Recenzja "Zakochany" Alfred Hayes

Wydawca: Próby

Liczba stron: 135


Oprawa: twarda

Tłumaczenie: Anna Arno

Premiera: 17 maja 2021

Alfred Hayes to brytyjski scenarzysta, poeta i pisarz, który swoje życie spędził we Włoszech i Stanach Zjednoczonych. Sławę przyniosły mu przede wszystkim współprace z reżyserami filmowymi, między innymi Fritzem Langiem, Nicholasem Rayem, Georgem Cukorem, Alexe Segalem, Johnem Hustonem, Roberto Rosselinim, i Vittorio De Siką. Był współodpowiedzialny za scenariusz do arcydzieła włoskiego neorealizmu – „Złodziei rowerów”. Heyes jest także autorem 7 książek, z których „Zakochany” jest uważany za tę najważniejszą. I to właśnie na jej wydanie zdecydowało się Wydawnictwo Próby.

Akcja tej krótkiej książki trwa jedno popołudnie i dzieje się w którymś z wielu barów położonych w Nowym Jorku. Bezimienny mężczyzna w średnim wieku opowiada historię swojego związku z samotną, młodą kobietą. Piękna relacje zostaje zburzona przez osobę trzecią i niecodzienne zdarzenie. Oto bogaty biznesmen proponuje anonimowej piękności, że zapłaci za spędzenie z nią nocy. Ta ową propozycję traktuje całkiem poważnie, bo po pierwsze zapewniłoby to stabilizację dla jej córki, po drugie zaś jej relacja z narratorem miała pozostać otwarta.

Młoda kobieta decyduje się więc na zawarcie nowej znajomości, przypieczętowanej tysiącem dolarów. Problem z tym ma przede wszystkim bezimienny narrator. Próbuje zrozumieć, co tak naprawdę się stało i dlaczego jego życie nie może być bardziej ustabilizowane. Wydaje się zagubiony i dryfujący w świecie, który nie ma już dla niego żadnego celu ani znaczenia. Im dalej jego była partnerka zagłębia się w relacje z biznesmenem, tym bardziej on doznaje swego rodzaju moralnego i psychicznego paraliżu. Raz bywa egocentryczny, zgorzkniały i zazdrosny, by po chwili jak dziecko rozkoszować się w niewinnym zauroczeniu.

„Zakochany” to powieść płynąca z wnętrza człowieka. Hayes to artysta, którego w ogóle nie interesują tanie chwyty. Opowiada o kobietach, ludzkiej naturze i miłości bez skrótów i fabularnych uproszczeń. Wybiera trudne momenty i decyzje, żeby uwypuklić temat przestrzeni wewnętrznej wolności. Z jego słów bije przekonanie, że bez drugiego człowieka obok, jesteśmy niczym. To bliskość, pewność i stabilizacja dają nam siłę. To dzięki ukochanym możemy przetrwać, a w imię miłości można żyć pełnią życia. Banalne, ale szczere. Smaczne, bo słodko-gorzkie i wielokrotnie okrutne.

Choć nie ma tu linearnie przedstawionego związku, szybkiej akcji czy narastającego dramatu, całość sprawia wrażenie mroczne i duszne. Hayes jest przenikliwy w swoich obserwacjach, doskonale operuje także słowem. Jego zdania są długie, tajemnicze, nieoczywiste. Zachwycić może też konstrukcja historii – retrospektywna, niespieszna, inteligentna. Wydaje mi się, że to, co przyciąga w tej noweli najbardziej to jej prawdziwość. Prosta historia bez wielkich wydarzeń i politycznego zaplecza. I właśnie tej prostoty tak bardzo potrzeba. Hayes mówi o prawdziwym bólu i zagubieniu. O miłości niemożliwej, szczerej, mimo że prowadzącej do nienawiści. O tym wszystkim, co każdy z nas pewnie już przeszedł, albo co dopiero go czeka. Mała, wielka książka o rozczarowaniu, o walce racjonalności z emocjami i wreszcie o samotności. Wszystko podane w klimacie Casablanki. Rewelacyjna rzecz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey