Wydawca: Państwowy Instytut Wydawniczy
Liczba stron: 157
Oprawa: twarda z obwalutą
Co roku, gdy zbliża się październik i rośnie giełda nazwisk przed literacką Nagrodą Nobla, w zestawieniach bukmacherów regularnie pojawia się Jamaica Kincaid. Obok niej wymienia się także Can Xue, Anne Carson czy Maryse Condé. I za każdym razem część polskich czytelników zadaje sobie to samo pytanie – kim jest ta pisarka?
Czy Jamaica Kincaid dostanie Nobla?
Można odnieść wrażenie, że polski rynek wydawniczy dawno przestał interesować się jej twórczością. A szkoda. Ostatnia (i właściwie jedyna) jej powieść wyszła u nas w 1998 roku nakładem PIW-u. Była to „Autobiografia mojej matki” w świetnym przekładzie Ewy Horodyskiej. Od tamtej pory wokół pisarki w Polsce panuje cisza. Tymczasem na świecie od dekad uchodzi za jedną z najważniejszych autorek literatury karaibskiej i postkolonialnej. Jeśli Akademia Szwedzka postawi na zaskoczenie, tak jak zrobiła to chociażby w przypadku Louise Glück czy Abdulrazaka Gurnaha, Jamaica Kincaid i Nobel mogą wreszcie sprawić, że polscy wydawcy odkurzą jej prozę.
Kim jest bohaterka „Autobiografii mojej matki”?
Wbrew temu, co sugeruje jej artystyczny pseudonim, pisarka nie pochodzi z Jamajki. Urodziła się na Antigui jako Elaine Potter Richardson, a akcję „Autobiografii mojej matki” osadziła na Dominice — wyspie, z której pochodziła jej matka. To fikcyjna, choć silnie zakorzeniona w historii Karaibów opowieść o Xueli Claudette Richardson, córce kobiety pochodzącej od rdzennej ludności wyspy i ojca o mieszanym afrykańsko-szkockim pochodzeniu. Książkę otwiera bardzo mocne zdanie: „Moja matka zmarła w chwili moich narodzin i dlatego przez całe życie nic nie oddzielało mnie od wieczności”. Tak więc matka umiera, a ojciec – strażnik więzienny i drobny cwaniak – oddaje małą Xuelę na wychowanie pracującej dla niego praczce. Traktuje dziecko dosłownie jak tobołek z brudnymi ubraniami. Dziewczynka dorasta w świecie, w którym od nikogo nie dostaje miłości, ale też szybko uczy się, że brak miłości to nie tragedia, tylko stan naturalny.
Kolonializm, obojętność i nihilistyczne fatum
Kincaid tworzy świat przesiąknięty cichym okrucieństwem, wykorzenieniem i spuścizną po Imperium Brytyjskim. Jej bohaterka nie jest bierna, ale wie, że los nie ma jej do zaoferowania nic dobrego. Zamiast budować tradycyjną fabułę z dialogami, autorka serwuje nam hipnotyzujący, nostalgiczny strumień świadomości. Dodam, że to strumień o niesamowitej sensoryczności. „Autobiografia mojej matki” pachnie wilgotną ziemią i deszczem, rozgrzanym ciałem, owocami nerkowca i migdałami. To świat gęsty od zapachów i kolorów, ale pod tą zmysłową warstwą kryje się głęboki nihilizm i trauma. Kincaid pokazuje, jak kolonializm zatruwa relacje między ludźmi – uczy ich nieufności nawet wobec własnych sąsiadów i braci.
Feminizm, ciało i radykalny wybór
Równie ważny jest tu wątek feministyczny. Xuela obserwuje kobiety wokół siebie (matki, macochy, żony), które stosują strategię przetrwania w patriarchalnym świecie. Gdy trafia pod dach państwa LaBatte, pani domu niemal sama szyje jej suknię i przysposabia ją na kochankę własnego męża, byle tylko dziewczyna urodziła im dziecko. Kiedy Xuela zachodzi w ciążę, ucieka i dokonuje brutalnej, bolesnej aborcji. Dwa dni w wulkanie bólu stają się dla niej momentem założycielskim. Decyduje, że nigdy nie zostanie matką i nie wyda na ten okrutny świat kolejnej ofiary. To akt odzyskania własnego ciała i własnej woli.
Dlaczego warto po nią sięgnąć?
Gdyby połączyć gęsty od zapachów i bujnej przyrody język Gabriela Garcíi Márqueza z chłodnym, nihilistycznym i brutalnym światopoglądem Cormaca McCarthy’ego, otrzymalibyśmy właśnie „Autobiografię mojej matki”. To proza piękna jak karaibski krajobraz, ale beznamiętna i twarda jak głaz. Nie przez przypadek bywa porównywana do „Szerokiego Morza Sargassowego” Jean Rhys czy „Umiłowanej” Toni Morrison.
Czy Jamaica Kincaid dostanie Nobla? Czas pokaże. Ale bez względu na decyzję Szwedzkiej Akademii, „Autobiografia mojej matki” pozostaje jedną z najbardziej przejmujących, brutalnych i zmysłowych opowieści o samotności, jakie napisano w XX wieku. Czas, aby polscy czytelnicy dostali ją z powrotem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz