Recenzja "Nowele i opowiadania" Herman Melville

Wydawca: PIW

Liczba stron: 664


Oprawa: twarda

Tłumaczenie: Tomasz S. Gałązka, Barbara Kopeć-Umiastowska, Krystyna Korwin-Mikke, Adam Lipszyc, Krzysztof Majer, Marcin Rychter, Marcin Szuster, Mikołaj Wiśniewski

Premiera: 26 listopada 2020 rok

W ostatnich kilku latach Herman Melville ma szczęście do przekładów na język polski. Najpierw W.A.B. w ramach Kolekcji klasyki wydał „Oszusta”, a chwilę później Państwowy Instytut Wydawniczy rozpoczął publikację jego dzieł w nowej oprawie graficznej, proponując czytelnikom kolejno: „Moby Dicka”, „Billy’ego Budda” oraz „Taipi”. Teraz przyszedł czas na jeden, solidnych rozmiarów tom, w którym zawarto szesnaście krótkich utworów prozą, w tym najsłynniejsze „Benito Cereno”, „Weranda” i „Kopista Bartleby, czyli opowieść o Wall Street”. Oprócz nich uzyskujemy także dostęp do nowych tłumaczeń takich opowiadań jak: „Dwie świątynie”, „Skrzypek”, „Dzwonnica” czy „Galce”. Książkę kończy ponad siedemdziesięciostronicowe posłowie Adama Lipszyca i Mikołaja Wiśniewskiego, którzy zwracają uwagę na wiele kwestii interpretacyjnych i autobiograficznych.

Jeśliby przyjrzeć się biografii Melville’a łatwo można zauważyć, ze napisanie zamieszczonych tu tekstów zajęło mu nieco ponad dwa lata i przypadło na okres kryzysu twórczego, po którym amerykański pisarz zamilkł na długi czas. Po krytycznej i komercyjnej porażce „Moby Dicka” Herman Melville, który wówczas utrzymywał swoją żonę i dzieci, matkę i cztery siostry, rozpaczliwie potrzebował pieniędzy. Gdy otrzymał zaproszenie z miesięcznika Putnam’s Monthly Magazine do nadesłania krótkich opowiadań w cenie pięciu dolarów za stronę, zgodził się bez większego namysłu. Sprzedawał także opowiadania dla Harper’s New Monthly Magazine. Oba czasopisma miały jednak bardzo surową politykę redakcyjną, zakazującą wszelkich materiałów, które mogłyby urazić nawet najbardziej wrażliwego czytelnika z powodów moralnych, społecznych, etycznych, politycznych lub religijnych. To ograniczenie było wstrząsające dla amerykańskiego pisarza, którego najgłębsze osobiste i artystyczne przekonania wiązały się z wyzywającymi bohaterami i tematami. Melville kwestionował wiele emblematów, między innymi: istnienie cielesnego Boga, znaczenie dóbr materialnych, pojęcie dobra i zła absolutnego oraz prawo władz cywilnych i religijnych do nakładania sankcji na tych, którzy wyrażali poglądy odmienne od ustalonych norm. Rzecz jasna zainteresowane współpracą z pisarzem czasopisma nie publikowałyby artykułów, które otwarcie zajmowałyby się opiniami budzącymi sprzeciw wielu ich czytelników. To postawiło Melville przed pozornie nierozwiązywalnym dylematem: zignorować jego własne najsilniejsze przekonania lub pozwolić osobom od niego zależnym żyć w biedzie.

Melville znalazł rozwiązanie, które być może nie było idealne z artystycznego punktu widzenia, ale dawało mu dużo satysfakcji. Przedstawia w nim pozornie nieszkodliwe płaszczyzny, pod którymi gotuje się ten sam bunt i to samo kwestionowanie ustalonych idei, które charakteryzowały jego najbardziej kontrowersyjne powieści. Co więcej, historie te w alegoryczny sposób odzwierciedlają ten sam dylemat. Pod iluzyjnie niewinnymi wątkami, kryje się obraz udręczonej istoty ludzkiej przeklętej zdolnością widzenia więcej. W obliczu wrogości wynikającej z rzucenia wyzwania ugruntowanym przekonaniom beztroskiej większości, bohaterowie albo walczą ze światem, wycofują się z niego lub poddają mu się.

Nie sposób omówić książki bez odwołania się do moim zdaniem, najpełniejszego, najlepszego tekstu. W noweli „Kopista Bartleby, czyli opowieść o Wall Street” widzimy pierwsze niejasne poruszenie nadchodzącej rewolucji i obalenie kapitalistycznego modelu gospodarczego. Najpierw poznajemy narratora - człowieka, który z dumą określa się jako drobnomieszczański i wspomina nazwisko Johna Jacoba Astora, jednego z największych oligarchicznych wyzyskiwaczy północnoamerykańskiej rewolucji przemysłowej (później zmarłego podczas zatonięcia Titanica). Narrator to mały człowiek o małym umyśle - zagubiony w księgach rachunkowych i niezdolny do wyobrażenia sobie sprawiedliwszego systemu klas ekonomicznych. Nieco później do kalejdoskopu charakterów dołącza Bartleby. Ten podobnie poddaje się swojej pracy w sposób nieznoszący sprzeciwu. Jest produktywny i służalczy. To wszystko jednak do czasu podjęcia decyzji o pierwszej odmowie. Na początku ten bunt zostaje źle przyjęty przez narratora, który podejrzewa chorobę lub szaleństwo. Ale w miarę jak Bartleby posuwa się dalej w swojej opozycji do systemu, staje się on zagrożeniem zarówno dla struktury władzy, jak i otaczającej ją ideologii. Bartleby nigdy nie wyartykułował słuszności odrzucenia kapitalizmu, ale swoim działaniem zapowiada inny ustrój. Wiwatujemy, gdy spokojnie i stanowczo odmawia kontynuowania swojego poniżającego zadania. Choć Bartleby nie ma wykształcenia ideologicznego, wyprzedza Marksa i Hegla, wyczuwa fale, które wprowadzą ich w rzekę historii. „Kopista Bartleby, czyli opowieść o Wall Street” to jedna z ważniejszych nowel filozoficznych jakie kiedykolwiek napisano. Nieszczęsny kopista (trzeba zauważyć, że ówcześnie ten zawód był prestiżowy), który nie opuszcza biura, nic nie czyta, nic nie pije i na każde zlecenie lub prośbę odpowiada zawsze tymi samymi słowami, „wolałbym nie” stał się fenomenem kultury, inspirującym kolejnych twórców do nowych prób interpretacji (odwołania do postaci pojawiają się w literaturze - Giorgio Agamben, filmie – „Dogma”, serialach – „Ozark” i innych gałęziach sztuki).

Nie wszyscy bohaterowie opowiadań Melville'a wycofują się ze świata. Na przykład bohater „Skrzypka” odpowiada na pogardę dla jego poezji, porzucając swoją sztukę i próbując sił w innym rzemiośle. Jednak w tej historii, podobnie jak w „Kopiście…”, dostosowanie się narratora do standardów świata (w tym przypadku poprzez zaprzestanie tworzenia poezji, której świat nie docenia) jest aktem samooszukiwania się. Albo poezja Helmstone'a jest zasłużona, ale niezrozumiana przez świat, albo też jest naprawdę gorsza i w tym przypadku nie wyrzekł się niczego, ponieważ nic wartościowego nie posiadał. „Skrzypka” można czytać też autobiograficznie. Jak już wspomniałem w momencie jego powstawania Melville dołował, jego literatura została skrytykowana i nie pozwalała na samorealizację własnej ścieżki rozwoju. Czy więc autor oszukiwał sam siebie, czy może dokonał właściwego wyboru?

Te dwa przykłady ilustrują złożoność i głębię, które leżą u podstaw krótkich opowieści Melville'a. Jego historie mają charakter alegoryczny, wyrażają swoje idee raczej w formie przypowieści, a nie jako ekspozycje. Melville często przedstawia uwagi za pomocą emblematycznych symboli, takich jak ściany czy klaun. W swoich opowiadaniach, podobnie jak w powieściach, Melville podkreśla subiektywność, względność i niejednoznaczność. Różne postacie patrzą na tę samą sytuację z odmiennych perspektyw, brakuje za to wszechwiedzącej siły, która mogłaby rozwiązać wynikający z tego konflikt. Rzeczywistość nie jest statyczna i absolutna, ale zmienna i względna; ostateczna prawda, jeśli w ogóle istnieje, jest nieosiągalna.

2 komentarze:

  1. W drugim akapicie, w ostatnim zdaniu, jest, jak mi się wydaje, błąd: "pozwolić osobom od niego zależnym żyć w błędzie" - chyba "w biedzie"? pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jest. Poprawiam. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey