Recenzja "Ameryka w ogniu" Omar El Akkad

Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.

Liczba stron: 400

Oprawa: miękka

Premiera: 22 sierpnia 2018 r

Omar El Akkad to dziennikarz egipskiego pochodzenia, były korespondent wojenny "The Globe and Mail". Podczas swojej reporterskiej kariery mógł na własne oczy ujrzeć piekło wojny w Afganistanie czy gehennę arabskiej wiosny w ojczystym kraju, które to wydarzenia i towarzyszące im obserwacje oraz doświadczenia posłużyły mu do stworzenia przerażającej wizji przyszłości, zawartej na kartach „Ameryki w ogniu”, powieści, która przez krytyków okrzyknięta została nową „Drogą” McCarthy’ego i spuścizną „Spisku przeciwko Ameryce” Roth’a. To także kolejna, po „Następnym życiu” oraz „Długim marszu w połowie meczu” książka wydana w Polsce w ostatnim czasie, która na nowo próbuje rozprawić się z mitem amerykańskiej wojny.

Akcja powieści osadzona została w Stanach Zjednoczony w roku 2074. To właśnie wtedy wybucha trwająca ponad dwadzieścia lat druga wojna secesyjna. Konflikt jest przyczyną sprzeciwu jednej ze stron - Południa, w skład którego wchodziły Missisipi, Alabama, Georgia oraz Karolina Południowa – wobec Ustawy o zrównoważonej przyszłości, która zakładała całkowity zakaz wykorzystywania paliw kopalnych na terenie USA. Dokument ten był następstwem wzrastającej świadomości społecznej i politycznej dotyczącej kwestii aktualnych także dzisiaj tj. zmian klimatycznych oraz wypadków towarzyszących wydobyciu i transportowi paliw kopalnych, ale także zmian, jakie dokonały się na mapie Ameryki - część lądu została pochłonięta przez ocean. Ryzyka pogłębienia tragicznych efektów ewolucji natury, odpowiednio wykorzystane przez rządzących, stały się zatem zalążkiem kolejnej pożogi. W tak wykreowanym miejscu, ogarniętym walkami i bezlitosnymi atakami na ludność cywilną, przyszło żyć rodzinie Chestnutów. 

Narratorką opowieści jest Sarat, na początku mała dziewczynka, z czasem przeradzająca się w buntowniczą nastolatkę i wreszcie w dojrzałą kobietę. Razem ze swoim rodzeństwem – Daną oraz Simonem, a także matką Martiną, zostają wypędzeni ze swojego domu i jako uchodźcy trafiają do zamkniętego obozu Patience. Tam trwają, próbują żyć z dnia na dzień, bez wizji na lepszą przyszłość, na upragnioną wolność. Stopniowo ulatują z nich marzenia, zacięcie do zdobywania umiejętności, pamięć o ojcu. Ginie nawet nienawiść na swój los, choć nie do końca. Bo właśnie w Patience Sarat odkryje swoje powołanie, swój balast, z którym trafi jej żyć do końca. Mimo rzezi, mimo strat, uszczerbków na zdrowiu i statusu bohaterów, rodzina Chestnutów aż po krew swoich dni nie zazna radości. „Ameryka w ogniu” nie jest bowiem książką ku pokrzepieniu serc, to raczej przerażająca wizja powolnej destrukcji ludzkiej psychiki w obliczu nieustannej okupacji.  

Ameryka Omara El Akkada to kraj wielu krzywd i miejsce pielęgnujące ideę bezprawia. Wojna domowa, batalia między Niebieskimi i Czerwonymi, ma niewiele wspólnego z humanitarnym postępowaniem względem swoich mieszkańców. Tu króluje strach, niepewność i dojmujące cierpienie. Egipcjanin maluje przed czytelnikiem pejzaż wypełniony różnymi odcieniami opresji. Nawet mała chwila nieuwagi, niewłaściwe słowo czy krzywe spojrzenie może zakończyć się śmiercią z ręki snajpera. Końcówka XXI wieku to czasy mroczne, ale także dobrze nam znane, pozbawione obcych cywilizacji i nowoczesnej technologii, przez co wymowa utworu tylko wzmaga naszą czujność i potęguje liczbę pytań napływających do głowy. Autor rozprawia się z brutalnością wojny, ale jednocześnie, a może przede wszystkim analizuje kondycję człowieku wrzuconego do puszki Pandory.  

Mogę tę książkę polecić osobom lubującym się w dynamicznej i zmiennej akcji. „Ameryka w ogniu” jest powieścią zbudowaną na krótkich zdaniach, prostym języku i dużej ilości dialogów. Autor uwielbia kończyć swoje rozdziały w stylu „widzieli się po raz ostatni”, tak jak to zazwyczaj bywa w kryminałach. Myliłby się jednak ten, kto myśli, że książka jest tylko kolejnym banalnym przykładem literatury pędzącej i mylącej tropy. Siła tej relacji tkwi bowiem w szczegółach, w powolnym budowaniu nowego świata. Pełno tu opisanych drobnostek, różnych odcieni świata realnego i wewnętrznego bohaterów. To nie zbiór kalek, ale właściwy wycinek rzeczywistości, ze wszystkimi zabarwieniami znanymi nam z życia. Jest więc wysokie tempo, ale ściśle kontrolowane, podlegające prawom stopniowego dojrzewania. Jeśli mam się do czegoś przyczepić, będzie to na pewno gubiąca się narracja, szczególnie jaskrawo widoczna pod koniec książki. Autor miesza przekazy kilkuletniego Benjamina i trzeciosobową opowieść, przez co dochodzi do sytuacji kuriozalnych, jak chociażby wtedy, gdy młody członek rodziny Chestnutów opowiada nam o wydarzeniach, których nie był świadkiem, albo używa wyrażeń nieadekwatnych do swojego wieku - „Krajobraz stał się egzotyczny: wielkie połacie piachu, upstrzone stoliwami o barwie karmelu i pomarańczy”. 

„Ameryka w ogniu” to na pewno książka wartościowa. Bardzo dobrze skrojona futurystyczna wizja przyszłości, w której na pierwszy plan wysuwa się jednostka, z wszystkimi jej problemami, bolączkami i traumami. Konflikt zbrojny i polityczny jest tu tylko tłem, dla właściwego zobrazowania pejzażu wewnętrznego człowieka. A ten został odmalowany bardzo wyrazistymi barwami. Rzadko zdarza się czytać tak przejmującą i bliską nam dystopię. Mimo ubogiej lingwistycznej i stylistycznej podbudowy, warto tę książkę poznać, choć trzeba mieć też świadomość, że to lektura wybitnie smutna i przerażająca.

Ocena:



2 komentarze:

  1. Dużo recenzji tej książki jest teraz wszędzie i robię się jej coraz bardziej ciekawa! :)

    OdpowiedzUsuń

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey