Recenzja "Człowiek do przeróbki" Alfred Bester

Wydawca: Rebis

Liczba stron: 296


Oprawa: zintegrowana

Tłumaczenie: Andrzej Sawicki

Premiera: 20 października 2020 rok

Polski czytelnik kojarzy Alfreda Bestera z dwóch książek: „Gwiazdy moim przeznaczeniem” oraz „Człowieka do przeróbki”. Najpierw wydał je Amber, później przypomniał Solaris, a wreszcie obecnie Rebis włączył do już kultowej serii Wehikuł Czasu. Wszystkie wersje powieści oparte są na tłumaczeniu Andrzeja Sawickiego, doskonale znanego z przekładów książek Arthura C. Clarke'a, Roberta A. Heinleina czy Kira Bułyczowa. Warto w tym miejscu przypomnieć, że „Człowiek do przeróbki” to pierwszy, historyczny zwycięzca nagrody Hugo oraz powieść, która znalazła się wysoko w notowaniach International Fantasy Awards w roku 1954.

Akcja książki została osadzona w XXIV wieku, w rzeczywistości zamieszkiwanej przez ludzi i esperów. Jest to futurystyczny świat, w którym nie ma zbrodni, przyszłość można przewidzieć, a winnych ukarać, zanim popełnią potencjalne przestępstwo. Wszystko dzięki zdolności odczytywania cudzych myśli, którą posiedli esperowie. Okupują różne stanowiska: od ochroniarzy i gospodyń wiejskich, przez policjantów, aż do psychiatrów.  Potrafią przewidzieć zachciankę na obiad, wywęszyć jakiś szwindel, czy dokopać się do prawdziwych powodów smutku. Zdolność telepatyczna jest u nich wrodzona i dziedziczna, ale u osób pozbawionych regularnego treningu, może pozostać ukryta. W świecie Bestera istnieje gildia, której celem jest doskonalenie umiejętności telepatycznych Esperów, ustalanie i egzekwowanie zasad etycznego postępowania oraz zwiększanie populacji poprzez małżeństwa mieszane. Ciekawe jest spojrzenie na tę grupę społeczną w kontekście zasad i norm panujących w naszej rzeczywistości. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że tym jedynym Esperem odrzuconym przez współbraci był Jerry Church. To właśnie on pomógł Reichowi w łamaniu prawa dla realizacji biznesowych zamiarów, a na końcu otrzymał możliwość nawrócenia i rehabilitacji popełnionych czynów. Coś mi mówi, że nazwisko Churcha nie jest tu przypadkowe.

Skoro o Reichu mowa to warto go bliżej przedstawić. Jest właścicielem potężnej korporacji, bezwzględnym czarującym mężczyzną, który nie boi się wydawać wyroków skazujących. Jego głównym celem stał się szef konkurencyjnego kartelu, a nadrzędnym zadaniem – ominięcie pułapek stawianych przez esperów. Zadanie niemożliwe, a jednak dzięki wpływom i kurtuazji, całkiem realne do osiągnięcia. Bester nie mówi jednak tylko o zbrodni, ale też o karze. Za każde wykroczenie przeciwko panującemu porządkowi należy się konsekwencja, niezależnie czy jesteśmy akurat w czasach historycznych, czy w futurystycznej przyszłości.

Książki traktujące o dalekiej przyszłości potrafią zaskakiwać i intrygować różnymi elementami: wiarygodnie odmalowanym, nowym światem; pełnokrwistymi postaciami; przesłaniem, które należy odczytywać także w kontekście bieżących wydarzeń, czy wreszcie opisami technologii. „Człowiek do przeróbki” wybija się na tle podobnych powieści czymś innym. Mam tu na myśli dobrze przemyślaną i skonstruowaną akcję. Nie mogę zbyt wiele mówić o szczegółach, aby nie zdradzić całego pomysłu autora na rozwiązanie intrygi, co jest o tyle ważne, że sam w sobie był w tamtych czasach czymś naprawdę nowatorskim. Bester umiejętnie myli tropy, używa dokładnie tyle ślepych uliczek, ile trzeba, pozwala czytelnikowi na włączenie się w rozwój zdarzeń, ani przez moment nie ustawiając się w roli wszystkowiedzącego Boga. Stworzył naprawdę pasjonujący, surrealistyczny melodramat, będący zgrabnym połączeniem bujnej wyobraźni, praw nauki i schematów charakterystycznych dla kryminałów. Szybkie tempo wcale nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, staje się wyznacznikiem nowej rzeczywistości, co doskonale koresponduje mi z tym, co obecnie widzę na świecie. To naprawdę dobra i niegłupia rozrywka. Idealna na trudne czasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey