Recenzja "Fruwająca dusza" Yōko Tawada

undefined

Wydawca: Karakter

Liczba stron:  176


Oprawa: miękka z obwalutą

Tłumaczenie: Barbara Słomka

Premiera: 18 maja 2020 rok

Yōko Tawada urodziła się w 1960 roku w Japonii, a od lat mieszka w Niemczech. Początki kariery pisarskiej wiążą się z tworzeniem w języku ojczystym. Dopiero w 2004 roku zadebiutowała książką pisaną w języku Goethego. „Fruwająca dusza” jest jedną z pierwszych nowel autorki i jak do tej pory jedyną wydaną po polsku – najpierw w 2009 roku, a obecnie wznowioną w pięknej szacie graficznej przez Wydawnictwo Karakter. Za swoją twórczość pisarka otrzymała szereg istotnych wyróżnień, w tym Nagrodę Akutagawy, Nagrodę Tanizakiego czy całkiem niedawno National Book Award.

We „Fruwającej duszy” obserwujemy dziewczynę o imieniu Risui, która jest nie tylko bohaterką, ale też narratorką. To z jej relacji dowiadujemy się o tajemniczym liście ze Szkoły. Także ona opowie nam o Drodze Tygrysa, o wielkiej Księdze oraz o Kikyo – zarządzającej całym tym dziwnym miejscem. Risui  opisze także zależności panujące w grupie uczennic, które jako żywo przypominają dualizm społeczny obserwowany na co dzień prawie w każdym kraju na świecie. Właściwe na tym skończą się rzeczy pewne, taki fundament fabularny musi nam wystarczyć. Reszta to już tylko sfera marzeń sennych, przeplatanych retrospekcjami, wizjami przyszłości i szczątkowymi odniesieniami do jawy. Co jednak jest prawdą, a co zafałszowaną rzeczywistością? Co się śni, a co dzieje naprawdę? Na to każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.

Relacje snu i jawy są jednym z wiodących tematów książek Tawady. W jednym z później wydanych opowiadań autorki bohaterką jest dziewczynka, która śni w nieznanym jej języku, i aby rozszyfrować ukryte znaczenia wizji, musi udać się na specjalne szkolenie do innego kraju. We „Fruwającej duszy” dążenie do poznania prawdy jest na tyle silne, że protagonistka zaczyna łamać sztywny gorset zasad panujących w placówce Kikyo. Tym samym wymyka się bocznymi drzwiami z konserwatywnych reguł funkcjonujących w społeczności japońskiej. Siłą książki jest ukazanie mądrości Wschodu, bez silnego eksponowania tematu, a jednocześnie delikatne wyśmianie chociażby różnic klasowych i sposobu komunikacji między nimi. Właśnie słowa są dla Tawady bardzo ważne. W jednym z wywiadów powiedziała, że ​​język nie jest naturalny, ale raczej „sztuczny i magiczny”. Zachęciła też tłumaczy jej prac do zastąpienia gry słów w jej rękopisach, nową grą słów, w ich własnych językach. A tych gier, pomyłek, przejęzyczeń i klisz jest w tej książce bardzo dużo i pełnią swoją własną, odrębną funkcję.

Lektura „Fruwającej duszy” nie będzie dobrym pomysłem dla osób, które dopiero chciałyby poznać kulturę japońską. Jest tu całkiem sporo symboliki, niepewności i duszności, przez co książka jest trudna w odbiorze. Tawada unika akcji, fabuła jest tylko szczątkowa, brakuje żywych dialogów, postacie są jak mgliste kukły, o których nie możemy powiedzieć zbyt wiele. To przykład prozy subtelnej i pełnej kunsztu, czasami cielesnej i erotycznej, innym razem wymagającej skupienia i poszukiwania ukrytych znaczeń. Tawada pokazuje, jak rozmyty jest świat, w którym żyjemy oraz że odwieczne mądrości i reżim wychowawczy nie zawsze należy bezkrytycznie akceptować.

 

1 komentarz:

  1. Ta książka zachwyciła mnie tak bardzo, że przeczytałem ją dwa razy z rzędu.

    OdpowiedzUsuń

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey