Liczba stron: 200
Oprawa: twarda
Premiera: 19 września 2026 rok
Zielonawy, półmroczny korytarz więzienia San Quentin wydaje się wręcz fizycznie naciskać na czytelnika. Słyszymy niemal metaliczny zgrzyt: „SZCZĘK! SZCZĘK!” – to rygor, klucz i zatrzaskujące się drzwi cel. Na planszach otwierających polskie wydanie „Włóczęgi wśród gwiazd” Riffa Reb’sa (wydanej nakładem Mandioki w monumentalnym, albumowym formacie 240 × 320 mm) francuski twórca nie daje odbiorcy czasu na oswojenie się z historią. Od pierwszych stron wrzuca go w gęstą, niemal namacalną stęchliznę izolatki, w której Darrell Standing oczekuje na egzekucję przez powieszenie. Znany polskiemu czytelnikowi z równie bezkompromisowego „Wilka morskiego” autor nie szuka łatwych dróg.
Wystarczy jednak przyjrzeć się bliżej planszy siódmej, by zrozumieć, że nie mamy do czynienia z prostą, linearną ilustracją prozy Jacka Londona. Widzimy na niej twarz i ciemną sylwetkę głównego bohatera, wyrastającego z pnia potężnego drzewa. To niezwykłe drzewo nie ma zwykłych liści – jego rozłożyste gałęzie i korona rozrastają się w skomplikowany labirynt, na którym gęsto przysiadły setki ludzkich profili, małych sylwetek i miniaturowych scen. Obraz ten można odczytywać jako wizualizację pamięci, kolejnych wcieleń i istnienia wykraczającego poza granice pojedynczego życia. Ciało Standinga pozostaje zamknięte w więzieniu, ale jego świadomość rozrasta się w przestrzeni i czasie, których nie jest w stanie kontrolować żaden strażnik.
Ta ucieczka nie oznacza jednak odnalezienia świata wolnego od cierpienia. W kolejnych historiach zmieniają się epoki, miejsca i twarze, ale powracają przemoc, samotność i niesprawiedliwość. Standing doświadcza różnych odsłon ludzkiego losu, a wraz z nimi odkrywa, jak wiele łączy pozornie odległe od siebie czasy i cywilizacje. Historia nie jawi się tu jako nieustanny marsz ku lepszemu światu. Przeciwnie, pod kolejnymi warstwami kultury i obyczajów wciąż kryją się podobne mechanizmy dominacji, okrucieństwa i upokorzenia. Wędrówka przez wcielenia staje się więc nie tylko opowieścią o wyzwoleniu jednostki, lecz także gorzką konfrontacją z naturą człowieka.
Właśnie w tym miejscu metafizyczny wymiar historii spotyka się z jej społecznym i politycznym przesłaniem. Więzienie San Quentin nie jest wyłącznie efektowną scenerią dla niezwykłych przeżyć bohatera. To przestrzeń, w której władza nad drugim człowiekiem przybiera najbardziej brutalną postać. Fizyczne wyniszczenie, kaftan bezpieczeństwa, tortury i oczekiwanie na egzekucję pokazują system, który w imię prawa potrafi odebrać osadzonemu godność i sprowadzić go do bezwolnego ciała. Nie jest to przypadkowy wątek w twórczości Londona. Pisarz sam doświadczył uwięzienia w 1894 roku, a później sprzeciwiał się nieludzkim warunkom panującym w zakładach karnych. Opublikowana w 1915 roku powieść jest również głosem przeciwko torturom więziennym i karze śmierci. Reb’s wydobywa z pierwowzoru ten gniew, nie pozwalając, by fantastyczna podróż Standinga przesłoniła rzeczywisty dramat człowieka uwięzionego w San Quentin.
Riff Reb’s buduje tę wędrówkę przez kolejne wcielenia z monumentalnym wręcz wyczuciem rytmu planszy. Spójrzmy ponownie na szczegół. Oto plansza pięćdziesiąta ósma, którą spokojnie sprawdzicie na stronie Wydawnictwa. Na samym dnie kadru leży unieruchomione, ściśnięte ciało więźnia. Nad tym skazańcem unosi się potężny, dymny, purpurowy obłok, w którego wnętrzu kłębi się cała historia ludzkości. Z tej psychodelicznej chmury wyłaniają się kolejne postacie – rzymski żołnierz z mieczem, trefniś, błazen, żołnierze różnych epok, monarcha czy azjatycka kobieta w tradycyjnym stroju. Kompozycja nie pozostawia wątpliwości, że to, co dzieje się w umyśle Standinga, wymyka się ograniczeniom jego fizycznej egzystencji. Jednocześnie obraz nie pozwala zapomnieć, skąd bierze się ta niezwykła podróż – u jej podstaw wciąż leży ciało poddane przemocy.
Pozostaje przy tym pytanie, czy Standing rzeczywiście przekracza granice własnego życia, czy też jego umysł, doprowadzony na skraj wytrzymałości przez tortury i izolację, tworzy alternatywne rzeczywistości. Reb’s nie narzuca jednoznacznej odpowiedzi. W jednym z wywiadów przyznał nawet, że sam nie potrafi rozstrzygnąć tej kwestii. Zwrócił uwagę na fizjologiczne konsekwencje brutalnego krępowania ciała, w tym możliwe niedotlenienie mózgu i zaburzenia świadomości, ale jednocześnie pozostawił otwartą interpretację metafizyczną, obecną w powieści Londona. I właśnie ta niepewność jest jedną z zalet opowieści. Możemy czytać ją jako historię wędrówki duszy, ale również jako obraz umysłu, który w obliczu skrajnego cierpienia próbuje stworzyć przestrzeń niedostępną dla oprawców. Fantastyka nie unieważnia fizycznego bólu, a psychologiczne czy fizjologiczne wyjaśnienie niezwykłych doświadczeń nie odbiera im znaczenia.
Francuski artysta rezygnuje z akademickiego realizmu na rzecz ekspresji, która doskonale koresponduje z pesymistyczną prozą Londona. Posługuje się kolorem jak dodatkowym narzędziem narracji. Chłodne, przygaszone barwy więzienia kontrastują z odmiennymi dominantami kolejnych epok i światów. Zielenie, fiolety, szarości czy intensywniejsze tony nie pełnią wyłącznie funkcji dekoracyjnej – pomagają rozpoznać zmianę rzeczywistości, budują nastrój i nadają poszczególnym historiom odrębny rytm. Kreska Reb’sa jest nerwowa, gęsta, pełna cieni, co tylko potęguje wrażenie fizycznego bólu. Artysta potrafi jednak przejść od klaustrofobicznego kadru do rozbudowanych, niemal onirycznych kompozycji, nie tracąc przy tym kontroli nad narracją. Zamiast czystego adventure-fiction otrzymujemy dzieło, w którym humanizm zostaje wystawiony na próbę ostateczną – w duchu tak ciężkich gatunkowo komiksów, jak „Raport Brodecka” czy „Droga” Manu Larceneta.
„Włóczęga wśród gwiazd” w tej komiksowej odsłonie, świetnie przełożonej przez Pawła Łapińskiego i wydanej z dbałością o każdy detal edytorski, staje się czymś więcej niż tylko adaptacją klasyka. To gęsty, wielowarstwowy esej graficzny o człowieku zepchniętym na samo dno piekła, pozbawionym praw, godności i nadziei na jutro, który wciąż posiada jeden nieodejmowalny bastion – wolność własnej wyobraźni. Ale Reb’s nie oferuje łatwego pocieszenia. Podróż przez kolejne wcielenia nie usuwa cierpienia ani nie daje gwarancji, że człowiek potrafi uwolnić się od przemocy, która towarzyszy mu niezależnie od czasu i miejsca.
Autor nie idzie więc na skróty. Zmusza czytelnika do zatrzymania się nad każdym kadrem, do wejścia w zapach stęchlizny celi śmierci i podążenia za Standingiem w jego szaloną, bolesną podróż przez dzieje. To album, który nie pieści się ze swoimi odbiorcami. Zostaje pod skórą na długo po zamknięciu tej dwustustronicowej, oprawionej w twardą okładkę cegły.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz