mówienia o jej szczególnych walorach, których mogą pozazdrościć inne kobiety, zauważa, że ta posiada niezaspokojony apetyt, a wreszcie opisuje swoje szalone pomysły na wzbudzenie pożądania. Sięga po całą gamę kontrowersyjnych idei, między innymi upajanie i fotografowanie nagiej żony. Wszystkie te wymyki prowadzą profesora do jednego wniosku – aby wzbudzić w sobie pożądanie, musi zaistnieć bodziec zazdrości. Korzysta więc obficie z osoby Kimury, potencjalnego narzeczonego jego córki. Proponuje mu wywołanie nagich zdjęć żony, a następnie aranżuje ich spotkania, jednocześnie wyobrażając sobie, co podczas nich się odbywa.

Opowieść z pewnością nie byłaby tak ciekawa, gdyby Tanizaki nie zaprosił do zabawy także żony profesora. Równocześnie z zapisem dziennika starszego mężczyzny, także jego życiowa partnerka zaczyna dokonywać wpisów. Między nimi zaczyna nawiązywać się niemy dialog. Zmiana perspektyw oraz wzajemne podejrzenia budują napięcie. Dusze obojga małżonków, choć dzielą tę samą przestrzeń, nigdy się nie spotykają, ani nawet nie próbują poznać. Dzienniki tylko pozornie wypełnione są tajemnicami i istotnymi prawdami, ponieważ każde słowo jest w nich starannie dobrane, mając na uwadze partnera skłonnego do szpiegowana. Czytelnik do końca nie dowie się, jak tak naprawdę wyglądało ich realne. Mamy dostęp tylko do pamiętników, gdzie wszystko jest przedstawione przejrzyście i chronologicznie. Na końcu autor dokonuje swoistego podsumowania i rozrachunku. Ta część książki jest jednocześnie najsłabszą. Aby zrozumieć, dlaczego pisarz zdecydował się na taki krok, warto uzmysłowić sobie jakie kontrowersje wzbudziła książka w 1956 roku. Publikowana w odcinkach, podzieliła społeczeństwo japońskie. Oburzenie wynikało przede wszystkim z wpisów dokonywanych przez męża. Czy można im się dziwić, biorąc pod uwagę obecność między innymi takich zdań: „Robiłem jej zdjęcia zupełnie nagiej, z przodu i z tyłu. Fotografowałem także w detalach najmniejsze fragmenty jej ciała. Nadawałem jej rękom i nogom przeróżne formy, wykręcając je, zginając, rozciągając i obracając, co pozwoliło mi na uzyskanie ujęć z najdziwniejszych kątów”? Książkę oskarżono nawet o deprawowanie społeczeństwa, a sam autor był wspomniany w parlamencie jako ten, który łamie tabu. Sam Tanizaki przyznał, że pod wpływem tej nagonki, zmienił pomysł na rozwój akcji.

Można też „Klucz” czytać jeszcze inaczej. Tanizaki mówi przecież o prawdziwej japońskiej świadomości społecznej i rodzącym się otwieraniu za zachodnią kulturę. Dokonuje tego za pomocą pozornie przyziemnych wskazówek, na przykład opisując zauroczenie Ikuko Kimurą dzięki podobieństwu tego drugiego do amerykańskiego aktora Jamesa Stewarta. Zauważa, że ​​pociągała ją jego jasna skóra, która kontrastowała z ciemniejszymi odcieniami Japończyków. Podobnie używanie różnego rodzaju kolczyków  do kimona było swego rodzaju symbolem niewierności nie tylko tradycji, ale też mężowi. Ikuko idzie zresztą dalej. Pod wpływem rady swojej córki, umawia się z Kimurą w hotelu dla par, gdzie przy świetle dnia, dokonuje systematycznej zdrady. Opis tych zdarzeń należy zestawić z wcześniejszymi zwierzeniami męża, który nazywa stosunki z żoną typowymi i pozbawionymi namiętności. Dokonywane przy zgaszonym świetle, pozwalały zachować żonie poczucie skromności.

„Klucz” mógłby być arcydziełem, gdyby Tanizaki poprowadził narrację zgodnie ze swoim pierwotnym zamysłem. Jednak nawet mimo wycofania i złagodzenia końcówki, należy uznać ten utwór za bardzo dobry. Zapamiętam go z doskonałej konstrukcji, ale także z nietypowego i dosadnego zobrazowania rodzącej się obsesji i sadomasochizmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey