Recenzja "Hongkong Noir" praca zbiorowa

"Honkong Noir" opowiadania kryminalne
Wydawca: Claroscuro

Liczba stron: 308


Oprawa: miękka

Tłumaczenie: Michał Przybysz

Premiera: 27 października 2022 rok

Po Moskwie, Meksyku, Barcelonie, Tel Awiwie, Petersburgu, Singapurze, Wenecji, Brukseli, Belfaście, Pradze i USA, przyszedł czas na Hongkong. W serii Noir wydawanej przez Claroscuro swoje opowiadania publikują zazwyczaj twórcy w Polsce nieznani[1]. Nie powinno więc dziwić, że na najnowszą część serii składają się teksty autorów, których nazwisk zupełnie nie kojarzę. Shen Jian, Brittani Sonnenberg, Feng Chi-Shun, Carmen Suen, czy Xu Xi mieli więc białą kartkę. Zero oczekiwań, za to dużo szans na pokazanie swojego potencjału. Jednym udało się lepiej, innym nieco gorzej. Generalnie trudno byłoby ocenić ten tom źle, bo to kalejdoskop ciekawych intryg i świetne przedstawienie dziejów tego miejsca.

Nie sposób pisać o „Hongkong Noir” bez odwołania się do kultury i historii. Na niespełna 1200 km2 mieszka dziś ponad 7,2 miliona osób[2]. W wielu blokach znaleźć można przedstawicieli najróżniejszych mniejszości narodowych. Hindusi, Nepalczycy, Nigeryjczycy, Arabowie, Amerykanie, Europejczycy i wiele innych żyją obok siebie, spotykają się, wymieniają myśli. W samym tylko Chungking Mansions w ciągu jednego roku można natknąć się na co najmniej 120 narodowości! Nie może więc dziwić, że w Hongkongu trudno jest o duże mieszkanie (przeważają małe apartamenty), za to całkiem łatwo czuć się tu obco. Oficjalnie mówi się tu po chińsku lub angielsku, co ma swoje odzwierciedlenie w przeszłości. Od 1842 roku Hongkong był zarządzany przez Wielką Brytanię[3]. W 1989 roku podpisano umowę o 99-letniej dzierżawie, która zakończyła się w 1997 roku. To wtedy oficjalnie wyspa powróciła pod panowanie Chińskiej Republiki Ludowej.

To oczywiście tylko zalążek tego, co działo się na tych ziemiach w ostatnich stuleciach. Autorzy zamieszczonych w zbiorze tekstów sytuują akcję opowiadań w okresie japońskiej okupacji („Jaskinie kamikaze”), powojennego rozkwitu („Drogie chusteczki higieniczne”), silnej urbanizacji („Czternaście”) czy zmiany rządów („Jedna para, dwoje ludzi”). Raz znajdujemy się w pierwszych mieszkaniach z łazienką i kuchnią, by po chwili przenieść się do opuszczonej świątyni, miejsc pełnych barów i restauracji czy blaszanych domków pełniących funkcję toalet. Nie ma tu chwili na nudę, mimo że większość autorów podjęła trud przybliżenia czytelnikom faktów na temat kultury swojego kraju.

Czego możemy się zatem dowiedzieć z tych mrocznych opowiadań? A chociażby tego, że W Hongkongu ludzie boją się liczby czternaście[4], że jest to miejsce względnie bezpieczne, cechujące się niskimi wskaźnikami przestępczości, że stosunkowo łatwo można spotkać tu mokre targi, albo jak ważne jest feng shui. Nie ma za to narracji skupiających się na tych elementach, które mogą nam się tradycyjnie kojarzyć z tym miejscem. Mam tu na myśli najdłuższy na całym świecie most wiszący (Tsing Ma Bridge), liczbę wieżowców dwukrotnie przekraczającą zabudowę Nowego Jorku czy łatwość w spotkaniu luksusowych aut na ulicy. I to dobrze, bo właśnie dzięki takiemu podejściu odchodzimy od świata biznesowego na rzecz narracji o ludziach bardzo często wykluczonych.

Samo rozumienie pojęcia noir przybiera tu różnorodne formy. Niektórzy autorzy chcą nas przestraszyć duchami (np. rozmawiającymi z poszukiwaczami zjaw). Inni opowiadają o trudnym żywocie prostytutek, często dziedziczonym z pokolenia na pokolenie. Są też tacy, którzy w centrum umieszczają potentata finansowego poszukiwanego przez służby informatyczne. Nie spotkamy tu raczej dużej brutalności (choć moim zdaniem najlepszy tekst zbioru, czyli „Księżycowy feniks” zaczyna się od takiego oto zdania „Patrzę, jak flegmatyczny wir połyka jego penisa, pozostawiając na muszli toalety nikły odcień różu”), za to zagłębimy się w ludzką psychikę, niejednokrotnie postawioną przed bardzo trudnym wyborem. Będzie tu opowieść o dziennikarce, która chcąc pozostać na topie za wszelką cenę będzie prokurować kolejną sensację. Trafi się także młody człowiek odkrywający sekretny cel wynajmowania domu swoich rodziców. Przeczytamy o nastoletniej dziewczynie, która postanowiła wykorzystać swe wdzięki w celu zdobycia miliona dolarów. Zadowolone będą też Panie, bowiem bohaterkami wielu tekstów są właśnie przedstawicielki płci pięknej. I to nie zawsze te młode, o czym przekonuje relacja o związku pewnej czterdziestokilkulatki z synem jej koleżanki.

Jest zatem różnorodnie, ciekawie, atrakcyjnie dla czytelnika. Nad intrygami unosi się jednak duch tego miejsca. Autorzy pokazują nam Hongkong z różnych stron. W tym tyglu kultury spotykają się odmienne wierzenia, pomysły na życie, ambicje. W „Hongkong Noir” ważna okaże się też miłość, rodzina czy zaufanie, czyli wszystko to, co stanowi centrum literatury od zarania dziejów. Zalecam, jako źródło poznania obcego nam miejsca i przykład dobrej, literackiej zabawy.


[1] Z małymi wyjątkami, jak np. Petra Soukupová, Kateřina Tučková, Michal Sýkora, Petr Šabach, Markéta Pilátová, Dennis Lehane, Joyce Carol Oates, Etgar Keret,

[2] Gęstość zaludnienia jest więc ponad dwukrotnie większa niż w Warszawie. Zostawia w tyle także takie miasta jak: Sao Paulo, Guadalajara czy Bangkok.

[3] Na podstawie traktatu w Nankinie.

[4] Do tego stopnia, że w wieżowcach pomija się tę liczbę w oznaczaniu pięter.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Wilk morski" Riff Reb's