Recenzja "Moja Jugosławia" Goran Vojnović

Wydawca:
Wydawnictwo Akademickie Sedno
 
Liczba stron:  244

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Tłumaczenie: Joanna Pomorska

Premiera:  2019 rok

Pilna obserwacja życia dostarcza wielu tematów do refleksji. Wie o tym dobrze Goran Vojnović, słoweński scenarzysta, poeta, reżyser filmowy, pisarz i dziennikarz, w Polsce znany dzięki książce „Czefurzy raus!”, wydanej parę lat temu przez Wydawnictwo Międzymorze. Chociaż znany, nie jest tu chyba odpowiednim słowem. Może lepiej kojarzony, przez niewielką grupę czytelników literatury bałkańskiej. Wracając jednak do początku. Tym co autor zauważa, dzieli się z nami chętnie i to w bardzo ciekawej formie. Nie są to bynajmniej klasyczne dzisiaj analizy seksualności, różnic kolorów skóry czy opisy poznanych filmów lub książek. Vojnović maluje obrazy codziennego życia oraz własne wspomnienia. Jego myśli lubią dryfować, swobodnie podsuwać niezwykłe skojarzenia, tworzyć piętrowe dygresje. Nie zawsze piękne i zabawne. O nie. Bywa tu też mrocznie, a smutek i melancholia unosi się nad całą książką w taki sposób, że nie sposób jej zdmuchnąć nawet salwami chwilowego śmiechu.

Można powiedzieć, że „Moja Jugosławia” ma klasyczną budowę powieści. Jest tu fabuła, z mocno zarysowanym wstępem, rozwinięciem i zakończeniem, płynny, momentami nieco przegadany język (ale tylko momentami), jest też bohater, ten indywidualny i zbiorowy. Obserwujemy dzieje Vladanz Borojevića, syna Słowenki i Serba, oficera Jugosłowiańskiej Armii Ludowej. Akcja rozpoczyna się w momencie śmierci tego ostatniego. Co ważne, śmierci, która wcale nie była dosłowna. Generał Borojević wybrał ojczyznę, dlatego przepadł dla swojej rodziny. Tego nie może zrozumieć jednak młody Vladan, który dopiero po siedemnastu latach przypadkowo natknie się na informację, że jego zaginiony rodziciel żyje i ukrywa się gdzieś na świecie jako zbrodniarz wojenny. Rusza więc po dawnych krewnych, znajomych ojca, przywraca kontakt z mamą, wykorzystuje przybranego brata, płaszczy się przed nieznajomymi, słucha opowieści ludzi, których nigdy nie widział. Wszystko po to, aby choć na chwilę spojrzeć w oczy temu, który o nim zapomniał. Jego niesłabnąca determinacja pozwala przeskoczyć każdą kłodę. Zmowa milczenia to za mały argument w starciu z potrzebą odkrycia własnej tożsamości.

W „Mojej Jugosławii” to co wysokie, przeplata się z tym, co niskie. Obok głębokich myśli i silnych emocji, dostrzegamy wszystko to, co zwykli czynić i mówić przeciętni ludzie. Ich mieszkania wypełnione są starociami, na przykład kalendarzem ściennym z 1991, który od co najmniej pokolenia wisi nieruszony na szafie. Gdy siadają do stołu, nie mogą odmówić sobie szklaneczki rakii, nawet jeśli zdrowie nie pozwala im na spokojną konsumpcję. Jeśli akurat zdenerwują się na swoją matkę, nie omieszkają w myślach wyzwać jej „kurwą, krową, gnojem, owcą, idiotką, gównem, świnią, debilką, ignorantką, bezwstydną dziwką, mętem, pizdą, bękartem, śmierdzielem, egoistką i jeszcze kilka razy kurwą”. To ludzie szczerzy i autentyczni. Czasami szczęśliwi, ale jeszcze częściej podli, impulsywni albo stereotypowi. Rzeczywistość książki opiera się w gruncie rzeczy na opowieści o przeszłości oraz na dotyku i zapachu domowego ogniska. W pamięci czytelników pozostaje ten świat, ten żywy język, którym został zbudowany.

Książka Vojnovića nie byłaby jednak tak dobra, gdyby nie portret całego społeczeństwa. „Moja Jugosławia” to wnikliwe studium kształtowania się osobowości młodego pokolenia w okresie podziału kraju. Ukazuje mechanizmy władzy, trudne relacje międzyludzkie, problemy z rozszyfrowaniem co jest prawdą historyczną, a co zmyśleniem. To też ciekawe źródło wiedzy dla nas odnośnie tego, jak może wyglądać przyszłość Polski. W jednym ze wspomnień czasów dziecięcych Vladan tak opisuje swoją szkołę „w klasie mam siedmiu Słoweńców, dwóch Chorwatów, trzech Muzułmanów, ośmiu Serbów, Macedończyka, Šiptara i kilku pedałów, którzy nie chcą zdradzić, jakie imiona noszą ich ojcowie, i ukrywają, kim są, żeby nikt się do nich nie przypieprzał”. Tolerancja? Nacjonalizm? Rodzina? To wszystko zgrabnie zostaje tu przemycone i co ważne, nie jest podpięte pod żadną gotową tezę. Nie jest też narzucone, ani w żaden sposób komentowane.

„Mojej Jugosławia” przeszłaby pewnie bez echa, gdyby nie nominacja do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Wielka to szkoda, że tak dobre książki, nie mają szans na przebicie już nie tylko do świadomości czytelnika masowego, ale nawet tego bardziej ukierunkowanego na literaturę niszową. Vojnović stworzył książkę precyzyjną, trzeźwą, czasami wręcz okrutną w ocenie konkretnych sytuacji. Jest tu świat zewnętrzny i niezwykle ekspansywny świat wewnętrzny Vladana, domagający się szerszego ujawnienia. Bo to też narracja o potrzebie zrozumienia, o sile rodzinnych więzi i o męskiej wrażliwości, ciągle wymagającej bliskości i zaufania.  Także o dojmującej samotności. I to nie tej urojonej, ale szczerej, powszechnej. Świetna książka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey