Recenzja "Ścieżki północy" Richard Flanagan



Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Liczba stron: 476

Oprawa: twarda

Premiera: 7 października 2015 r.

Richard Flanagan to australijski pisarz, potomek irlandzkich zesłańców. Jego najsłynniejszą i uchodzącą za najlepszą powieścią jest „Williama Goulda księga ryb”, ale to właśnie za „Ścieżki Północy” otrzymał najbardziej prestiżową literacką nagrodę w swoim dorobku – Man Booker Prize.
Akcja książki rozgrywa się podczas II wojny światowej. Główny bohater Dorrigo Evans dostaje się do obozu, gdzie pełni rolę chirurga wojskowego. Wraz z innymi więźniami pracuje przy budowie Kolei Śmierci, czyli liczącej blisko 428 kilometrów trasy kolejowej przecinającej tereny dzisiejszej Tajlandii oraz Birmy (zobrazowano ją doskonale w słynnym filmie
"Most na rzece Kwai"). Przy jej tworzeniu w 1943 roku zaangażowanych było ponad 250 tysięcy osób, z czego śmierć poniosło około 100 tysięcy jednostek. Więźniowie nie mieli podstawowych maszyn i narzędzi, a o skali tragedii najlepiej niech świadczy fakt, że umierali przeważnie Ci, których obuwie nie wytrzymało. Chodzenie na boso prawie zawsze kończyło się zakażeniem i późniejszą śmiercią. 



„Ścieżki Północy” są próbą opowiedzenia historii osób, które doświadczyły tej tragedii. Śmierć ma u Flanagana wiele postaci. Autor doskonale łączy naturalizm z subtelnością, gdy opowiada o ratowaniu resztek człowieczeństwa pośród bólu i upokorzenia. Szczególnie bolesna wydaje się scena katowania niewinnego więźnia, której biernie przygląda się prawie pół tysiąca osób. W tej jednej scenie, autor najdobitniej zobrazował nam to nieznośne uczucie bezosobowości, swoistej alienacji i oddalenia, jakie towarzyszy nam podczas lektury. Bo też w „Ścieżkach północy” nie tylko treść jest trudna, ale również forma.
Dzieło Flanagana to także dramat polityczny, oparty na różnicach w światopoglądzie myśli wschodniej i zachodniej. Jest to także relacja o tęsknocie, poszukiwaniu siebie i miłości, chodź należy oddać otwarcie, że wątek miłosny schodzi tu na dalszy plan.



Dorrigo Evans przeżył piekło, podczas którego z pomocą przychodziła mu pamięć o chwilach radości – beztroskich czasach dzieciństwa, poznaniu piękna literatury czy spotkaniu kobiety jego życia. Do dalszego wstawania motywowało go także jego powołanie. Dorrigo lubił ratować innych i traktował to powołanie bardzo poważnie. Czasy wojny były dla niego wyjątkową próbą, która jednak nie pomogła mu przygotować się na to wszystko, co dopadło go później. To po powrocie do domu zaczęła się dla niego prawdziwa Golgota, to tam poczuł swoją nieopisaną pustkę w tym wielkim światowym istnieniu, kiedy ocalony z piekła, jako bohater wojenny miotał się w codziennym życiu.
Bo też autor nie chciał nam przedstawić kolejnej pozycji wojennej, wypełnionej anonimowymi trupami i statystykami. Jego zamierzenie sięga zdecydowanie dalej. Historia Dorrigo nosi silne znamiona uniwersalności. Narracja została poprowadzona w sposób oddający naszą ludzką naturę, która nawet podczas momentów największych prób, szuka czegoś ulotnego, co dawno już minęło, albo co może nigdy się nie wydarzy. I tak jak nasze życie jest ciągłym pasmem oderwania myśli od rzeczywistości, tak i losy Dorriga pokazują, że dążenie do czegokolwiek wcale nie musi być zwieńczone spełnieniem, nawet gdy to marzenie stanie się realne.
"Ścieżki Północy" są więc opowieścią o tym, jak deformujemy rzeczywistość wokół i jak bardzo bezbronni jesteśmy wobec samych siebie. Jest to jedna z ciekawszych pozycji traktujących o wieloaspektowym okrucieństwie wojny, a także jej wpływie na osobistą percepcję rzeczywistości. To wyprawa na samo dno jądra własnej duszy, wystawionej na okrucieństwo świata.



Flanagan pisząc swoją książkę, opierał się na relacjach własnego ojca z pobytu w obozie. To on nakreślił mu tło, które później tak wiarygodnie oddał w tekście. Zwracanie uwagi na małe szczegóły, jak smak kuleczek zjełczałego ryżu czy smród wydobywający się z kości, nadają tej historii nie tylko wymiaru tragicznego, ale przede wszystkim rzetelnego. Warto też zwrócić uwagę, że wątek miłosny opisany w książce, został zaczerpnięty z życia kolegi jego ojca z obozu. 



Nie jest to powieść łatwa. Narracja jest rwana, montaż opowieści czasami wydaje się niedopracowany, brak wystarczającego skupienia może zakończyć się łatwym zgubieniem wątku i utratą tej niewidzialnej nici drugiego dna. Jeśli jednak lubimy opowieści toczące się wewnątrz człowieka, nie boimy się trudnych tematów i jesteśmy otwarci na autorefleksję, warto tę książkę znać, bo chodź nie jest to arcydzieło, na pewno może uchodzić za powieść co najmniej bardzo dobrą.


Ocena:

1 komentarz:

  1. Jak na razie "Ścieżki północy" to jedyna powieść Flanagana, jaką przeczytałem. Utwór wywarł na mnie spore wrażenie, szczególnie z racji naturalizmu, którym autor posługuje się z mistrzowską wprawą - dzięki temu wojna została zaprezentowana w całej swej okrutności i beznadziejności.

    OdpowiedzUsuń

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey