Recenzja "Zdarzenia. Naśladowca głosów" Thomas Bernhard

Wydawca: Od Do

Liczba stron:  190

Oprawa: miękka

Tłumaczenie: tłumaczenie zbiorowe pod kierunkiem Sławy Lisieckiej

Premiera:  sierpień 2020 r.

„Zdarzenia. Naśladowca głosów” to trzecia książka Thomasa Bernharda w ofercie wydawniczej Od Do. Najpierw były opowiadania, zebrane w tomie „Chodzenie. Amras” (słusznie zresztą nagrodzone za przekład w Gdyni). Później sztuki teatralne poświęcone niemieckiemu reżyserowi Clausowi Peymannowi. Tym razem w nasze ręce wpada tom absolutnie wyjątkowy, bo zawierający zestaw nietypowych miniatur, których długość każdorazowo nie przekracza dwóch stron.

Bernhard  jak to Bernhard, lubi sobie poopowiadać, pokombinować słowem, a przy okazji nieco na świat ponarzekać. Ale na swój własny, wielki sposób. To żadna krytyka ustroju czy ludzkich zachowań. Raczej wywodząca się z własnych doświadczeń obsesja. Austriacki pisarz nie jest tu nadmiernie smutny. Nawet trudne tematy potrafi przedstawić w ironiczny i zabawny sposób. Fakt, że na niespełna dwustu stronach opowiada o wisielczej śmierci nauczycielki, morderstwie dokonanym na dziecku z Imst tak zwanym knyplem (pobijakiem), śmiertelnym poturbowaniu cemenciarza przez byka i paru innych inspirujących przeznaczeniach, nie czyni jego tekstów mrocznymi. Czyta się to z zainteresowaniem, co przecież jest nadrzędnym celem korespondenta gazet. Te małe wycinki, pozwalają też przenieść się w inny świat. Mają walor historyczny, bo traktują chociażby o księciu Potockim czy księżnej z domu Radziwiłłów. Na tej ostatniej warto się na chwile zatrzymać. Bernhard wspomina o niej w „Arystokracie”, jednym z ciekawszych tekstów całego zbioru. Rzecz dzieje się pod Radomiem, gdzie w pałacu zaszył się wuj wspomnianej księżnej. Pięćdziesięciojednoletni człowiek, obchodząc swoje urodziny zastrzelił się, ponieważ jak sądził „kto żyje dłużej, ten cierpi na niedorozwój albo umysłu, albo charakteru”. Ot cały Bernhard.

Bohaterami swoich miniatur czyni osoby często anonimowe. Mówi o nich ‘pewna kobieta’, ‘drwal z Irresbergu’, ‘fotograf’, ‘pewien mężczyzna’, ‘kilku Anglików’, ‘myśliciel’ i tak dalej. Mało tu konkretu i emocji. Mało też poważnych tematów. A jednak gdzieś między słowami czuć wewnętrzne napięcie, które czasami pęka, jak bańka mydlana. Pięknie obrazuje to „Wyobrażenie”. To raptem dwuzdaniowa relacja. Pierwsze z nich zawiera właściwy opis, który może dziwić i zaskakiwać. To co jednak robi Bernhard w zdaniu drugim, właściwie mógł zrobić tylko on. I to właśnie podkreśla jego naturę, nadaje całej jego działalności znamion wybitności.  Spójrzcie sami „W pobliżu dzielnicy koptyjskiej w Kairze zauważyliśmy całe ciągi ulic, na których cztero- i pięciopiętrowych domach ludzie trzymają tysiące kur i kóz, a nawet świń. Próbowaliśmy sobie wyobrazić, co słychać, gdy te domy się palą”. Aż włos się człowiekowi jeży na głowie.

Bernhard jest zjadliwy. Do bólu. Widzi więcej, niż przeciętny człowiek. Umie też o tym pięknie opowiadać. „Zdarzenia. Naśladowca głosów” to zbiór dobry i na kontynuowanie znajomości z pisarzem i na jej początek. Nie męczy jak jego najsłynniejsze dzieła, a jednocześnie ujawnia silne strony działalności literackiej Austriaka. Świetnie, że ktoś odważył się to wydać, bo przecież takie urywki są właściwie skazane na promocyjną porażkę. A uwierzcie na słowo, można się z nich więcej dowiedzieć, niż z niejednej, wielotomowej sagi rodzinnej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey