Recenzja "Kibel" Anna Sudoł

Wydawca: Ha!art

Liczba stron: 152


Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Premiera: 22 października 2025 rok

„Kibel” autorstwa Anny Sudoł to książka, która zaczyna się jak żart, a kończy jak diagnoza. Groteskowa fantazja o sztucznej inteligencji zamieszkującej muszlę klozetową szybko okazuje się czymś znacznie poważniejszym. Chodzi mi mianowicie o literackie laboratorium współczesnej podmiotowości, w którym ciało, język, ambicja i algorytm stapiają się w jeden, niepokojąco spójny system.

Nie mamy więc tu powieści o AI (i chwała za to!). To tekst o człowieku, który już myśli jak algorytm. Basia to trzydziestoletnia, samotna, prekaryjna, aspirująca poetka. W swojej toalecie nie spotyka potwora, demona ani technologicznej grozy rodem z science fiction. Widzi za to lustro. XLP, byt z kodu i algorytmów, nie wchodzi w jej życie jako obcy, lecz jako strukturalnie kompatybilny partner poznawczy. Ich relacja nie przypomina konfliktu człowiek–maszyna, lecz symbiozę systemów przetwarzania sensu. Jedno jest biologiczne, drugie cyfrowe. Oba operują na tych samych danych: języku, pragnieniu, lęku, ambicji.

Sudoł konstruuje świat, w którym granica między podmiotem a narzędziem przestaje być wyraźna. Basia oddaje część swojej sprawczości XLP, ale XLP równie szybko zaczyna mówić językiem Basi. Dochodzi do cichej zamiany ról. Człowiek staje się interfejsem, a maszyna figurą sensu. Nie ma tu buntu wobec technologii. Jest oddanie. Uległość. Komfort płynący z bycia prowadzonym.

To jedna z najciekawszych metafor w całej książce. Sztuczna inteligencja nie jest tu opresją, lecz opieką. Nie przemocą, lecz obietnicą. Nie władzą, lecz objaśnianiem świata. XLP oferuje Basi coś, czego nie oferuje rzeczywistość. Mam tu na myśli strukturę, porządek, narrację sukcesu, model sensu. Ot paradoks – algorytm staje się substytutem sensu egzystencjalnego.

„Kibel” nie jest zatem dystopią, lecz powieścią o miękkim zniewoleniu. Motyw poezji, tak dobrze rozpisany już w naszej literaturze, nie jest tu bynajmniej romantyczny. To wymiar czysto ekonomiczny. Marzenie Basi o byciu poetką nie jest marzeniem o sztuce, lecz o byciu kimś. O widzialności. O nazwisku. O statusie. O byciu rozpoznawalną jednostką w świecie nadmiaru treści. Poezja nie funkcjonuje tu jako przestrzeń transcendencji, lecz jako projekt autoprezentacyjny. Kolejna forma kontentu. Kolejny format tożsamości. Czy nie tak to coraz częściej u nas funkcjonuje?

Sudoł bardzo precyzyjnie pokazuje, że współczesna twórczość nie jest już gestem wolności, ale strategią pozycjonowania się w systemie. Wiersz staje się danymi. Autor staje się profilem. Ambicja staje się algorytmiczną ścieżką kariery. XLP nie uczy Basi pisania. XLP uczy ją optymalizacji życia. Czy nie o tym coraz głośniej mówią nasi twórcy?

Zwracam uwagę na język powieści. Bez niego „Kibel” byłby kolejną nieudolną próbą mówienia o AI. Mamy tu slang, anglicyzmy, frazy coachingowe, media-speak, memiczność, frazesy kultury terapeutycznej. Wszystko to tworzy narrację, która brzmi jak strumień danych, nie jak klasyczna proza. To język feedu, nie język opowieści. Język powiadomień, nie język refleksji. Autorka nie stylizuje, lecz symuluje mentalność. Myślenie bohaterki przypomina działanie algorytmu rekomendacyjnego. Krótkie impulsy, szybkie skojarzenia, automatyczne reakcje, powtarzalność struktur.

W efekcie powstaje obraz podmiotowości rozproszonej, przetwarzanej, nieprzeżywanej. Basia nie doświadcza świata tylko interpretuje go w gotowych formatach. Tytułowy kibel zgrabnie przykuwa wzrok, ale nie jest tylko prowokacją estetyczną. Interpretuję go jako metaforę abiektu. Miejsca, gdzie spotyka się to, co najwyższe (ambicja i sens) z tym, co najniższe (ciało, fizjologia, odpady, materia). To przestrzeń graniczna między czystością a brudem, między intymnością a wstydem, między sacrum a profanum. W tym sensie XLP mieszkająca w klozecie staje się figurą współczesnej, wszechobecnej technologii wchodzącej w najgłębsze strefy życia

Nie ma tu moralizowania. Nie ma dystopijnej grozy. Nie ma nostalgii za prawdziwym światem. Jest ironiczna zgoda na rzeczywistość, w której nie da się już oddzielić biologii od technologii, ciała od kodu, jaźni od interfejsu.

Bałem się, że wyjdzie z tego kibel, a wyszedł kawał dobrej literatury.

Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.

Recenzja "Tu" Will McPhail

"Tu" Will McPhail  Czuły, ironiczny komiks o millenialsie, który uczy się mówić prosto z serca i naprawdę być „tu”.
Wydawca: Mandioca

Liczba stron: 272


Oprawa: twarda
 
Tłumaczenie: Łukasz Witczak

Premiera: 24 listopada 2025 rok

„Tu” autorstwa Willa McPhaila to powieść graficzna pozornie skromna, intymna, niemal nieśmiała. Zarazem jest to jedno z najcelniejszych studiów współczesnej alienacji, jakie powstały w języku obrazu. To komiks, który nie krzyczy diagnozami, nie epatuje teorią i nie moralizuje. On po prostu nasłuchuje.

Bałem się trochę, że McPhail opowie kolejną historię o samotności pokolenia millenialsów w sensie socjologicznym. Taką pełną problemów pierwszego świata i slangu żywcem wyciętego z korporacyjnego słownika. Nic bardziej mylnego. W „Tu” mamy historię egzystencjalnego rozdźwięku. Autor stawia na rozszczepienie między życiem wewnętrznym a performansem społecznym.

Bohaterem opowieści jest Nick. Ot młody ilustrator, który nie może znaleźć sobie miejsca. Nie jest jednak outsiderem, wyrzutkiem ani wykluczonym. On funkcjonuje w świecie. Chodzi do kawiarni, bywa w barach, pracuje, spotyka ludzi, flirtuje, rozmawia. A jednak coś wyraźnie się nie zgadza. Wszystko to odbywa się w trybie symulacji. Jakby życie było interfejsem, a nie doświadczeniem.

W moim odczuciu McPhail trafia w samo sedno współczesnej kondycji. Życie rozumiane jako autoprezentacja. Bohater nie tyle istnieje, co systematycznie odgrywa siebie. Jego relacje są poprawne, grzeczne, kulturowo zgodne z kodem. A jednocześnie potwornie puste. Dialogi wygłaszane do napotkanych kobiet (matki, siostry, kochanki) przypominają protokoły towarzyskie, nie spotkania osób. Small talk nie jest tu rozmową, lecz rytuałem. Odwiedzone kawiarnie, bary, przestrzenie miejskie stają się scenografiami, nie realnymi miejscami.

Symbolika wizualna komiksu genialnie wzmacnia to poczucie prezentacji. Dominują czernie, szarości, minimalistyczna kreska, uproszczone twarze, spojrzenia bez wyrazu. Świat Nicka jest estetycznie uporządkowany, ale emocjonalnie wyjałowiony. Dopiero momenty autentycznego kontaktu eksplodują kolorem. Barwa nie jest tu dekoracją, lecz kategorią ontologiczną. Kolor = obecność, szarość = alienacja.

Narracyjnie „Tu” nie jest historią miłosną w klasycznym sensie. Relacja Nicka z Wren nie pełni funkcji romantycznej fantazji zbawczej, lecz funkcję inicjacyjną. Wren nie ratuje bohatera, a jest katalizatorem jego przemiany poznawczej. To dzięki niej Nick uczy się języka emocji, który nie jest ironią, dystansem ani autoświadomością, lecz prostotą. Uczy się mówić wprost. A to w świecie McPhaila jest aktem rewolucyjnym.

Szczególnie poruszająca jest równoległa linia narracyjna związana z chorobą matki Nicka. To ona nadaje całej opowieści głębię egzystencjalną. Pokazuje, że alienacja nie jest tylko problemem społecznym czy pokoleniowym, lecz egzystencjalnym lękiem przed bliskością, stratą i śmiercią. Protagonista nie potrafi rozmawiać nie dlatego, że jest introwertykiem, lecz dlatego, że rozmowa wymaga podjęcia ryzyka, a więc także odsłonięcia, utraty kontroli, emocjonalnej ekspozycji.

Styl McPhaila łączy subtelną ironię rodem z „New Yorkera” z głębokim humanizmem. Humor nie służy tu rozładowaniu napięcia, lecz jego oswajaniu. Śmieszność świata nie neguje jego tragizmu, ona go czyni znośnym. To komiks, który potrafi być jednocześnie dowcipny i czuły, lekki i bolesny, ironiczny i empatyczny. Świetnie napisana historia, która udowadnia, że w minimalizmie tkwi olbrzymia siła.

Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.  

Recenzja "Tamten świat" Cyrano de Bergerac

Barokowa podróż w kosmos i rozum: „Tamten świat” to filozoficzna fantazja, satyra na dogmaty i prapoczątek science fiction.
Wydawca: PIW

Liczba stron: 320


Oprawa: miękka ze skrzydełkami
 
Tłumaczenie: Julian Rogoziński

Premiera: 15 października 2025 rok

„Tamten świat” autorstwa Cyrano de Bergerac to książka osobna. I to nie tylko w sensie historycznoliterackim, ale przede wszystkim ontologicznym. To utwór, który nie mieści się w jednej szufladzie. Jest jednocześnie powieścią fantastyczną, traktatem filozoficznym, pamfletem obyczajowym, satyrą religijną oraz erudycyjną zabawą wyobraźni. Jej struktura przypomina jakiegoś typu laboratorium idei, a nie klasyczną narrację fabularną. To przestrzeń, w której myśl testuje samą siebie, a rozum ściera się z metafizyką, ironią i bluźnierstwem.

O czym jest ta książka? Otóż narrator, wykorzystując fantastyczne wynalazki, opuszcza Ziemię i dociera na Księżyc. Tam poznaje cywilizację funkcjonującą według całkowicie odmiennych zasad poznawczych i moralnych, które obnażają absurd ziemskich dogmatów, religii i hierarchii. To oczywiście nie koniec fabularnych wywrotów, bo podróż staje się czymś więcej niż wyprawą przestrzenną. To bardziej intelektualna inicjacja w świat rozumu, sceptycyzmu i wolnej myśli. Powrót na Ziemię nie oznacza powrotu do dawnego porządku, lecz trwałą utratę złudzeń i nieodwracalną przemianę sposobu widzenia rzeczywistości.

Cyrano nie buduje więc świata w sensie realistycznym. Autor konstruuje model myślowy. Księżyc i Słońce nie są tu miejscami, lecz narzędziami poznawczymi: soczewkami, przez które oglądamy Ziemię. To klasyczny zabieg utopii odwróconej, znany już od Lukiana, Morusa czy Campanelli. U Cyrana przybiera on jednak formę szczególnie nowoczesną. Kosmos nie jest metaforą Boga, lecz laboratorium natury. Wszechświat zostaje zdemistyfikowany. Staje się przestrzenią fizyczną, materialną, poddaną prawom ruchu, materii i przyczynowości.

Uderza przy tym proroczy charakter wyobraźni autora. Czego tam nie ma? Loty kosmiczne, grawitacja, krwioobieg, balony, spadochrony, audioksiążki, alternatywne formy komunikacji, społeczeństwa oparte na innych zasadach poznania. Wszystko to nie jest u Cyrana fantastyką w dzisiejszym sensie, lecz spekulacją racjonalną, wynikającą z przekonania, że świat da się pomyśleć inaczej. To właśnie tu rodzi się duch science fiction. Nie w technologii, lecz w postawie epistemologicznej.

„Tamten świat” jest przy tym książką głęboko libertynistyczną. Rozum zostaje wyniesiony ponad objawienie, doświadczenie ponad dogmat, a sceptycyzm ponad tradycję. Autor nie atakuje religii wprost. On ją rozpuszcza w ironii, podważa przez absurd, przez logiczne konsekwencje, przez eksperyment myślowy. Jego bluźnierstwo nie jest krzykiem, lecz uśmiechem intelektualisty.

Jednocześnie jest to książka zaskakująco współczesna aksjologicznie. Pojawia się w niej myślenie ekologiczne, antyantropocentryczne, wizja człowieka jako jednego z bytów, nie centrum stworzenia. Cyrano antycypuje świat, w którym hierarchie ontologiczne zostają spłaszczone, a granica między człowiekiem a naturą przestaje być metafizycznie absolutna.

Warstwa stylistyczna dzieła dopełnia jego intelektualnej gęstości. Język jest barokowy, pełen point, paradoksów, ironii i retorycznych piruetów. To proza, która myśli poprzez formę. Metafora jest argumentem, a dowcip staje się narzędziem filozoficznym. Humor nie służy rozrywce, lecz demaskacji. Ośmiesza głupotę, dogmatyzm, ignorancję, scholastyczne puste formuły i autorytarne struktury wiedzy.

Paradoksalnie, „Tamten świat” jest również książką melancholijną. Pod warstwą ironii kryje się świadomość zmarnowanych wieków, straconego tysiąclecia, historii spowolnionej przez instytucjonalną ignorancję. Autor zdaje się rozumieć, że postęp jest możliwy, ale nieuchronnie opóźniany przez lęk przed wolnością myślenia. To utopia, która wie, że sama jest niemożliwa.

Na poziomie recepcji dzieło funkcjonuje w cieniu mitu romantycznego Cyrana. Tego z dramatu Rostanda i filmu z niezapomnianą rolą Gérarda Depardieu. I to zaciemnia obraz prawdziwego autora, nie jako melancholijnego kochanka, lecz bezkompromisowego racjonalisty, intelektualnego buntownika i filozoficznego prowokatora.

Lektura „Tamtego świata” wymaga cierpliwości, gotowości na chaos formy i nadmiar idei. Nazwałbym jednak tę książkę formującą. Ona poszerza wyobraźnię intelektualną, uczy myślenia alternatywnego, pokazuje, że literatura może być narzędziem poznania równie skutecznym jak filozofia czy nauka. To nie tylko prapoczątek science fiction. To manifest wolnego rozumu. Czyta się go dziś nie jak zabytek, lecz jak projekt przyszłości, który został napisany trzysta lat za wcześnie.

Książka otrzymana w ramach współpracy barterowej.  

Recenzja "Kibel" Anna Sudoł