Recenzja "Czeski raj" Jaroslav Rudiš

Wydawca: Książkowe Klimaty

Liczba stron: 202

Tłumaczenie: Katarzyna Dudzic-Grabińska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Premiera: 18 marca 2020 r.

To się nazywa mieć wydawniczego nosa. Książkowe Klimaty premierę „Czeskiego raju” zapowiedziały na połowę marca, czyli jak się później okazało, na początek narodowej kwarantanny. Nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że książka Jaroslav Rudiš tak bardzo obnaża wszystko to, z czym teraz musimy się borykać. Akcja została przecież zamknięta w saunie, w której spotykają się znajomi. To pomieszczenie jest dla nich nie tylko centrum rozrywki, ale też głównym miejscem głoszenia osądów, odpoczynku, podejmowania dyskusji czy szukania pomocy. W tej saunie mogą obgadać żony, sąsiada, dowiedzieć się o śmierci kolegi czy dać komuś w mordę. Jest tam wszystko, a trwająca relacja pozwala na zachowanie zdrowia psychicznego. Przynajmniej do czasu, aż ktoś tę harmonię zaburzy.

 „Czeski raj” zbudowany został na strukturze banalizmu. Wyznaczniki tego kierunku, takie jak kolokwialny, defrazeologiczny język, posługujący się niekiedy wulgaryzmami, celowa tandetność i antyartystyczność używanych środków, absurd językowy i logiczny, usytuowanie w centrum uwagi tematów absolutnie błahych – one wszystkie składają się na kompozycję nowej książki autora „Ciszy w Pradze”. Widzę w powieści także zarysy stosowanej metody zerowej, polegającej na budowaniu napięcia, które nie doczekuje się rozładowania przez puentę, lecz zostaje strywializowane.  Mnogość powtórzeń (amortyzowanie, chcesz w gębę, trzy pilznery itd.) pcha tę moją tezę jeszcze dalej, w kierunku trashu, czyli mało znanej gałęzi literatury, zajmującej się badaniem niższych rejestrów kultury i warstw społecznych. W trashu zwraca się uwagę na to, co powszechnie uznaje się za prostackie, ordynarne i obsceniczne. Czyli na przykład na seks, zdrady, alkoholizm. Jednak ujęcie „Czeskiego raju” tylko i wyłącznie w kategoriach prowokatorskiego gestu anarchistycznego byłoby krzywdzące. Rudiš zaproponował czytelnikowi nie tylko odkrycie płytkiej prawdy o współczesnym człowieku, lecz także wznoszenie i opadanie na sinusoidalnej fali absurdu, będącego pretekstem do wzmożonych poszukiwań autentycznego przesłania.

„Czeski raj” to swoisty kogel mogel, w który autor wrzucił pierwiastki popu, muzyki klasycznej, disco polo, rapu, jazzu i chilloutu. Powstała z tego lepka breja, która może i nie wygląda najlepiej, ale smakuje naprawdę dobrze. Sztuką jest rozbawić czytelnika, szczególnie tego odpornego na tandetę współczesnego kabaretu i stand-upu. Rudišowi ta sztuka się udaje. Już samo nazywanie swoich bohaterów jako ‘Ten co nie widzi , ‘Ten co mu zmarła żona’, ‘Ten co sprzedaje ubezpieczenia’, ‘Ten co jest na emeryturze’ czy ‘Ten co jest lekarzem chorób kobiecych’, choć początkowo męczące (niewygodne, bo niespotykane, trzeba się z tym obyć aby docenić), z czasem zaczyna bawić, bo stanowi punkt wyjścia do ciekawych gier słownych. Zwraca też uwagę na dramatyczność tego utworu, który aż prosi się o przeniesienie na deski jakiegoś zwariowanego teatru. Właśnie czas i cierpliwość jest dla mnie ważnym czynnikiem w recepcji książki Rudiša. Mimo wspomnianej banalizacji językowej, jest ona przecież świeża i inna od tego co znamy. Początkowe odtrącenie szybko przemija, a gdzieś po trzecim czy czwartym „chcesz w mordę” już nie sposób się od lektury odciągnąć.

Nie doszukiwałbym się w tej książce jakichś wielkich interpretacji, szukania odniesień do polityki lub historii czy dekonstrukcji naszych męskich wad. Wydaje mi się, że nadrzędną stawką jest tutaj nasz umysł i chwila oderwania od rzeczywistości. Wchodząc na grunt książki mogę śmiało powiedzieć, że Rudiš robi sobie literackie jaja. Żartuje ze wszystkiego i o wszystkim, choć też nikogo przy tym nie uraża, jest w swojej ironii dosadny i powściągliwy jednocześnie. To coś więcej niż satyra. Bardziej przypomina mi komedię absurdu opartą na autentycznych rozmowach. „Czeski raj” to taki rewers poprzedniej książki Wydawnictwa Książkowe Klimaty. „Wady snu” były typową sztuką  (tak, Rudiš w mojej opinii robi sobie też jaja ze sztuki jako takiej), skrojoną pod potrzeby kobiet (tu mamy ukazany świat męski), kładącą nacisk na wzniosłe idee i artyzm, posiadającą liczne odwołania intertekstualne. Autor „Alei Narodowej” za nic ma kanony i salonowe uznanie. Woli oddać głos przeciętnemu człowiekowi, jego niewyparzonemu językowi i brudnym myślom. A wszystko to doprawia całą garścią ciętego, często czarnego humoru, który tak bardzo jest nam potrzebny w dobie kryzysu społeczno-gospodarczego. Piękno można dostrzec w tych wszystkich małych, głupawych, powtarzalnych chwilach, gdy tak naprawdę nic się nie dzieje.

2 komentarze:

  1. Ciekawe zestawienie z tymi „Wadami snu”! Faktycznie, w jakiś sposób się z „Czeskim Rajem” uzupełniają. Dodam jeszcze, z ciekawostek, że w Czechach sztuka teatralna „Czeski Raj” powstała, i była nawet pierwsza w stosunku do książki – była wystawiana w teatrze Feste w Brnie, a później w Pradze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dr Аgbazara-świetny człowiek, ten lekarz pomoże mi odzyskać mojego kochanka Jenny Williams, który zerwał ze mną 2 lata temu z jego potężnym zaklęciem, i dzisiaj wróciła do mnie, więc jeśli potrzebujesz pomocy, skontaktuj się z nim przez e-mail: ( agbazara@gmail.com ) lub zadzwoń / WhatsApp +2348104102662. I rozwiąż swój problem jak ja.

    OdpowiedzUsuń

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey