Recenzja „Perfekcyjny świat Miwako Sumidy” Clarissa Goenawan

Wydawca: WUJ

Liczba stron: 288


Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Tłumaczenie: Magdalena Rabsztyn-Anioł

Premiera: 7 października 2020 rok

Na popkulturę można spojrzeć, jak na zwierciadło swoich czasów. Dobrze to zjawisko obrazuje sytuacja Japonii: „Godzilla” zrodziła się z atomowej traumy, w filmach Mamoru Oshii dostrzegamy cierpienia wywołane protestami studenckimi z lat 70., dzieła spod znaku Josei odwołują się do problemów życia codziennego w Japonii, między innymi tożsamości seksualnej („Kuragehime”). Sytuacja społeczno-obyczajowa kraju, ma niepodważalny wpływ na konteksty, wokół których swoje prace przygotowują rozpoznawalni artyści. W ten model wpisuje się Clarissa Goenawan, singapurska pisarka urodzona w Indonezji, pisząca o Japonii.

Jej druga powieść „Perfekcyjny świat Miwako Sumidy”, jest cichą i jednocześnie potężną medytacją nad niszczycielską mocą tajemnic. Autorka rozpoczyna od śmierci tytułowej bohaterki. Nie jest to śmierć przypadkowa, a celowa, dokonana własną wolą i sumptem. Samobójstwo, szczególnie dokonane przez osobę nieletnią, zawsze jest olbrzymią tragedią dla bliskich. Zazwyczaj nie jest wynikiem improwizacji, tylko efektem długiego ciągu zdarzeń i refleksji. Dawniej taka tematyka mogłaby uchodzić za rzecz marginalną, dzisiaj odbieranie sobie życia przez młodzież jest zjawiskiem masowym, wciąż przybierającym na sile. Goenawan bierze na tapetę temat ważny i aktualny, a przy okazji całkiem ciekawie go opowiada, chociaż sposób w jaki tego dokonuje, za dużo ma w obie efekciarstwa, a za mało dosadności.

Książka prezentuje trzy odmienne punkty widzenia. Jako pierwszy swoje emocje opisze Ryu. To dobrze zbudowany i przystojny chłopak, beznadziejnie zakochany w pięknej Miwako. Mimo niewątpliwego wdzięku, nie będzie dane mu zaznać spełnienia marzeń. Miwako ceni go jako przyjaciela, lubi słuchać jego historii i spędzać z nim czas w angielskiej księgarni. Razem ratują też bezpańskiego kota, o którego czepiać będę się za chwilę. Inaczej na Miwako patrzy Fumi, która przyjmuje protagonistkę jako praktykantkę w pracowni malarskiej, mimo iż ta, wielkiego talentu nie posiada. Ich relacje są ciepłe i ogniskują się wokół sztuki, a właściwie jej interpretacji w kontekście noszonych traum. Jest też Chie, najlepsza przyjaciółka Miwako, która wraz z Ryusei wyrusza na poszukiwanie lasu, w którym nastolatka odebrała sobie życie. Ich podróż nie będzie łatwa, ponieważ akcja książki osadzona został w erze przed smartfonami. Znalezienie odpowiedniej drogi, okaże się czasochłonne i skomplikowane. Wszyscy ci bohaterowie szukają przebaczenia za to, co zrobili lub czego nie dokonali w odniesieniu do śmierci Miwako. Goenawan wyjaśnia, że ​​jest to rozprawa wewnętrzna, a nie interakcja transakcyjna: przeprosiny za ułaskawienie. Przeprosiny nie są wszak sposobem na znalezienie pokoju. To skomplikowana, wewnętrzna alchemia snów, zrozumienia i współczucia, możliwa do osiągnięcia tylko w żmudnym procesie poszukiwania własnej oazy spokoju.

Kłopotliwa prawda jest taka, że „Perfekcyjny świat Miwako Sumidy” jest a i owszem książką ładnie napisaną, ale przy tym także wzruszającą i silnie zapożyczoną. Nie chce tu bynajmniej oskarżyć Clarissy Goenawan o nielegalne kopiowanie, ale zbieżność wielu wątków z prozą Murakamiego jest doprawdy irytująca. Odległa wioska na szczycie góry wraz z otaczającym ją lasem; młody bohater romantyczny; zniszczona, ale pewna siebie młoda kobieta; niepokojące fantazje seksualne, znaczenie, jakie przywiązuje się do kota i jego zniknięcia; nauka malarstwa - Goenawan świetnie bawi się grając w szachy z autorem „Kafki nad morzem”, dla czytelnika ta zabawa nie niesie jednak zbyt wiele. Pisarka z Singapuru trochę na siłę chce zbudować opowieść pełną magii. Szkoda tylko, że zamiast dojrzałej, spokojnej narracji, koncentrującej uwagę czytelnika, stosującą przemyślane pauzy, delikatnie rozbijając chronologię, ucieka od realizmu i przenosi nas w inny wymiar.

„Perfekcyjny świat Miwako Sumidy” bazuje na  melodramatycznym wzruszeniu, chociaż na szczęście postaci nie są tu użyte tylko do wyciskania łez. Autorka potrzebuje ich spojrzenia i sposobu doświadczania rzeczywistości. Niestety zbyt często buduje ich psychologię w sposób szablonowy, niepogłębiony, młodzieżowy właśnie, przez co cała historia wydaje się momentami spłaszczona. W książce bazującej na emocjach, to forma powinna pozostawać na wierzchu. Dlatego jej kształt jest tak ważny. Bardzo łatwo zboczyć w rejony niezrozumiałe, nadmiernie pofałdowane, odarte z dosłowności. Szczególnie jeśli na trzystu stronach chce się zmieścić tak wiele problemów dodatkowych:, w tym między innymi kwestię LGBT+ czy molestowania seksualnego. Goenawan postanowiła napisać nowe, tęczowe „Twin Peaks”, doprawione elementami anime, Murakamiego, perspektywą Kurosawy i pewnie jeszcze innymi, których nawet nie chce mi się doszukiwać. Powstała z tego książka co najwyżej przyzwoita, zbyt prosta dla Serii z Żurawiem, ale też zbyt formalnie pokomplikowana, dla młodego pokolenia. Nie umiem jej polubić.

1 komentarz:

Recenzja "Sweetland" Michael Crummey