Najlepsze premiery filmowe w polskich kinach w 2018 roku zdaniem Melancholia Codzienności


Dusza i ciało – Idiko Enyedi

Ubiegłoroczny zwycięzca z Berlina na przemian poraża prozaicznym realizmem i ulotną subtelnością.  To bardzo refleksyjna, dobrze zagrana, snuta w wolnym tempie przypowieść o bólu i strachu nadwrażliwych ludzi, poruszających się w dwóch całkowicie sprzecznych wymiarach, cielesnym i duchowym, bezskutecznie próbując je jakoś ze sobą dopasować. 



Niemiłość - Andriej Zwiagincew

Choć najnowszy film rosyjskiego reżysera nie urzeka tak, jak jego poprzednie produkcje, trudno odmówić mu subtelności i lirycznej metaforyczności. Pięknie skomponowane kadry w połączeniu z unikalną, ambientową ścieżką dźwiękową sprawiają, że "Niemiłość" ogląda się jakbyśmy przebywali w stanie hipnozy.



Winni – Gustaw Moller

To szokujące, jak wiele emocji można zawrzeć w minimalnej ilości kadrów. Pod przykrywką rozrywkowej akcji, reżyser umieszcza dramat jednostki i pozwala mu swój problem „przegadać” i „przetrawić” na błędach dotykających kolejnych osób. Jesteśmy  świadkami psychoterapii człowieka uwięzionego w oku kamery, jednostki znajdującej się na samym szczycie emocjonalnej karuzeli życia. Doskonały film, półtorej godziny absolutnej kinowej hipnozy. 



Party - Sally Potter 

Krótki, trwający nieco ponad godzinę, film zrealizowany przez Sally Potter mówi o tym wszystkim, co kryje się pod fasadą światopoglądowych frazesów. To przeniesiony na ekrany kin dramat, poruszający temat kryzysu zaufania, w czasach pseudoprawdy. To też zwarta tragifarsa w stylu retro na temat demokracji i towarzyskiej hipokryzji. 



Dogman – Matteo Garrone

Najnowsze dzieło twórcy Gomorry to fascynujące studium istoty zależnej. Stanowi przeciwieństwo klasycznego tematu wycofanego samotnika. Warto je znać przede wszystkim ze względu na niesamowitą rolę Marcello Fonta, który podobnie jak czynili to dawniej Buster Keaton czy Roberto Benigni potrafił połączyć i oddać wewnętrzne sprzeczności człowieka wrzuconego w spiralę zła. Dogman to także polemika z archetypem mężczyzny, szczególnie aktualny pejzaż złożoności męskiej psychiki. 



Płomienie - Chang-dong Lee

„Płomienie” to film, który dobrze oglądać w ciszy i spokoju. Reżyser snuje swoją opowieść bardzo powolnie, lepi namiastki fabuły, by za chwilę zburzyć ich sens i pozostawić nas z wrażeniem snu na jawie. To dzieło ascetycznie piękne i melancholijnie ujmujące. Lee bawi się konwencją, krąży gdzieś między tragiczną historią miłosną, alegorią współczesnej sytuacji społecznej i politycznej w Korei, rodzinną psychodramą i mrocznym thrillerem z niewyjaśnioną intrygą. 



Trzy twarze - Jafar Panahi

„Trzy twarze” nie są socjologiczną rozprawą na temat łamania praw człowieka czy kondycji systemu patriarchalnego w Iranie. To raczej historia utrzymana w napiętej, ale także humorystycznej tonacji sąsiedzkiej pogawędki. Opowieść utkana z codziennych, pozornie niezainscenizowanych rozmów, gdzie przed szereg wychodzą kwestie kultury irańskiej, przywar narodowych i dysonansu społecznego. Wszystko to nakręcone w dobrze nam znanej z poprzednich dzieł stylistyce, tym razem nieco urozmaiconej i poprowadzonej z większym dystansem. Ciekawy przykład kina autorskiego, które nie potrzebuje sztucznej głębi i widowiskowości, aby mogło zostać docenione w świecie. 





Choć za współczesnym kinem amerykańskim nie przepadam, trudno nie wspomnieć przy podsumowaniu o tej produkcji. McDonagh z lekkością, ale także z niewysłowioną brutalnością i wyrazistymi akcentami czarnej komedii, tworzy film ukazujący chorobę społeczeństwa, które zapomniało jak współpracować i dumnie kroczyć w przyszłość. To dzieło niezwykle uniwersalne i potrzebne wszędzie tam, gdzie człowiek człowiekowi pozostaje wilkiem.  



Roma - Alfonso Cuaron

"Roma" jest przede wszystkim hołdem złożonym dla szczegółów technicznych dzieła filmowego. Poszczególne kadry zniewalają swoją estetyką, a scena parkowania pojazdu już teraz przeszła do historii kina. Także w warstwie fabularnej dostrzec możemy w produkcji Cuarona chęć poszukiwania głębi. "Roma" zestawia ze sobą dwa światy kobiet, a dzięki powolnej i surowej narracji uwidacznia w tych małych dramatach ogrom problemów, z jakimi boryka się aktualnie świat.


5 komentarzy:

  1. Żadnego z tych filmów ,niestety nie oglądałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba mam sporo do nadrobienia. Tylko jeden film widziałam.
    Ale wpadłam tutaj żeby Cię zaprosić do wyzwania, które jeszcze nie "umarło" - Czytamy nowości również w 2019 roku. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Niemiłość" i "Trzy billboardy za Ebbing" widziałam. Miano najlepszych w pełni zasłużenie. Pozostałe muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niemiłość i płomienie chętnie obejrzę :) Ten drugi już mam na liście filmów do obejrzenia, a teraz ląduje w nim jeszcze ten pierwszy ☺

    OdpowiedzUsuń

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey