Recenzja "Głodne kamienie" Rabindarath Tagore

Wydawca: CM

Liczba stron: 256

Oprawa: miękka

Premiera: luty 2020 r.

Wydawnictwo CM nie należy może do faworytów polskich mediów, ale trzeba przyznać, że w ich ofercie możemy znaleźć całkiem pokaźną grupę książek znanych i cenionych autorów. Mikołaj Gogol, Iwan Turgieniew, Victor Hugo,William Skahespeare, Anatole France, Michaił Bułhakow, Edgar Allan Poe czy Oscar Wilde, to tylko kilka nazwisk, przy których warto się pokłonić. Na początku 2020 roku do tego grona dołączył też, dziś już nieco przykurzony, Rabindarath Tagore ze swoim zbiorem opowiadań „Głodne kamienie”.

Wyjątkowość dzieł Tagore wynika wprost z jego doświadczeń i zainteresowań. A te były co najmniej nietuzinkowe. Urodził się 7 maja 1861 roku w Kalkucie jako najmłodszy syn, liczącej piętnaście osób familii. Wychował się w zamożnej rodzinie, dzięki czemu mógł odebrać wykształcenie oraz podróżować po świecie. Jako dwudziestodwulatek poślubił młodszą o trzynaście lat Mrinalini Devi. Gdy tej wybił dwunasty rok życia, urodziła im się córka Madhurilata. Już wtedy Tagore miał za sobą debiut. W 1887 roku opublikował w czasopiśmie literackim Bharati opowiadanie „Żebraczka”. W późniejszych latach sięgał także po wiersze, powieści, sztuki teatralne, nowele i eseje. Był też kompozytorem, o czym warto pamiętać. Stworzył ponad dwa tysiące pieśni i hymnów, a dwa z nich: „Jana Gana Mana” i „Amar Shonar Bangla” są do dziś hymnami narodowymi odpowiednio Indii i Bangladeszu. W latach dwudziestych XX wieku zajął się malarstwem i z powodzeniem wystawiał swoje prace w Berlinie, Monachium, Moskwie, Paryżu czy Nowym Jorku. Założył też uczelnię, pisywał podręczniki i nakręcił film, który w kiepskiej wersji można bez problemu znaleźć w Internecie. W 1913 roku otrzymał Literackiego Nobla  za „pełne głębokiego uczucia, oryginalne i przepiękne wiersze, w których z wyjątkowym mistrzostwem wyraziło się jego myślenie poetyckie, będące, według jego własnych słów, częścią literatury Zachodu”. Był pierwszym Azjatą i, jak dotąd, jedynym indyjskim pisarzem uhonorowanym tym wyróżnieniem.

„Głodne kamienie” to jedno z ostatnich dzieł Tagore, wydane w 1916 roku po angielsku i siedem lat później po polsku. Składa się na niego ponad dwadzieścia opowiadań pisanych w różnych momentach życia autora. Warto tu zaznaczyć, że twóca dramatu pt. „Poczta” urodził się w początkowym okresie Renesansu Bengalskiego, w przyszłości stając się jednym z najznamienitszych jego przedstawicieli, obok Ishwara Chandra Widjasagara, Bankima Chandra Chatterjee czy Raja Ram Mohan Roy (niestety według mojej wiedzy na polski nieprzekładanych). Był to okres ożywienia życia społecznego, politycznego i kulturalnego, w szczególności zaś literackiego. Popularnością cieszyły się takie wartości jak: równość społeczna, emancypacja kobiet, powszechna oświata, modernizacja gospodarcza czy zmiana modelu rodziny. Przedstawiciele tego nurtu postulowali powszechny obowiązek szkolny dla dziewcząt, zlikwidowanie zwyczaju pardy, zniesienie mody na palenie wdów na stosach pogrzebowych mężów, prawo do powtórnego małżeństwa dla owdowiałych kobiet czy wdrożenie zakazu wydawania za mąż dzieci oraz wielożeństwa. I choć sam Tagore poślubił dziewięciolatkę, a swoje dwie córki wydał za mąż w wielu dziesięciu i piętnastu lat, z większością zaleceń Renesansu Bengalskiego się zgadzał i obficie wplatał w swoją twórczość. 

 Te postulaty widać także w opowiadaniach zebranych w tomie „Głodne kamienie”. Bohaterki Tagore to często kobiety niezależne. W „Maszi” żona umierającego męża, mimo sprzeciwu szwagierki, wyrusza do swojej rodziny, aby móc uczestniczyć w uroczystości annaprasam. W „Był sobie król” Tagore odwraca role – rozeźlony król przysięga, że poślubi swoją piękną córkę pierwszemu mężczyźnie, którego ujrzy na progu domu. Tak też się dzieje, a wybrankiem zostaje siedmioletni chłopiec. W „Powrocie” pisarz nakreśla obraz samotnej matki, która nie daje sobie rady z wychowaniem niesfornego Fatika. Dopiero jego wyjazd, samotność i lokalny ostracyzm, wypełnią go utęsknieniem i miłością do rodzicielki. Kwestię wielożeństwa pięknie portretuje „Kuma”. Jest to opowieść o młodej mężatce, która po urodzeniu martwego dziecka zaczyna tracić wzrok. Leczona nieudolnie przez swojego męża, studenta medycyny, po pewnym czasie ślepnie całkowicie. Po latach takiego małżeństwa, znudzony mąż znajduje sobie inną miłość. W „Śmierci Kadambini” Tagore ukazuje ducha kobiety, która po śmierci została wyniesiona do spalenia na brzeg rzeki. Ów duch nie wiedząc co ze sobą czynić wyrusza w podróż do mieszkania przyjaciółki. Nie można też pominąć wątku pogłębiania wiary przez kobietę, ukazanego w „Uratowanej”.

Kwestia emancypacji kobiet nie jest jedyną, do jakiej odwoływał się Noblista. Równie ważna była dla niego krytyka polityki przypochlebiania się Anglikom („Koronujemy cię na króla”), chęć ukazania realiów życia na prowincji bengalskiej („Babu z Najandżor”), chęć podjęcia rozważań na temat miłości niespełnionej („Noc ziszczenia”), chęć poruszenia problemu nienawiści, przemocy i nietolerancji wpisanych w pojęcie patriotyzmu („Odwet”) oraz odwołanie się do legend i wierzeń lokalnych („Szkielet”). Motywów jest tu jeszcze więcej, a każda historia domaga się indywidualnej, pogłębionej interpretacji. Rabindranath Tagore był największym indyjskim humanistą. W swoich opowiadaniach wysławiał dobro, miłość i szacunek dla drugiego człowieka. W wielu narracjach stanowczo sprzeciwiał się konserwatyzmowi, tradycyjnej zaściankowości, ksenofobii i wątpliwym wartościom moralnym. Bohater Tagore to człowieka empatyczny, nawet jeśli popełnia błędy. Pisarz upatruje w nim boskich cech, wierzy że każda istota jest kreatorem swojego własnego przeznaczenia. Najbardziej godnym zaufania jest jednak młody człowiek, bo to w nim należy upatrywać nadziei na wyjście z panującego, błędnego systemu. W tym sensie proza Tagore, nawet jeśli pisana już dzisiaj w nieco archaiczny sposób, pozostaje aktualna. Jego przypowieści mają moc uniwersalizmu, szybko adaptują się do różnych czasów i przestrzeni. Zatem na pytanie, czy czytać „Głodne kamienie”, odpowiem innym pytaniem – Czemu jeszcze tego nie zrobiliście?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey