Najlepsze filmy obejrzane w 2018 roku

Podchodząc do tworzenia tego podsumowania, nie spodziewałem się, że w tym roku widziałem tak wiele fantastycznym filmów. Wybrać spośród nich najlepszej  dziesiątki nie potrafię, zatem poniżej krótko uzasadniam wszystkie tytuły, które stoją na poziomie co najmniej bardzo dobrym. Szczególnie polecam Waszej uwadze pierwszą trójkę, bo to kino wybitne.



Małgorzata, córka Łazarza - Frantisek Vlacil
Za filmową poezję i Tarkowską estetykę.

Rzeka czasu - Yang Chao 
Za metafizyczne poszukiwanie jądra własnego bytu.

Siedzący słoń - Hu Bo
Za wszechogarniający smutek i umiejętne zrównoważenie slow cinema.

Łowca androidów - Ridley Scott
Za wizję przyszłości, która na stałe wpisała się do historii kina.

Baza ludzi umarłych - Czesław Petelski 
Za doskonałe kreacje aktorskie i umiejętne przełożenie dzieła literackiego na język filmowy.

Hombre - Martin Ritt
Za dobrze zaprojektowany przykład kina rozliczeniowego.

Mistrz - Jerzy Antczak
Za hałd dla roli aktorów.

Znikający Punkt - Richard C. Sarafian
Za przypomnienie, że kino drogi może być nie tylko ciekawe, ale też symboliczne. 

Dotyk zła - Orson Welles
Za zrównanie gangsterskich porachunków i kina noir z ludzką kloaką.

Towarzysze broni - Jean Renoir
Za jedną z pierwszych wielkich prób opowiedzenia się po stronie antywojennej.


Godzina wilka - Ingmar Bergman
Za gęsty klimat i wrażenie chodzenia po czyimś śnie.

Zaćmienie - Micheangelo Antonioni
Za mądre dialogi i umiejętność wykorzystania przestrzeni.

Ludwig - Luchino Visconti
Za doskonałą biografię, która nie dezaktualizuje się mimo upływu lat.

Elektra - Mihalis Kakogiannis 
Za estetykę "Matki Joanny od Aniołów" i przypomnienie, że historia Antyku ma swoje wielkie ekranizacje.

Napoleon - Abel Gance
Za przełomowość w dziedzinie filmowania.

Południe - Victor Erice
Za kino poetyckie najwyższej próby i tajemniczy nastrój trzymający aż do końca.



Człowiek, który śpi - Bernard Queysanne 
Za filmowy monolog o mnie samym.

Angae - Soo-yong Kim
Za to, że dowiedziałem się, iż w Korei już w latach 60. tworzono kino poetyckie, metafizyczne i piękne wizualnie.

Czerwony żółw - Michael Dudok de Wit
Za animację, która nie potrzebuje pustych sloganów, aby stać się wizytówką swojego gatunku.

Ghost story - Dawid Lowery
Za film o człowieku pod prześcieradłem, który uchylił mi rąbka wiedzy o mnie samym.

Szczęśliwy Lazarro - Alice Rohrwacher
Za swoją nieoczywistość i wielowymiarową symbolikę.

Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy - Radu Jude
Za prostotę i szczerość.

1 komentarz:

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey