Recenzja "Trawa" Keum Suk Gendry-Kim

Wydawca: Centrala

Liczba stron: 487


Oprawa: twarda

Tłumaczenie: Łukasz Janik

Premiera: 30 kwietnia 2021

Kilka lat temu koreańska pisarka Keum Suk Gendry-Kim przeprowadziła wywiad z wiekową rodaczką o imieniu Lee Ok-sun. Gendry-Kim miała ambicję dowiedzieć się kilku faktów o klasach społecznych i dysproporcjach płci podczas II wojny światowej. Zebrany materiał miał ją nakierować na kolejne źródła wiedzy z danego tematu. Rozmowy okazały się jednak na tyle fascynujące, że autorka postanowiła opowiedzieć osobistą historię Lee. Tak właśnie powstała „Trawa”, nowość na polskim rynku wydawniczym.

Temat po jakim porusza się Gendry-Kim, jest bardzo niepokojący, a wręcz bulwersujący. Koncentruje się wokół niewolnictwa seksualnego w czasie wojny, które bardzo często dotykało nie tylko kobiety, ale też raptem jedenastoletnie dziewczynki różnych narodowości. Wśród poszkodowanych były Koreanki, Tajki, Filipinki, Chinki, Wietnamki czy Birmanki. Były to zazwyczaj dziewczęta z przeciętnych bądź ubogich rodzin. Najpierw porywane, później mamione i sprzedawane jako pocieszycielki strudzonych żołnierzy. Owo ‘pocieszanie’ niewiele jednak miało wspólnego z troską. Młode kobiety trafiały do domów publicznych, gdzie poddawane były masowym gwałtom. Choć nie przetrwały z tamtych czasów żadne fotografie, możemy wyobrażać sobie długie kolejki japońskich żołnierzy ustawiających się do łóżka przypadkowo zgarniętych z ulicy dziewczyn. Ten potworny proceder kończył się dopiero po dwudziestym, a czasem i trzydziestym ‘petencie’ w ciągu jednej doby.

Jeśli ktoś myśli, że na tym kończyła się trauma tych niewinnych istot, nic bardziej mylnego. Doskonale przekonuje o tym lektura „Trawy”.  Napastliwi żołnierze bardzo rzadko odpowiednio zabezpieczali się podczas stosunków. Efektem były niechciane ciąże, które lekarze bardzo szybko ukrócali wymuszonymi poronieniami (walenie w brzuch kobiet żelaznymi drągami) lub przeprowadzali aborcje. Innym problemem pojawiającym się podczas pracy był także brak odpowiedniej opieki medycznej. Dbano wyłącznie o zdrowie żołnierzy, więc głód, przemoc fizyczna czy całkiem naturalne w tej sytuacji problemy psychiczne kobiet, pozostawały nierozwiązane. Ponad 70% wykorzystywanych dziewcząt nie przetrwała tej morderczej próby.

„Trawa” nie jest pionierską książką, która porusza te wstrząsające historie. Jest jednak pierwszą powieścią graficzną osadzoną w tych realiach. Gendry-Kim poza omawianymi faktami, dba także o odpowiedni przekaz. Ten format działa naprawdę dobrze, ponieważ poprzez rysunki autorka ukazuje emocje bohaterki i surową scenerię północno-wschodnich chińskich pustkowi, gdzie została wysłana po uprowadzeniu jej przez kilku Koreańczyków. Autorka nakreśla obrazy w czerni i bieli, dzięki czemu nadaje narracji powagi. Czasami świadomie odchodzi od tradycyjnego kształtu komiksu i używa dwustronicowej rozkładówki do narysowania tylko jednego obrazu. Dobrym przykładem jest tu scena, kiedy Lee wraca do Korei po pięćdziesięciu pięciu latach spędzonych w Chinach. Gendry-Kim rysuje samolot lecący po niebie, aby podkreślić jak wiele w międzyczasie się wydarzyło, jak technologia poszła do przodu.

Model powieści graficznej pozwala też autorce na swobodne wycieczki w czasie. Po tym jak Lee opuszcza Chiny, historia nagle cofa się do lat 30. i 40., kiedy była dzieckiem. Jej rodziców nie było stać na wykarmienie wszystkich swoich pociech, więc oddali Lee rodzinie w Busan. Ta obiecała, że młoda podopieczna rychło trafi do szkoły. Lee marzyła tylko o zdobyciu wykształcenia, więc wmawiała sobie, że rozstanie z rodziną jest najlepszym rozwiązaniem. Po tych przemyśleniach mamy kolejny przeskok, tym razem do teraźniejszości, gdzie wiekowa Lee siedzi w koreańskim przytułku. Jej nową rezydencją jej specjalny instytut dla byłych „kobiet do towarzystwa”. Seniorka podkreśla jak czuła się w danym momencie, dopowiada to, czego nie udaje się opisać innymi słowami. Takie wtrącenia będą w komiksie pojawiały się od czasu do czasu, nieustannie przypominając czytelnikom, że to żadna fabuła, a czysta prawda.

Lektura „Trawy” wzbudza złość, smutek i frustrację. To opowieść, która pozostanie z czytelnikiem na dłużej. Nie tylko dzięki kłującym słowom, ale także sugestywnym obrazom. Czasami grafika przemawia głośniej niż słowa i ta książka dobrze o tym przekonuje. To prawdziwy i szczery kalejdoskop życia jednej z niezliczonych „kobiet do towarzystwa”, które nie tylko były wykorzystywane jako seksualne zabawki w służbie japońskich żołnierzy, ale zostały także pozbawione domów, rodzin i szacunku. Z drugiej strony jest to też opowieść niosąca ukojenie i nadzieję. Lee znalazła przecież męża, ma dzieci, w końcu wraca też do ojczyzny i dostaje nową szansę. Udowadnia, że witalność i nieustępliwość potrafi pokonać siłę japońskiego imperium. „Trawa” dołącza do imponującego panteonu legendarnych komiksów biograficznych. Z dumą mogę ustawić ją obok takich dzieł jak „Persepolis” Marjane Satrapi, „Fun Home: Tragikomiks rodzinny” Alison Bechdel i „Maus” Arta Spiegelmana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey