Recenzja "Nomadland. W drodze za pracą" Jessica Bruder

Wydawca: Czarne

Liczba stron: 280


Oprawa: twarda

Tłumaczenie: Martyna Tomczak

Premiera: 12 listopada 2020 rok

Utarło się stereotypowe myślenie, że współcześni nomadzi wiodą życie pozbawione wszelkich trosk. Zwiedzają, nie muszą martwić się o kredyty i rachunki, skaczą z kwiatka na kwiatek. Ten utopijny obraz burzy reportaż „Nomadland”, w którym Jessica Bruder przygląda się rzeczywistości nieobarczonej romantycznymi zdjęciami i upiększonymi historiami. Nie ma tu kamperów z designerskimi wnętrzami, uroczych miejsc do parkowania czy przystojnych młodych ludzi świadczących zdalne usługi w czołowych, amerykańskich spółkach giełdowych. To krajobraz życia w drodze i trudzie, które nie wynika z marzeń, ale z absolutnej konieczności.

Bruder opowiada o starszym pokoleniu Amerykanów – tak zwanych Workamperach. Są to najczęściej ofiary kryzysu mieszkaniowego z 2008 roku, w wyniku którego ich nieruchomości straciły na wartości lub raty kredytu są niemożliwe do udźwignięcia. Pozbawieni pomocy socjalnej, zadłużeni, bez nadziei na godną emeryturę, szukają innego sposobu na dotrwanie do końca swojej doczesnej ścieżki. Tak właśnie trafiają do vanów, starych autobusów czy przerobionych ciężarówek za tysiąc dolarów, które od tego momentu stają się dla nich jedynym mieszkaniem. Jeżdżą po całym kraju nie z pobudek turystycznych, a w poszukiwaniu pracy. O tą wcale nie jest trudno, bo duże firmy chętnie podnajmują sędziwych pracowników na umowach śmieciowych za stawkę zbliżoną do minimalnej krajowej.

Jedną z takich osób jest jest Linda May. Na karku ma już sześćdziesiąt lat, ale zamiast myśleć o spokojnej starości, musi rozglądać się za kolejną dorywczą pracą. W życiu robiła już chyba wszystko: była kierownikiem budowy, kelnerką, kierowcą tirów, zamiatała liście w ogrodzie. A to wszystko i tak nic przy jej obecnych zajęciach. W okresie letnim stróżuje i sprząta na jednym z kempingów, na jesień przerzuca buraki cukrowe, zaś w okresie przedświątecznym udaje się do magazynu Amazona, gdzie podczas kilkunastogodzinnych zmian musi przechodzić około 25 kilometrów i wykonywać czynności, które nawet dla młodego pokolenia byłyby zdrowotnie niewskazane. Nie przetrwałaby tego wysiłku, gdyby nie dostępne na miejscu tabletki przeciwbólowe. Linda nie zamierza jednak się skarżyć. Wie, że takich osób jak ona jest wiele, a wpadanie w panikę i rozpacz mogłoby być ostatecznym gwoździem do trumny. W trudnych chwilach zawsze może liczyć na przyjaciół, na przykład Silvianne, tarocistkę i astrolożkę, z którą spotyka się w wielu miejscach zatrudnienia. Linda ma też marzenie. Chciałaby pozostawić po sobie coś trwałego - earthship, czyli dom zbudowany ze starych puszek, butelek i opon wypełnionych ziemią, ogrzewany energią słoneczną. Myśl o kupnie kawałka ziemi, nawet wyjałowionej, podziurawionej i znajdującej się w obszarze intensywnego zagrożenia ze strony meksykańskich gangów narkotykowych, dodaje jej nadziei w momentach, gdy mięśnie odmawiają posłuszeństwa.

„Nomadland” to nie tylko opowieść o jednostkach. To także panoramiczne spojrzenie na temat życia w samochodzie. Autorka zwraca uwagę na liczne problemy, z jakimi muszą się spotykać współcześni nomadzi: brak dostępu do łazienki i konieczność korzystania z siłowni, wysokie opłaty za parkingi z możliwością podłączenia sprzętów elektronicznych, nieprzychylność lokalnych społeczności, które nawet w środku nocy potrafią dokonać napaści na pojazd. Wspomina o opuszczonym mieście, z którego większość mieszkańców została wyproszona i skazana na pożarcie przez rynek pracy. Przytacza całą masę anegdot, między innymi na temat użyteczności robotów w magazynach, rodzajach zabawek erotycznych kupowanych przez Amerykanów, czy miejscach spotkań i wspólnego odpoczynku Workamperów. Bruder schodzi do poziomu nomadów, porzuca na jakiś czas swoje wygodne mieszkanie i podejmuje się morderczej pracy w Amazonie. Dzięki temu jeszcze lepiej poznaje, a następnie transferuje w formie tekstu swoje przemyślenia.

Biorąc na warsztat ten materiał łatwo popaść w ckliwe tony albo zrobić z tego “pornografię nędzy”. Na szczęście Bruder daleko do tego. Jej książka jest odpowiednio zbalansowana i unika skrajności. Autorka raz mówi własnym głosem, ale częściej usuwa się w cień. Dzięki temu podejściu „Nomadland” nie jest nigdy pseudointelektualny, pretensjonalny czy tani. Choć jest to opowieść o ludziach bez domów, potrafią oni zbudować społeczność wokół swojej sytuacji. Wspólnie dzielić się małymi sukcesami, pomysłami na życie i problemami. To portret ludzi, od których moglibyśmy wiele się nauczyć.  „Nomadland” to głęboko ludzka opowieść o pozornie egzotycznym zjawisku a także obcych miejscach, które w istocie nie jest wcale takie odległe. Bruder bywa zabawna, liryczna, melancholijna, dosadna, a przy tym zawsze spostrzegawcza i empatyczna. 

3 komentarze:

  1. Jessica Bruder to jedna z moich ulubionych autorek. W tej książce jej warsztat naprawdę robi wrażenie. Bezdomność, organizacja oraz ludzka siła woli. Recenzja świetna.

    OdpowiedzUsuń
  2. I doczekaliśmy się ekranizacji :) Niedługo premiera w Polsce ;)

    OdpowiedzUsuń