Recenzja "Historia przemocy" Edouard Louis

Wydawca: Pauza

Liczba stron: 192
 
Oprawa: miękka ze skrzydełkami


Premiera: 8 sierpnia 2018 r.

Edouard Louis, czy też raczej Eddy Bellegueule urodził się w Hallencourt na północy Francji, małej miejscowości leżącej nieopodal Amiens. Pochodzi z ubogiej rodziny. Jego ojciec, były robotnik fabryczny, po wypadku trafił na bezrobocie, zaś matka dorabia okazjonalnie w branży turystycznej. Trudna sytuacja życiowa rodziny wpływała na nastroje, które z upływem czasu, wraz z nasileniem rasizmu i alkoholizmu, stały się przyczynkiem do podjęcia przez młodego Eddy’ego twórczości literackiej. Mimo młodego wieku, pisarz ma w swoim dorobku już trzy powieści, w których wciąż powracają tematy socjologiczne, wykluczenie społeczne, nietolerancja i ubóstwo.

„Historia przemocy” to autobiograficzna nowela podejmująca wątek ataku, gwałtu oraz próby popełnienia morderstwa w wigilijny wieczór 2012 roku, a także wpływu tego zdarzenia na psychikę młodego człowieka. Louis już na starcie wykazał się olbrzymią odwagą, dzieląc się z czytelnikami przeżytą traumą. Mało jednak tego, francuski pisarz radykalnie demaskuje i kwestionuje każdy wymiar zachowania ofiary oraz agresora i konfrontuje go z myślami osób trzecich – siostry i przyjaciół (pisarza Didier’a Eribona oraz filozofa Geoffroy’a de Lagasnerie). To taki rodzaj prozy, który portretuje przestrzeń ludzkiej izolacji, zagubienia oraz towarzyszącego mu rozgoryczenia i niezrozumienia. Louis stworzył przerażające studium wewnętrznej niepewności, pustki i napisał o rozpaczliwych próbach walki z okrucieństwem, które naznaczyło go na zawsze.

Zagubienie to podstawowy element wyznaczający ramy codzienności narratora. Edouard jednocześnie nienawidzi tego co mu się stało i nie może przestać o nim rozmawiać, obwinia się, swoją naiwność i małą spostrzegawczość, a przy tym próbuje zrozumieć motywy i formy powstawania przemocy. Usuwanie przedmiotów i śladów gwałtu, przewijają się z coraz bardziej osobistymi i szczegółowymi opisami bezradności. W tej powieści uwiera wszystko – od despotyzmu i przedmiotowego traktowania, aż po drażniący zapach, który mimo upływu czasu nadal nie chce wywietrzeć z życia. Nieprzypadkowo pisarz posłużył się stopniową rekonstrukcją zdarzeń, która daleko wykracza poza sam akt bezprawia i sięga do innych opowieści o pogwałcaniu ludzkich praw, które naznaczyły młodość artysty. Louis pisze o ludziach z marginesu: o ojcu swojego oprawcy, który nie może odciąć się od rasistowskich ataków, o starszej kobiecie, wyklętej ze swojego otoczenia, wreszcie o przyjacielu jego siostry, który ze względu na swoją nadwrażliwość, nie może zaznać spokoju. Dzięki tym ekspozycjom, esej zyskuje wielowymiarowej jakości, stanowiąc jednocześnie ważny głos w debacie o prawach człowieka. „Historia przemocy” to nie tylko powieść rozpisana jako swoiste remedium na własne bolączki, lecz także metafizyczna medytacja na temat wiecznie żywej przemocy społecznej. 

Edouard Louis nakreśla nam esencję swojego bólu z różnych punktów widzenia. Daje dojść do głosu siostrze, pielęgniarce, policjantom czy bezdomnemu, ciągle jednak pozostając narratorem. Filtruje ich odpowiedzi przez system własnych wartości i poglądów, uzyskując to, czego tak często brakuje w kulturze – uporządkowany chaos wielu przeciwstawnych refleksji na temat istoty fizycznej napaści. Z niedowierzaniem wysłuchuje debaty policjantów, twierdzących że powodem agresji były arabskie korzenie Redy. Niesmakiem napełnia go stwierdzenie pielęgniarki, że to co go spotkało można porównać ze śmiercią. Również brak empatii ze strony bliskich mu osób, nie może zostać przemilczany. To wszystko sprawia, że ta mała powieść jest jeszcze bardziej rzeczywista i wiarygodna, a przy tym bolesna, także dla czytelnika. 

Myślę, że można ten esej odczytywać jako gorzką alegorię ludzkiego wykluczenia z systemu, a także traumy, jaka drąży człowieka po przekroczeniu progu własnej wytrzymałości. Autor zadaje mnóstwo pytań: o motywy podejmowania gwałtów, o możliwość wyjścia z doznanej krzywdy, o wpływ psychicznych ran na życie. Prezentuje cały wachlarz opinii, jednocześnie dobierając odpowiednie narzędzia do ich podania. Stonowana tonacja, minimalizm i widoczne skondensowanie, jeszcze bardziej podkreśla ogrom emocjonalnych krzywd, jakie próbuje przekazać nam autor. To poruszająca książka o okaleczeniu i próbie pozbierania się po nim, pogodzenia z samym sobą. Louis snuje także rozważania o wewnętrznym wstydzie, zachwianej samoocenie i cierpieniu, jakie temu towarzyszą. To także hołd ku czci Faulknera i próba przypomnienia o jego przemyśleniach (odniesienia do „Azylu” są tu nieprzypadkowe). „Historia przemocy” to bez wątpienia jedna z tych książek, które kłują na długo po zakończeniu lektury. Powieść niełatwa zarówno tematycznie, jak i formalnie. Wyjątkowe studium osamotnienia w bólu i niezrozumieniu.

Ocena:



9 komentarzy:

  1. Takich książek, które kłują długo po przeczytaniu poszukuję. Dziekuję za tę wyczerpującą recenzję. ☺ Dopisałam sobie "Historię przemocy" na listę "do kupienia".

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie muszę przeczytać. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę przeczytać. 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się mocna książka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pauza ma w dorobku same nietuzinkowe powieści, więc ta na pewno też będzie wyjątkowa.

    PS. Nie wiem czy mogę ale zapytam - jesteście już w powiększonym składzie? :)

    Pozdrawiam :)
    https://zksiazkanakanapie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze czekamy ;) A książkę zdecydowanie polecam!

      Usuń
  6. Chyba raczej odpuszczę :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Z chęcią przeczytam tę książkę. Coś mi mówi, że spodoba mi się i to bardzo:)
    Pozdrawiam,
    Papierowalowczyni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń