Recenzja "Rzeka" Emir Baigazin

Reżyseria: Emir Baigazin

Czas trwania: 1 godz. 48 min.

Kraj produkcji: Kazachstan


Premiera polska: 18 października 2019 rok
Filmowy Kazachstan, mimo starań lokalnych twórców, póki co nadal kojarzy się głównie z postacią Borata. Tę popularną tendencją starają się zmienić dwaj reżyserzy:  Sergei Dvortsevoy oraz Emir Baigazin. Choć ten drugi nie jest tak rozpoznawalny, jak autor „Tulpana” (nominowany w zeszłym roku do Złotej Palmy za film „Ajka”), już obecnie może pochwalić się, że ze swoimi dziełami odwiedził festiwale w Wenecji i Berlinie. Jego najnowszy film, zwieńczenie trylogii Aslana – „Rzeka” wygrał nawet prestiżowy konkurs „Horyzonty”. 

W „Rzece” reżyser splata ze sobą wiele wątków. Akcja dzieje się na zapomnianym przez świat pustkowiu. To nie jest kraina przyjazna życiu. Na tym stepie silnie czuć siłę natury i przyrodniczego żywiołu. Jedynymi śladami człowieczeństwa pozostaje małe gospodarstwo zamieszkane przez małżeństwo z piątką synów. Najstarszemu z nich, 13-letniemu Aslanowi (Zhalgas Klanov), ich surowy ojciec (Kuandyk Kystykbayev) powierza nadzór nad resztą rodzeństwa w pracach rolniczych, w tym nad ciężkimi zadaniami związanymi z opieką nad zwierzętami i wytwarzaniem cegieł z błota. Ich stodoła jawi się w tym kontekście jako więzienie, z którego młodym bohaterom nie jest łatwo się wyswobodzić. W nielicznych wolnych chwilach, bracia angażują się w rozgrywki piłki nożnej, ćwiczą łucznictwo przy użyciu domowych łuków i strzał lub wczuwają się w rolę żołnierzy wyposażonych w zabawkowe pistolety wykonane z patyków. Gdy jednak nadejdzie taka chwila, że ich ojciec dostrzeże niesubordynację, bezwzględnie wychłosta bliźniaków Yerlana i Tourlana (Zhasulan i Ruslan Userbayev), upominając przy tym Aslana za to, że jego sympatia i miękkie serce naruszają autorytet przywódcy. Sposób eksponowania przemocy ma tu swoje fabularne uzasadnienie. Baigazin nie chce epatować brutalnością, woli skupić się na nerwowym spojrzeniu Aslana oraz rozmytą, niepokojącą perspektywą najmłodszego z dzieci. Dzięki temu wdziera się w psychikę młodych bohaterów, buduje atmosferę osaczenia i permanentnego lęku. 

Baigazin buduje swój świat posługując się symboliką. Tym najbardziej oczywistym odwołaniem, jest tytułowa „Rzeka” – miejsce postrzegane jako świątynia zarówno pożądania, jak i strachu. Gdy Aslan przedstawia swoim braciom chłodne odmęty wody, staje się ona dla nich regularną idylliczną ucieczką. Pływają pod prąd lub pozwalają się nieść jej sile, siedzą w milczeniu na brzegach lub opalają się na okolicznych skałach. Woda obmywa ich codzienność z bezwzględności starotestamentowego ojca, przynajmniej do pewnego czasu. Metaforyczna jest też postać kuzyna, który ostatecznie zaburzy ład i spokój miejsca. Bo „Rzeka” nie jest tylko i wyłącznie portretem dzieciństwa upływającego pod duszpasterskim rygorem. Gdy w spokoju i kontemplacji obserwujemy kolejny dzień orki, znikąd pojawia się jeździec – wyposażony w hoverboard i tablet kuzyn. Kontrast przyodzianych w łachmany członków rodzeństwa oraz pochodzącego z miasta, modnie odzianego, długowłosego Kanata jest początkowo wstrząsający i przywodzi na myśl pojawienie się samolotu w finale słynnego „Szymona Pustelnika”. Przywieziona technologia z miejsca burzy harmonię i zakłóca harmonogram codziennych czynności. Młodzi bohaterowie dowiadują się nowych informacji o światowych konfliktach, zbrodniach i niepokojących wydarzeniach. Z pruderyjną fascynacją obserwują toczące się na ich oczach rozgrywki. Odkrywają też pornografię, otwierającą ich oczy na pojęcie seksualności. Niedostępny do tej pory dla nich świat otwiera się przed nimi w pełnej krasie. Kanat, podobnie jak tajemniczy przybysz z „Teorematu” Pasoliniego jawi się tu raczej jako fałszywy prorok, niż niosący Dobrą Nowinę Mesjasz. A to tylko najbardziej oczywiste skojarzenia, które każdy może poszerzać zgodnie z posiadanych kontekstem kulturowym.

Styl Baigazina jest natychmiast rozpoznawalny - każde ujęcie kamery, sportretowany kadr, jest kompozycyjnym cudem. Jego obrazy promienieją egzotyką, oddychają, niezależnie od tego, czy są nimi zamknięte wnętrza, rustykalne konstrukcje, czy rozległe, otwarte przestrzenie. Ruch kamery jest minimalny, muzyka została zredukowana do naturalnych dźwięków oraz dwóch eterycznych utworów chóralnych, pojawiających się w kluczowych dla interpretacji dzieła momentach. Film wkomponowuje się w rytm natury, stawia na stonowaną kolorystykę i umiar, co jeszcze bardziej podkreśla aurę ludowej przypowieści.

„Rzeka” to jeden z piękniejszych filmów, jakie dane mi było oglądać w ostatnim czasie. Wielowymiarowa produkcja, uniwersalna, silnie odwołująca się do poetyki Theo Angelopoulosa, mająca liczne tropy interpretacyjne i stawiająca morze pytań, w tym te o zderzenie natury z cywilizacją XXI wieku. Piękny rodzinny dramat, który na bazie młodzieńczych konfliktów subtelnie wkracza w świat filozofii, wielkiej polityki, globalizacji, religii. Dzieło kompletne, mimo że otwarte na kolejne analizy. Prawdziwa perła!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza